• Home
  • Współpraca

Post AD

TETIISHERI

BLOG LIFESTYLE'OWY

W Mytice już zapomniano o magii, opowiada się o niej tylko w baśniach i legendach. Od stuleci w trzech krainach tego kontynentu panuje pokój, jednak teraz nadchodzą inne czasy.

Władcy snują plany o swej przyszłej potędze, coraz więcej żądają od poddanych – aż do ofiary krwi. Los czterech bohaterów zostaje na zawsze odmieniony; księżniczka, książę następca tronu, czarodziejka i buntownik są uwikłani w świecie intryg i zdrad, szokujących morderstw, potajemnych sojuszy i niespodziewanej miłości,.

Pewne jest tylko to, że ktoś przegra. Kto zatriumfuje, gdy wszystko, co znano do tej pory, się skończy?

Co zrobią Obserwatorzy, pilnie śledzący poczynania ludzi i mający nadzieję na odnalezienie dawno zaginionych klejnotów o wielkiej mocy, które ożywią magię na Mytice i przywrócą tym ziemiom szczęście?

Tytuł: Falling Kingdoms. Upadające królestwa
Tytuł oryginalny:
Falling Kingdoms
Seria/cykl wydawniczy: Falling Kingdoms tom 1
Autor:
Morgan Rhodes
Wydawnictwo:
Gola
Liczba stron:
512
Data premiery:
23 października 2013
Moja ocena: 6/6




Limeros, Auranos i Paelsia to kraje wchodzące w skład Mytici – krainy, która niegdyś stanowiła jedną całość. Na jej mapie bez trudu można teraz zaznaczyć granice pomiędzy wymienionymi trzema państwami. To linie, które pojawiły się nie bez znaczenia. Kraje już dawno przestały współpracować, a najnowsze wydarzenia sprawiły, że sytuacja pomiędzy nimi mocno się zaostrzyła i w efekcie nastąpi nieuniknione - wojna.

Auranos to kraj bogaty, w którym pod dostatkiem jest żyznej gleby, a o rozwój nie należy się martwić. To państwo świetnie prosperujące. Niestety Limeros i Paelsia nie podzielają losu Auranosu. Chłodny klimat i ziemia obfitująca w skały to ich charakterystyczne cechy. Upadek to ich najbliższa przyszłość, choć to nie jedyne rozwiązanie. Istnieje bowiem pradawna opowieść o czterech kamieniach zapewniających ogromną moc i tym samym władzę. Artefakty należały do sióstr władających magicznymi siłami, ale w zamierzchłych czasach zostały one podzielone pomiędzy czarownice pragnące ukryć magiczne przedmioty. Jedną z nich nieustannie nawiedzała ta sama wizja - narodzin dziewczynki posiadającej nadzwyczajną siłę i nieludzkie umiejętności, która może zmienić świat.

Morgan Rhodes wykreowała cudowny świat, który zachwycił mnie nie tylko pod względem różnorodności. To także świat pełen tajemniczej magii i pradawnych opowieści. Magiczną historię przedstawioną przez staruszkę czytałam z zapartym tchem, wsłuchiwałam się w każde pojedyncze słowo, starałam się zapamiętać każdy najmniejszy szczegół. Ogarnęło mnie niesamowite uczucie tęsknoty, pojawiły się wspomnienia zamierzchłych historii rodzinnych gdzieś, kiedyś opowiedzianych przy świecach. Nieważne, że nie miały one wiele wspólnego z magią. Zadziałał klimat stworzony przez autorkę, a umysł dopasował do tych wyjątkowo tajemniczych chwil swoje treści. Warto nadmienić, że świat w „Upadających królestwach” to nie tylko Mytica. Jest jeszcze inny, jakże odmienny wymiar zamieszkiwany przez Obserwatorów. Liczne sekrety, stopniowo ujawniane i wyjaśniane tylko wzniecają zainteresowanie nieziemskimi istotami nie z tego świata. Autorka wie jak budować napięcie – o Obserwatorach wiele się nie dowiemy, a wierzcie mi - chciałoby się widzieć dużo.

Zaskakują także bohaterowie „Upadających królestw”. Przyznam, że z przerażeniem przyglądałam się rozpisce znajdującej się na początku książki. Notki dotyczą poszczególnych krain i związanych z nimi najważniejszych postaci. Nie jestem zwolenniczką dużej ilości postaci występujących w jednej powieści. Czasem niestety nie są one dostatecznie dobrze wprowadzone przez autora powodując jedynie zamęt w mojej głowie prowadzący do niewłaściwego zrozumienia treści. Obawiałam się takiej sytuacji i tutaj. Myliłam się. Morgan Rhodes z mnogością bohaterów poradziła sobie znakomicie. Polubiłam Cleo, choć czasem miałam ochotę na nią nakrzyczeć. Zaintrygował mnie zarówno Jonas jak i Magnus i jestem ciekawa Lucii. To nie wszyscy. To tylko główni bohaterowie książki. Postacie drugoplanowe są równie zajmujące, nie sposób jednak wymienić wszystkich.

Powieść wciąga już od pierwszych stron. Jedno wydarzenie goni kolejne, nie ma mowy o jakiejkolwiek nudzie. To książka, którą się chłonie. To powieść, która nie da się odłożyć na półkę. To tytuł, który trzeba przeczytać od deski do deski. Zdarzenia rozgrywające się na kartach powieści mkną z niesamowitą prędkością, a czytelnik zostaje natychmiast wciągnięty w ten nieprzewidywalny wir wydarzeń.

„Upadające królestwa” to świetnie zapowiadająca się pierwsza część serii o Mytice - krainie, w której obok wojen, sporów i niezgody nie zabraknie tajemnic, pradawnych historii, ale także dylematów - i tych politycznych i tych sercowych. Jestem szalenie ciekawa kontynuacji i już nie mogę sie jej doczekać. Polecam gorąco.


By Unknown
„Cień i kość”, amerykańskiej autorki Leigh Bardugo to jeden z największych bestsellerów młodzieżowego fantasy ostatnich lat. Książka trafiła na listę bestsellerów New York Timesa, prawa wydawnicze zostały sprzedane do kilkunastu krajów, a prawa do wersji filmowej wykupił sam producent filmów o Harrym Potterze. „Cień i kość” to pierwszy tom trylogii Grisza, która urzeka niezwykle barwnym światem i wciągającą miksturą przygód, magii i emocji.

Ravka, niegdyś potężna i dumna, jest dziś otoczona przez wrogów i rozdarta przez Fałdę Cienia: pasmo nieprzeniknionej ciemności, w której czają się przerażające potwory. Niespodziewanie pojawia się nadzieja: samotna, młodziutka uciekinierka jest kimś więcej, niż się wydaje…

Alina Starkov nigdy w niczym nie była dobra. Kiedy jednak pułk, z którym podróżuje przez Fałdę, zostaje zaatakowany, a jej najlepszy przyjaciel Mal odnosi ciężkie rany, Alina musi coś zrobić. Odkrywa w sobie uśpioną moc, która ratuje Malowi życie – moc, która może też okazać się kluczem do wyzwolenia wyniszczonego przez wojnę kraju.

Potęga ma jednak swoją cenę.

Przemocą oderwana od wszystkiego, co jej znane, Alina trafia na dwór królewski, aby uczyć się na Griszę, członkinię władającej magią elity pod wodzą tajemniczego Darklinga.

W tym pełnym przepychu świecie nic nie jest takie, jakim się wydaje. Podczas gdy światu grozi ciemność, a całe królestwo liczy na nieujarzmioną i nieprzewidywalną moc Aliny, dziewczyna będzie musiała się zmierzyć z sekretami Griszów… i własnego serca.

Tytuł: Cień i kość
Tytuł oryginalny:
Shadow and Bone
Seria/cykl wydawniczy: Trylogia Grisza tom 1
Autor:
Leigh Bardugo
Wydawnictwo:
Papierowy Księżyc
Liczba stron: 380
Data premiery:
19 czerwca 2013
Moja ocena: 6/6



Alina i Mal przyjaźnią się od wielu lat. Uczucie pomiędzy tą dwójką zrodziło się już wiele lat temu, kiedy przebywali w sierocińcu. To tutaj uczyli się wspólnie o siebie dbać i sobie pomagać. Różnica wieku pomiędzy nimi była znikoma, co tylko sprawiło, że ich relacje układały się bardzo dobrze. Przyjaźń, która ich połączyła była na dobre i złe - mogli liczyć na siebie zarówno w tych radosnych, jak i smutnych chwilach. Sprawa się nieco komplikuje, kiedy trafiają do Pierwszej Armii.

Alina Starkov zostaje asystentką kartografa, natomiast Malien Orecev jest tropicielem i to jednym z najlepszych. Podczas przeprawy przez Fałdę Cienia pułk zostaje zaatakowany przez wilkry swoim wyglądem przypominające nietoperze istoty. Niestety ginie wielu ludzi. I dopiero w obliczu zagrożenia życia Mala, Alina zaczyna działać zupełnie nieświadomie. W dziewczynie rodzi się niezwykła moc - białe światło powodujące, że rządne zabijania wilkry odlatują. Po tym niezwykłym odkryciu i przebudzeniu magicznych sił drzemiących dotąd w dziewczynie, Alina dostaje się pod opiekę Darklinga, który ma nauczyć ją władać ujawnioną mocą. Dziewczyna stopniowo odkrywa swoje umiejętności, poznaje nowy otaczający ją świat podobnych do niej, i staje przed trudnymi życiowymi wyborami. Jak Alina poradzi sobie w świecie Griszów, i czy jej decyzje będą słuszne?

„Cień i kość” wciągnął mnie już od pierwszych stron. Zakochałam się w stworzonym przez Leigh Bardugo świecie. Tajemnice ujawniane krok po kroku tylko podsycały moją ciekawość. A świetnie utworzone postaci zapadły w pamięci na długo. Magia przyciągała. Wartka akcja nie pozwoliła odłożyć książki na bok. Chciałam to mało powiedziane, musiałam to dobre słowo – musiałam więc wiedzieć co będzie dalej: jak potoczą się losy Ravki, jak decyzje podejmowane przez Alinę wpłyną na jej życie i osobiste sprawy.

Niewątpliwym atutem powieści jest przedstawienie świata Griszów. Autorka zasługuje na ogromne brawa. Griszów charakteryzuje i odróżnia od innych jedno - ich magiczne zdolności. Podobał mi się pomysł Leigh Bardugo na podział wśród magów. Autorka kolorem noszonego stroju zaznaczyła poszczególne grupy Griszów. Najbardziej cennym i noszonym jedynie przez najznakomitszego jest czerń. To kolor przypisany Darklingowi – nauczycielowi i opiekunowi Aliny.

Bohaterowie stworzeni są w doskonały sposób. Pomimo ciężkiego losu u Aliny i Mala nie znajdziemy narzekania i słabostek. To silne charaktery, mocne osobowości, które polubiłam od razu. Moje zainteresowanie wzbudziła jednak postać Darklinga – chyba najbardziej mrocznego bohatera w „Cieniu i kości”.

„Cień i kość” to naprawdę świetna fantastyka. W świecie wykreowanym przez Leigh Bardugo obok ludzi, znajdziemy magów, ale i całą gamę innych fantastycznych stworzeń. Nie zabraknie tu walki, tej prawdziwej, ale też tej wewnętrznej targającej głównymi bohaterami. Pojawi się także wątek romantyczny, niemniej autorka ulokowała go na drugim planie powieści.

Pełna napięcia i dynamizmu akcja, idealnie dopracowani bohaterowie, świetny stworzony świat Griszów to charakterystyczne elementy „Cienia i kości”, pierwszej części Trylogii Griszów. Powieść mnie oczarowała i pochłonęła bez reszty. Polecam ją fanom fantastycznych klimatów.
By Unknown
Porównywany z przełomowym "Buszującym w zbożu" J.D. Salingera literacki debiut Johna Greena to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie.
Niezapomniana opowieść o odkrywającym życie Milesie zakochanym w szalonej, zbuntowanej Alasce, dzięki której odnalazł Wielkie Być Może – czyli najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości.

Tytuł: Szukając Alaski
Tytuł oryginału: Looking for Alaska
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 9 października 2013
Liczba stron: 320
Moja ocena: 5,5/6



Prozy Johna Greena nie miałam dotąd przyjemności poznać. W Polsce autor zasłynął z powieści „Gwiazd naszych wina” i to za sprawą tego tytułu zyskał duży rozgłos i stał się ulubionym pisarzem nie tylko wśród młodzieży. Po tak oszałamiającym sukcesie na naszym rodzimym rynku wydawniczym pojawiła się kolejna powieść Greena. „Papierowe miasta” utwierdziły dotychczasowych fanów autora w przekonaniu, że warto czytać jego książki i z pewnością też przyciągnęły rzesze nowych miłośników. Fenomen tego pisarza trwa nadal. Nic więc dziwnego, że półki w księgarniach zajęła trzecia wydana w Polsce powieść amerykańskiego autora. „Szukając Alaski”, bo o niej mowa, to pierwsza książka napisana przez autora i niezmiernie cieszy mnie fakt, że właśnie od jego debiutanckiej powieści zaczynam poznawać twórczość tego niezwykłego pisarza.

Miles Halter jest głównym bohaterem „Szukając Alaski”. To szesnastoletni chłopak posiadający niespotykane hobby – zapamiętuje ostatnie słowa znanych osób. Miles poszukuje własnego ja. Los kieruje go do Culver Creek, szkoły z internatem, w której panują dość rygorystyczne zasady. Właśnie tutaj spotyka Alaskę Young, dziewczynę, która w jego życiu odegra znaczącą rolę. Miles poznaje też paczkę Alaski - Pułkownika, Takumiego oraz Larę i wspólnie z nimi odkrywa smak życia.

Najważniejszym aspektem „Szukając Alaski” jest wspaniała przyjaźń i to na niej Green skupia uwagę czytelnika. Przyjaźń ukazana w powieści to piękne uczucie oparte na wzajemnym zaufaniu, poświęceniu i oddaniu. Miles wraz z paczką zaprzyjaźnionych osób doświadcza uroków młodości. Wśród nich jest zabawa i szaleństwo, niewątpliwie też szczypta nierozsądnych pomysłów, które paczka wdraża w życie i realizuje ze stuprocentowym zaangażowaniem. Niestety tak pięknie nie może być do końca.

Narracja prowadzona z punktu widzenia Miles’a podzielona jest na dni „Przed” i „Po”. Czytelnik jest więc świadomy tego, że coś się wydarzy. Jednak do samego końca powieści jest to jedna wielka niewiadoma. Nie udało mi się przewidzieć przyszłości, jaką wymyślił John Green dla swoich bohaterów. W najmniejszym nawet stopniu nie domyślałam się rozwoju wydarzeń. A są zaskakujące.

W „Szukając Alaski” znajdziemy ciekawe odniesienia do literatury. Jest Alaska - dziewczyna intrygująca, zwariowana, ale jak na swój młodzieńczy wiek niezwykle dojrzała - uwielbiająca czytać książki. Jej Biblioteka życia składa się z setek świetnych wartościowych książek. To fantastyczny pomysł na wprowadzenie do powieści bardziej podniosłego tonu. Dzięki motywowi literatury bohaterowie Greena stają się doroślejsi i bogatsi wewnętrznie. Miles również zarzuca czytelnika cytatami wielkich sław, pochodzącymi między innymi z „Generała w labiryncie” Garcii Marqueza.

„Szukając Alaski” to historia o outsiderze, jakich wiele wśród powieści młodzieżowych. To jednak opowieść niebanalna, gdyż skrywa głębszy przekaz. Miles i jego paczka stanowią jedynie tło do istotnych elementów z życia każdego człowieka. Green porusza w powieści trudne tematy: śmierci, straty, przyjaźni i pierwszej miłości. Co istotne, o tak ważnych sprawach pisze w sposób lekki i przyjemny, a samą powieść czyta się jednym tchem.

„Szukając Alaski” to powieść na pierwszy ruszt oka młodzieżowa. Jest tu przecież szkoła z internatem, są pierwsze miłostki, młodzieńcze wybryki i szaleństwa. Głębia jaką pisarz nadaje tak znanym i wydawać by się mogło błahym schematom zasługuje na ogromne brawa. Do tego napisana lekkim językiem i odpowiednim tonem - początkowo z humorem, ale kiedy zajdzie ku temu potrzeba, bogata w refleksje. Debiutancka powieść Johna Greena wypadła znakomicie. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak skompletować dzieła pisarza wydane w Polsce i zabrać się za okrzyknięte mianem wybitnych tytuły „Gwiazd naszych wina” oraz „Papierowe miasta”.
By Unknown
Czy ludzkość jest w stanie stawić czoła inwazji obcej cywilizacji tysiąckrotnie bardziej zaawansowanej niż nasza?

Nie.

Wystarczyły cztery fale kosmicznej inwazji, by z siedmiu miliardów ludzi ocalała zaledwie garstka. Rozrzuceni w różnych miejscach okupowanej planety walczą o przetrwanie. Od wymarłych miasteczek, przez płonące metropolie, po obozy uchodźców i tajne bazy wojskowe - każdy z bohaterów powieści Yanceya próbuje przetrwać i zrozumieć, co się stało i kim są kosmici, który postanowili wymordować całą ludzkość.

Pierwszy tom doskonałej sagi Ricka Yanceya przywodzi na myśl dokonania klasyków literatury i kina science fiction, ale prezentuje całkowicie świeży i nowy obraz kosmicznego konfliktu.
Tytuł: Piąta fala
Tytuł oryginalny: The 5th Wave
Autor: Rick Yancey
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 512
Data premiery: 14 sierpnia 2013
Moja ocena: 5,5/6



Podczas pierwszej fali kosmici wyłączyli prąd. Sytuacja ta wywołała wśród mieszkańców Ziemi ogromną panikę. Podczas fali drugiej ogromna woda zalała liczne terytoria. Trzecia fala to zaraza. Czwarta z kolei to tak zwani Uciszacze. Efekt ataków: z siedmiu miliardów ludzi zamieszkujących Ziemię przetrwało jedynie nieliczne grono. Kosmici przejęli kontrolę nad ludzkością w niebywale krótkim czasie. Piąta fala dopiero nadchodzi. Cel - uśmiercenie tych, którzy przeżyli. Czy i ten atak na planetę zamieszkiwaną przez ludzi będzie udany?

„Piąta fala” Rocka Yancey’a to wizja końca świata ludzi. Inwazja kosmitów na Ziemię odbyła się dotąd bez usterek. Wszystkie cztery etapy wyniszczenia ludzkości przebiegają bez zakłóceń. Planowane jest piąte, ostatnie uderzenie. Uderzenie skierowane w najsilniejszych - tych, którzy zdołali ujść z życiem podczas poprzednich najazdów. Jest ich niewielu. Porozrzucani po świecie. Zwykle samotni, zmuszeni do szybkiego kursu przetrwania. Nic innego jak sytuacja zmusiła ich do uczenia się życia od nowa, życia, w którym jedynym celem jest przetrwanie, znalezienie dobrej kryjówki i pożywienia. Są jednak i tacy, dla których liczy się także życie innych, tych najbliższych.

Obecną sytuację panującą na Ziemi poznajemy z perspektywy kilku bohaterów. Podoba mi się taki sposób wprowadzenia czytelnika w wykreowany świat. Różne punkty widzenia zdecydowanie ułatwiają utworzenie obrazu przedstawianego przez autora świata. Ponadto, każda z postaci boryka się z innymi problemami, napotyka na inne przeszkody, walczy ze strachem, wizją śmierci, ale to nie jedyne emocje, jakie im towarzyszą. Muszą stać się niebywale dobrymi obserwatorami otaczającej ich rzeczywistości. Muszą nauczyć się odróżniać dobro od zła, przyjaciela od wroga.

Główni bohaterowie to doskonale wykreowane postaci. Cassie polubiłam już na starcie. Dziewczyna naprawdę zasługuje na uwagę - rzucona na głęboką wodę, niemalże z minuty na minutę musi nauczyć się walki o przetrwanie. Radzi sobie świetnie. Samotnie - jej ojciec zginął podczas jednego z ataków, a brat został wywieziony w bezpieczne miejsce. Cassie wie po co żyje - chce odnaleźć brata. Inni bohaterowie doskonale dopełniają wytworzony przez wyobraźnię czytelnika obraz. Wieloosobowa narracja to strzał w dziesiątkę.

Atutem powieści jest szybka akcja, która przepełniona jest nieprzewidywalnymi zwrotami. Przy tej powieści nie nudziłam się ani chwilę. Wręcz przeciwnie moje zainteresowanie dalszymi losami bohaterów było naprawdę ogromne. Ich sylwetki są wyraziste. To postaci z krwi i kości, z charakterem. Kolejny plus powieści to przedstawiona przez autora wizja świata w przyszłości, w której dla zwykłych śmiertelników nie ma miejsca. Kosmici zrobią wszystko, by wygrać tę bitwę. Czy będą sprytniejsi od ludzi? W „Piątej fali” rozwija się także wątek romantyczny. Nie obawiajcie się jednak – nie jest przesłodzony, autor nie koncentruje się jedynie na tym elemencie. Wpleciony jest w całość ze smakiem. 

Styl pisania Yancey’a szalenie przypadł mi do gustu. Powieść chłonie się z prędkością światła. A wszystko to za sprawą lekkości pióra i niewątpliwie dobrego warsztatu pisarskiego. Rick Yancey napisał już kilkanaście książek. Jednak „Piąta fala” jest jego pierwsza książka science fiction. Niedługo w kinach będziemy mieli okazję oglądać ekranizację powieści. Prawa do niej zostały już zakupione przez GK Films i Sony Pictures.

„Piąta fala” to powieść science fiction. Trochę przypomina inne gatunki podejmujące podobną tematykę, jednak nie zarzucam jej nic. Czerpanie inspiracji i właściwe jej wykorzystanie daje piorunujący efekt. Co z tego, że podobna rzecz dzieje się w „Gone”? Co z tego, że dla niektórych powieść może przypominać „Igrzyska śmierci”? To nieistotne, gdyż „Piątą falę:” od deski do deski czyta się z zapartym tchem.


Za książkę dziękuję Wydawcy
By Unknown
Drogi Cinder i Scarlet krzyżują się w chwili, w której Ziemia zostaje zaatakowana przez Lunę… Cinder, dziewczyna cyborg zarabiająca na życie jako mechanik, próbuje wydostać się z więzienia, choć wie, że jeśli jej się uda, stanie się najbardziej poszukiwanym zbiegiem we Wspólnocie Wschodniej. Po drugiej stronie kuli ziemskiej ginie babcia Scarlet Benoit. Okazuje się, że Scarlet nie miała świadomości wielu związanych z nią spraw ani śmiertelnego zagrożenia, w którym żyła. Kiedy spotyka Wilka, mającego prawdopodobnie wiadomości o miejscu pobytu babci, czuje powstającą między nimi więź, choć nie potrafi przełamać nieufności. Wspólnie rozwiązują zagadkę, ale wówczas los zderza ich z Cinder przynoszącą nowe pytania bez odpowiedzi.

Tytuł: Saga księżycowa. Scarlet
Tytuł oryginału: Scarlet
Autor: Marissa Meyer
Seria/cykl wydawniczy: Saga księżycowa tom 2
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 8 maja 2013
Liczba stron: 496
Moja ocena: 6/6


Intrygująca opowieść nie z tego świata. Fantastycznie wciągająca historia. Wartka akcja. Niebanalne dialogi. Lekki styl pisania. I przede wszystkim nowatorski pomysł dopracowany w 100%. Taka jest „Cinder” – pierwsza część Sagi Księżycowej Marissy Meyer. I taka jest „Scarlet” – kontynuacja.

Linh Cinder poznaje swoje prawdziwe oblicze. Dotąd mechanik, cyborg, teraz Lunarka, która jako jedyna może ocalić Ziemię przed królową Levaną. Cinder nie wypadła najlepiej na przyjęciu u cesarza Kaito, jej porażkę zarejestrowały kamery i dziewczyna stała się pośmiewiskiem. Wtrącona do więzienia wspólnie z kapitanem Thornem z sąsiadującej celi planuje ucieczkę. Kiedy swój plan wdraża w życie i razem z kapitanem odlatują skradzionym samolotem stają się najbardziej poszukiwanymi zbiegami.

Scarlet Benoit to tytułowa główna bohaterka drugiej części Sagi Księżycowej szczęśliwie mieszkająca na farmie ze swoją babcią. Niestety spokojne życie dziewczyny zostaje zakłócone, kiedy niespodziewanie Michelle Benoit znika. Scarlet zmuszona jest rozpocząć własne poszukiwania babci, gdyż śledztwo na policji zostaje umorzone. Na jaw zaczynają wychodzić nowe fakty z życia babci Scarlet, które ukazują całkiem inne oblicze opiekunki dziewczyny. Scarlet kochająca babcię mimo wszystko nadal pragnie ją odnaleźć i dlatego też postanawia wyruszyć na poszukiwania, w których ma jej pomóc niedawno poznany Wilk. Drogi Scarlet i Wilka łączą się z Linh Cinder i kapitanem Thornem. Co wyniknie z tego spotkania i czy Cinder i Scarlet uda się zrealizować swój plan?

Autorka utrzymuje powieść na świetnym poziomie. Podobnie jak w pierwszej części Sagi Księżycowej w kontynuacji znajdziemy odwołanie do baśni, tym razem innej. „Cinder” to opowieść o Kopciuszku przedstawiona w zupełnie nowej wersji, dodam, że bardzo ciekawej. Scarlet to nowe wydanie bajki o Czerwonym Kapturku. Przyznam, że Marissa Meyer zaskoczyła mnie pomysłowością i wykonaniem. Do stworzenia Sagi wykorzystała baśnie znane chyba wszystkim i zaprezentowała, moim zdaniem, naprawdę wysoki poziom. Zarówno Cinder, jak i Scarlet czytało mi się błyskawicznie, z ogromnym zainteresowaniem podsycanym kolejnymi tajemniczymi faktami, które ujrzały światło dzienne.

Fascynujące jest to, że obie powieści z jednej strony sporo się między sobą różnią, a jednak autorce udało się płynnie, bez przeszkód połączyć je ze sobą. Cinder to przecież pewnego rodzaju fantazja, bajkowy świat, w którym żyje książę Kai, jego poddani, a wśród nich ona - Cinder - mechanik, Cinder - cyborg. Scarlet to już z kolei współczesność, zwyczajna dziewczyna i kryminalista. Marissa Meyer z niebywałą gracją i wyczuciem łączy te dwa niepodobne światy i pozwala im współgrać, tworząc tym samym nowy wymiar, w którym ani bohaterowie ani ich zamiary wcale się nie gryzą, a wręcz przeciwnie idealnie ze sobą harmonizują.

Bohaterowie zachwycają. Są świetnie dopracowani i przedstawieni. Każdy z nich opowiada własną, równie ciekawą historię. Każdego da się lubić, gdyż każdy z nich to intrygująca osobowość oraz interesujący portret postaci posiadającej wyraziste cechy i na swój sposób przejmującą historię swojego życia.

Akcja niebywale absorbuje. Nie ma czasu na znużenie, gdyż w „Scarlet” dzieje się dużo i szybko. Poza wartką akcją, która nadaje właściwy rytm każdej bardzo dobrej powieści, znajdziemy tutaj także nowe wątki pojawiające się w odpowiednich chwilach, a zagadkowe pytania, które prawdopodobnie pojawią się podczas lektury sprawią, że będziemy głodni dalszego czytania. Dodam, że w powieści miejsce mają tajemnicze wydarzenia, które z pewnością wzbudzą naszą ciekawość.

Scarlet, podobnie jak Cinder to stara baśń w oryginalnym wydaniu. Cechuje ją jeszcze lekkie pióro, wielowątkowość, bohaterowie z charakterem i niepowtarzalna fabuła. Marissa Meyer stworzyła coś kapitalnego. „Scarlet” wciąga już od pierwszej strony, a zaskakujące wydarzenia i nietypowe tajemnice sprawią, że nie oderwiesz się od lektury.



Saga Księżycowa:
Cinder | Scarlet | Cross | Winter

 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawcy
By Unknown
„Nie możesz mnie dotknąć – szepczę.
Kłamię – oto, czego mu nie mówię.
Możesz mnie dotknąć – oto, czego nigdy nie powiem.
Proszę, dotknij mnie – oto, co chcę powiedzieć”.

Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija.
Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha

*Zostałam przeklęta*
Mam niezwykły dar

*Jestem potworem*
Mam nadludzką moc

*Mój dotyk zabija*
Mój dotyk to moja siła

*Jestem narzędziem zniszczenia*
Będę walczyć o miłość

„Uzależniająca, pełna napięcia i niezwykle zmysłowa. Chciałabym tak pisać. Po prostu nie możesz się oderwać od lektury”. – Lauren Kate, autorka „Upadłych”

Tytuł: Dotyk Julii
Tytuł oryginalny: Shatter Me
Autor: Tahereh Mafi
Seria/cykl wydawniczy: 
Tłumacz: Małgorzata Kafel
Wydawnictwo: Moondrive/Otwarte
Ilość stron: 336
Data premiery: 25 czerwca 2012
ISBN: 9788375152210
Moja ocena: 6/6


„Spędziłam w zamknięciu już 264 dni. Towarzystwa dotrzymują mi tylko niewielki notatnik, uszkodzone pióro i liczby w mojej głowie. 1 okno. 4 ściany. 1,5 metra kwadratowego powierzchni. 26 liter alfabetu w języku, którym nie mówiłam przez 264 dni odosobnienia. Minęło 6336 godzin, odkąd dotykałam innej ludzkiej istoty.”

Dotyk Julii zabija. Ten dar - przez nielicznych uważany za atut - w oczach Julii jest jedynie przekleństwem, które niszczy jej życie. Julia niemiała łatwego życia. Rodzice odsunęli się od niej i wysłali ją do zakładu zamkniętego. Samotna, zamknięta już od trzech lat w czterech ścianach dziewczyna zwierza się swojemu notesowi i pozwala błądzącym po głowie myślom znaleźć ujście. Julia twierdzi, że jest potworem – posiada przecież moc, która powoduje ból innym. Nie rozumie dlaczego się urodziła i nie wie jak może żyć dalej. Pewnego dnia do jej celi zostaje wtrącony Adam. Julia wyciąga do chłopaka pomocną dłoń i uczy go przetrwania w ciasnej, zimnej celi. Z czasem między tą dwójką coś zaczyna iskrzyć. Julia nieśmiało przyzwyczaja się do nowej sytuacji w swoim życiu - posiadania przyjaciela. Czy pozory nie okażą się jednak złudne?

Tahereh Mafi tworzy świat po zniszczeniu warstwy ozonowej. Jest coraz bliżej zagłady. Brak plonów i śmierć zwierząt sprawiają, że zdobycie żywności graniczy z cudem. Powołany do życia Komitet Odnowy obiecujący poprawienie sytuacji i bezpieczeństwo jest dla ludzi iskierką nadziei. Większość ślepo im wierzy. Są jednak tacy, którzy się buntują, ale rebelianci uznawani przez Komitet za zagrożenie bardzo szybko są usuwani. Sytuacja wcale się jednak nie poprawia. Członkowie Komitetu Odnowy mieszkają w luksusowych apartamentach, żywią się najlepszymi wyrobami, a zwyczajni ludzie poznają czym jest nędza, głód i pragnienie.

Fabuła „Dotyku Julii” absorbuje, intryguje i zaskakuje. Tego właśnie oczekuję od dobrych powieści. Nie ma znaczenia czy jest to sensacja, fantastyka czy powieść obyczajowa. Istotna jest nieprzeciętna fabuła, dobrze zarysowani bohaterowie i ciekawie prowadzona narracja. Wszystkie trzy elementy znalazłam w „Dotyku Julii” - romansie paranormalnym. W powieści tej nie znajdziecie wampirów, wilkołaków i innych obdarzonych nadprzyrodzonymi mocami istot charakterystycznych dla romansów paranormalnych. Coraz częściej autorzy decydują się na podarowanie ludzkim bohaterom tego gatunku literackiego cecha nadnaturalnych i muszę przyznać, że taka opcja również mi się podoba.

Ukazanie daru Julii z dwóch całkowicie odmiennych stron to rewelacyjne posunięcie, które w pewien sposób nie narzuca czytelnikowi podążania jedną drogą, a pozostawia wybór. Można zgodzić się z przemyśleniami Julii i moc dotyku traktować jako okrutne przekleństwo, ale można też przyznać rację innym i rozpatrywać go w innej kategorii – uznać za niesamowitą zaletę.

Kolejnym mocnym punktem powieści jest pierwszoosobowa narracja, prowadzona przez Julię. To świetny wybór, który fantastycznie pasuje do treści powieści i doskonale sprawdza się w kreacji głównej bohaterki. Myśli piętrzące się w głowie Julii tak zgrabnie ubrane w słowa poznawałam z niekłamaną ciekawością. Rozważania dziewczyny są nie tylko interesujące, ale przede wszystkim składają się na dobry portret psychologiczny postaci.

Julia pomimo swojego młodego wieku i wielu przykrych chwil, które przeżyła potrafi walczyć o przetrwanie i choć tęsknota za miłością, dotykiem, ciepłem drugiego człowieka doskwiera jej niesamowicie z trudem, ale jednak - godzi się ze swoim losem. To postać, którą od razu polubiłam. W powieści pojawiają się jeszcze inni bohaterowie, którzy także wzbudzili moją sympatię. Zachwyciła mnie kreacja złego charakteru w książce - Warnera, który z jednej strony swoim zachowaniem i pobudkami budzi wstręt, a z drugiej ukazany jest jako człowiek, który posiada uczucia i jest zdolny do głębokiej miłości.

Powieść czyta się świetnie, wciągnęła mnie już od pierwszych stron, a postać Julii bardzo polubiłam. Autorka posłużyła się dotąd niespotkanym przeze mnie zabiegiem przekreślania zdań w opowieści Julii, co fantastycznie oddało myśli nadrzędnej bohaterki. Brawa za wyszukany pomysł, który idealnie wpasował się w ton powieści.

„Dotyk Julii” mnie zachwycił, wciągnął w inną rzeczywistość i rzucił na mnie swój urok. Oprawa graficzna hipnotyzuje, i choć bardziej pasuje do angielskiego tytułu książki, to i tak jest niezwykła. Jeśli myślicie, że to kolejny typowy, nudny romans paranormalny, to się mocno mylicie. To fantastyczna powieść, którą czyta się jednym tchem. Urzekła mnie zarówno fabuła, jak i świetnie wykreowani bohaterowie, a lekki, przyjemny i zarazem niepowtarzalny oraz wymyślny styl pisania Tahereh Mafi sprawił, że z ogromną przyjemnością sięgnę po kolejne tomy tej nietuzinkowej trylogii.


Dotyk Julii | Destroy me #1.5 | Sekret Julii | 
By Unknown
Jack is trapped for eternity in the Tunnels while Nikki has managed to evade Cole's grasp . . . for now. But Cole is more desperate than ever to find answers about Nikki, his best chance for taking over the throne of the underworld. How did she survive the Feed? Can Cole find another Forfeit like her who can survive it too?

Cole's quest leads him to the other side of the world, to a mysterious, dangerous society known as the Delphinians, whose price for information might be higher than Cole can pay—a price that could destroy Nikki. But when Cole attempts to steal the answers instead, his mission ends in disaster. Faced with centuries in a Delphinian dungeon, Cole is confronted with questions he's been too scared to ask himself: Is he really obsessed with the throne—or is he obsessed with Nikki? And can she really give him a new beginning as the Everneath's king . . . or will she instead bring about his tragic end?

Tytuł oryginalny:
Neverfall
Seria/cykl wydawniczy: Trylogia Podwieczność tom 1.5
Autor: Brodi Ashton
Wydawnictwo:
Balzer + Bray
Ilość stron: 96
Data premiery: 26 grudnia 2012
Format: e-book
Moja ocena: 6/6


„Podwieczność” mnie oczarowała. Historia Nikki i Jacka wciągnęła. Postać Cole’a zaintrygowała. Przedstawiony przez Brodi Ashton świat Podziemi – inspiracje do jego kreacji autorka czerpała z mitologii - zachwycił. Nie mogło więc być inaczej – po „Neverfall” sięgnęłam bez zastanawiania.

Tytuł „Neverfall” – ukazał się w postaci e-booka w wersji angielskiej - to łącznik pomiędzy pierwszą a drugą częścią Podwieczności. Jack zostaje uwięziony w Tunelach, a Cole postanawia odnaleźć odpowiedzi na trapiące go pytania dotyczące Nikki. Wciąż zastanawia go to, w jaki sposób Nikki zdołała przetrwać. Poszukiwania doprowadzają go do groźnego świata, w którym może poznać prawdę o Nikki. Cena za uzyskanie informacji nie jest jednak mała. A Cole próbuje przechytrzyć mieszkańców mrocznej krainy, ale niestety jego działania kończą się fiaskiem. Cole zostaje uwięziony w ciasnej celi w lochach. Otacza go ciemność, szczury i jego własne przemyślenia, a dzięki nim wreszcie uświadamia sobie kim dla niego jest Nikki.

Narracja prowadzona z perspektywy Cole’a to świetny zabieg dzięki któremu mamy sposobność lepiej poznać tego – dotąd rysującego się jako tajemniczego i mrocznego – bohatera. Cole ujawnia nam wiele faktów ze swojego życia, a wśród nich znajdziemy opowieść o tym jak poznał Nikki.
Przyznam, że autorka stanęła na wysokości zadania i przedstawia czytelnikowi postać zaplątanego w sieć uczuć skierowanych do Nikki, a nie jako bezwzględnego, pozbawionego wszelkich emocji drania, jakim można odbierać go w „Podwieczności”.

Ten króciutki e-book będący łącznikiem pomiędzy pierwszą a drugą częścią Podwieczności fantastycznie prezentuje nam postać Cole’a. Ale nie tylko. Brodi Ashton decyduje się również na przybliżenie nam osób z najbliższego otoczenia muzyka, czyli chłopaków z jego zespołu. Jeśli ktoś spodziewa się w „Neverfall” obecności Nikki, mocno się zawiedzie, gdyż autorka ograniczyła jej rolę w tej części do maksimum. Koncentruje się jedynie na muzykach i to właśnie ich mamy poznawać. Uważam, że to bardzo dobre posunięcie. W „Podwieczności” Cole mnie intrygował, a w „Neverfall” otrzymałam odpowiedzi na kilka nurtujących mnie pytań.

„Neverfall” pomimo krótkiej formy - e-book liczy zaledwie 96 stron - to także  prezentacja nowego, niebezpiecznego i mrocznego świata zamieszkiwanego przez kreatury posiadające ogromną władzę. W świecie tym Cole trafia do lochów, w których najbardziej charakterystycznym elementem są wszechobecne, głębokie ciemności. Warto wspomnieć, że w świecie tym nie brakuje również magii, której oczywiście towarzyszą trudne do wyjaśnienia zjawiska.

„Neverfall” to ciekawy łącznik, w którym wiele się dzieje. Podczas lektury nie nudziłam się ani przez chwilę. „Neverfall” wciągnęło mnie w wir wydarzeń, a przedstawione przez autorkę lochy zafascynowały. Absolutnie nie chciałabym się w nich znaleźć. Jednak na swój sposób niepowtarzalny, powodujący paraliżujący strach, klimat przyciąga jak magnes. Nakreślony w „Neverfall” portret psychologiczny Cole'a skłonił mnie do zmiany zdania na temat tej postaci. Mało tego, zaczęłam mu nawet współczuć. Jeśli spodobała wam się „Podwieczność”, to nie macie po prostu wyboru – musicie zapoznać się z „Neverfall”.


Podwieczność (Everneath #1) | Neverfall #1.5 | Everbound #2 | Evertrue #3
By Unknown
„Podwieczność” to pierwszy tom otwierający niezwykle piękną i romantyczną trylogię o miłości, stracie i nieśmiertelności, opartą na motywach zaczerpniętych z mitologii.

Zeszłej wiosny Nikki Beckett zniknęła w podziemiu zwanym Podwiecznością.

Teraz wróciła do swojego dawnego życia, do rodziny i chłopaka. Ma tylko sześć miesięcy na to, by pożegnać się, nim Podwieczność upomni się o nią – tym razem już na zawsze.

Sześć miesięcy na to, aby znaleźć odkupienie, jeśli ono w ogóle istnieje.

Nikki pragnie spędzić te cenne miesiące, zapominając o podziemiu, a jednocześnie próbuje ponownie zbliżyć się do swojego chłopaka, Jacka, którego kocha najbardziej na świecie. Istnieje tylko jeden problem: Cole, który śledzi Nikki z Podwieczności aż na Powierzchnię. Cole chce przejąć tron w podziemiach i jest przekonany, że to Nikki jest kluczem do jego sukcesu. I zrobi wszystko, aby ją ściągnąć do podziemi, jako swoją królową.

Czas Nikki na powierzchni zbliża się ku końcowi, a jej sytuacja wymyka się spod kontroli. Dziewczyna pragnie znaleźć sposób na oszukanie losu i uniknięcie powrotu do Podwieczności, gdzie czeka ją nieśmiertelność u boku Cole’a…

„Podwieczność” jest rekomendowana przez najpopularniejsze autorki powieści dla młodzieży, takie jak Becca Fitzpatrick czy Ally Condie i idealnie trafi w upodobania tych czytelników, którzy szukają niezapomnianej i pełnej emocji historii o miłości, która przekracza granice tego świata.

Tytuł: Podwieczność
Tytuł oryginalny:
Everneath
Seria/cykl wydawniczy: Trylogia Podwieczność, tom 1
Autor: Brodi Ashton
Tłumacz:
Agnieszka Brodzik
Wydawnictwo:
Papierowy Księżyc
Ilość stron: ?
Data premiery:
22 maja 2013
ISBN:
9788361386292
Moja ocena: 6/6


„Podwieczność” to pierwszy tom trylogii o tym samym tytule. Już teraz wiem, że to trylogia, która zajmie szczególne miejsce w moim sercu. To wzruszająca opowieść o niełatwej miłości, stracie, wyborach i nieśmiertelności. To historia, w której znajdziemy cechy romansu paranormalnego. Ale – nietypowo! Nietypowo, ponieważ wzorem dla stworzenia fabuły była dla debiutującej autorki mitologia, a szczególnie mit o Orfeuszu i Eurydyce. Poświęcenie, miłość po wsze czasy i niesamowite oddanie. Właśnie te elementy bez trudu odnajdziemy w „Podwieczności” Brodi Ashton.

Nikki Beckett zniknęła bez śladu. Nikt nie wiedział gdzie znajduje się dziewczyna. Niespodziewanie Nikki powraca, a my dowiadujemy się, że podczas swojej nieobecności przebywała w podziemiu – w Podwieczności. Nikki wraca do swojej rodziny i Jack'a - chłopaka. Za sześć miesięcy Podwieczność pochłonie ją ponownie, jednak teraz na zawsze. Nikki za wszelką cenę pragnie zbliżyć się do swojego chłopaka, wyjaśnić niektóre sytuacje, otoczyć miłością ukochane osoby – znaleźć odkupienie. Nie jest to jednak łatwe. Tym bardziej, że Nikki ma towarzystwo. Z samej Podwieczności przybywa za nią Cole. Chłopak za wszelką cenę chce przejąć tron w podziemiach, a w jego mniemaniu to Nikki jest niezbędnym elementem do osiągnięcia sukcesu. Nieśmiertelny Cole chce, by dziewczyna powróciła z nim do Podziemi. Czy Nikki zdecyduje się na ten krok?

Motyw wątku mitologicznego w literaturze zaczyna pojawiać się coraz częściej. Muszę przyznać, że jest to element przykuwający moją uwagę. Dzięki mitom autorzy tworzą nowe nie-nowe historie  z pewną prawdą w tle. Nie muszę wspominać, że uwielbiam, kiedy autor zręcznie wplata choćby szczyptę mitologii do swojej opowieści. Debiutancka powieść Brodi Ashton zaintrygowała mnie swoją treścią nie bez powodu – mit o Orfeuszu i Eurydyce oraz Persefonie był dla autorki inspiracją do stworzenia historii o wiecznej miłości.

Fabuła powieści wciąga w niewyobrażalnie zawrotnym tempie. To naprawdę niesamowite jak szybko historia Nikki i Jack’a mnie zaabsorbowała. Każda kolejna strona naładowana nowymi zdarzeniami powodowała, że książkę czytało się z zapartym tchem i niekłamanym zainteresowaniem. Mówię wam - to istny ból, kiedy sytuacja zmusza do odłożenia książki na bok i powrotu do lektury po kilku godzinach. Pomysł na fabułę jest naprawdę świetny i według mnie bardzo dobrze wykorzystany.

Pierwszoosobowa narracja to obok narracji dwutorowej moja ulubiona forma przekazywania czytelnikowi treści. W „Podwieczności” narratorką jest Nikki – główna bohaterka powieści. Brodi Ashton pokusiła się o przedstawienie historii Nikki w obliczu teraźniejszości jak i przeszłości z punktu widzenia samej dziewczyny. To zabieg, który ułatwia nam poznanie historii związku Nikki i Jack’a oraz motywy dla których zdecydowała się na podróż do Podwieczności z Cole’m.

Wątek miłosny odgrywa w powieści bardzo istotną rolę. Rozterki bohaterów są wyraźnie widoczne, a wahanie powoli obezwładniające ich decyzje niewątpliwe wpływa na ich dalsze postępowanie. Gwałtowne emocje tworzące się pomiędzy Nikki, Jack'iem i Cole'm wciąż wzrastają. Wzrasta też napięcie czytelnika, który z zaciśniętymi z wrażania pięściami obserwuje dalszy ciąg wydarzeń. Prawdziwa burza wrażeń. Taka z błyskawicami. Gwarantowana.

„Podwieczność” to szalenie udany debiut Brodi Ahston. Tak, to romans paranormalny, ale taki szczególnie wyróżniający się wśród innych powieści oznaczonym tym tytułem. Wpływów magicznej greckiej mitologii możecie doszukiwać się w powieści tej autorki. Znajdziecie je bez wątpienia. Z jednej strony ukaże wam się historia cudownej miłości jakich wiele.  Z drugiej strony otrzymacie opowieść o skomplikowanym uczuciu, niezwykle trudnych decyzjach, oddaniu i poświęceniu, ale inaczej niż dotąd. Co więcej, Brodi Ashton wciągnie was w wir wydarzeń, aż w końcu sami będziecie spragnieni wizyty w podziemiach, a obraz pochłaniających was stopniowo Tuneli będzie was bez reszty intrygował. Taka właśnie jest „Podwieczność”. Mroczna i magiczna. Ponadprzeciętna i pasjonująca. Godna uwagi!


Podwieczność (Everneath #1) | Neverfall #1.5 | Everbound #2 | Evertrue #3


Za książkę dziękuję Wydawcy
By Unknown
Day i June, chcąc ratować Edena, dołączają do Patriotów.
Elektor Primo umiera. Władzę obejmuje jego syn – Anden. Kim jest? Wrogiem czy wybawcą?
Przywódca Patriotów jest pewien odpowiedzi i wierzy, że tylko krwawa rewolucja może uratować kraj. Day i June muszą podjąć decyzję, po której stronie barykady stanąć.
Day i June docierają do Vegas w chwili, kiedy staje się coś nieprawdopodobnego: Elektor Primo umiera, a jego syn – Anden – przejmuje rządy w Republice. W chwili kiedy kraj pogrąża się w chaosie, Day i June dołączają do Patriotów. W zamian za obietnicę odnalezienia Edena oraz przerzucenia ich do Kolonii, Day decyduje się na coś, czego unikał przez całe życie – razem z June wezmą udział w zamachu na nowego Elektora Primo.
Śmierć Elektora to szansa na zmiany w kraju, w którym mieszkańcy zbyt długo byli zmuszani do milczenia.
Jednak kiedy June zbliża się do Elektora, zdaje sobie sprawę, że Anden w niczym nie przypomina swojego ojca. Dziewczyna jest rozdarta między tym, czego oczekują od niej Patrioci, a swoim przeczuciem: A jeśli to właśnie Anden jest nadzieją na nowy początek? Czy rewolucja nie powinna być czymś więcej niż zemstą pełną gniewu i krwi? A co jeśli Patrioci się mylą?

Tytuł: Legenda. Wybraniec
Tytuł oryginalny:
Prodigy
Seria/cykl wydawniczy: Legenda tom 2
Autor: Marie Lu
Tłumacz:
Marcin Mortka
Wydawnictwo:
Zielona Sowa
Ilość stron: 368
Data premiery: 5 marca 2013
ISBN:
9788378950998
Moja ocena: 6/6




Lektura powieści „Legenda. Rebeliant” dostarczyła mi wielu pozytywnych emocji, a wyobrażenie Republiki oraz głównych bohaterów powstałe dzięki zapiskom Marie Lu zapamiętam chyba na zawsze. Pierwsza część trylogii o Day'u i June oraz ich wspólnym działaniom wywarła na mnie niewątpliwie ogromne wrażenie. Bez zastanowienia więc sięgnęłam po kontynuację i znowu przepadłam. „Legenda. Wybraniec” spełniła moje oczekiwania i bez wahania mogę stwierdzić, że jest to jedna z najlepszych znanych mi kontynuacji jakichkolwiek serii, które dotąd miałam sposobność poznać.

June i Day to nadrzędne postaci w Legendzie. W Rebeliancie June odkrywa prawdę o Republice, śmierci swoich rodziców i ukochanym bracie. Przepełniona goryczą i wściekłością postanawia pomóc Day’owi i następnie wraz z nim dołączyć do Patriotów. W Wybrańcu June i Day muszą podejmować niezwykle trudne decyzje. Day za wszelką cenę pragnie uratować swojego brata i może to osiągnąć z pomocą Patriotów. Jest jednak jeden warunek. Musi wziąć udział w akcji, której celem jest zabicie nowego Elektora. Patrioci, by akcja zakończyła się sukcesem, potrzebują także June. Jak postąpi ta dwójka? Czy zdecydują się na uczestnictwo w zamachu, czy też znajdą inne wyjście na odbicie brata Day’a?

Dwutorowa narracja, podobnie jak w pierwszej części, prowadzona naprzemiennie przez Day i June to strzał w dziesiątkę. Dzięki temu zabiegowi poznajemy psychikę dwóch głównych postaci i z łatwością tworzymy ich portret psychologiczny. To postaci nietuzinkowe, obie na swój własny sposób dotknięte przez los. Zarówno Day jak i June borykają się ze smutnymi wspomnieniami związanymi z utraconymi bliskimi. To także osobowości silne, ale posiadające swoje słabości. Wreszcie to bohaterowie osamotnieni w swoim cierpieniu, tęskniące za bliskością drugiej osoby.

Wątek miłosny, którego zalążek mieliśmy okazję obserwować w Rebeliancie, tutaj znacznie się rozwija. Mało tego, nawet komplikuje. Uczucie pomiędzy Day i June nie jest łatwe, a ich miłość zostaje wystawiona na próbę. Pojawiają się bowiem osoby trzecie, które dla naszych bohaterów nie są obojętne.

Marie Lu fantastycznie poradziła sobie z niełatwym zadaniem – usatysfakcjonowaniem wymagającego czytelnika. W „Legendzie. Wybrańcu” możecie się więc spodziewać szalonego tempa akcji przepełnionej licznymi zaskakującymi zwrotami i wydarzeniami. Ponadto, znajdziecie tutaj także świetnie nakreślone portrety psychologiczne głównych postaci - czyli między innymi June i Day’a, których obraz z pewnością można już utworzyć podczas lektury pierwszej części Legendy. Autorka decyduje się również na bliższe przedstawienie czytelnikowi innych bohaterów trylogii. Napięcie budowane w powieści wraz z kolejnymi zdarzeniami i pędzącą akcją potrafi naprawdę dać o sobie znać, a czytelnik wtapia się w tłum i staje twarzą w twarz z rzeczywistością wykreowaną przez Marie Lu.

Powieść z czystym sumieniem polecam wszystkim. Czyta się ją z zapartym tchem, a akcja tocząca się w zawrotnym tempie nie pozwala złapać oddechu. Intrygująca fabuła i ciekawi bohaterowie to kolejne atuty Legendy. Nie pozostaje mi nic innego jak uzbroić się w cierpliwość i wyczekiwać trzeciej części trylogii, która pojawi się u nas już za kilka miesięcy.


Rebeliant | Wybraniec | Patriota

Za książkę dziękuję Wydawcy
By Unknown

Drugi tom niezwykłej trylogii o Straży – tajemniczej organizacji strzegącej ludzkiej historii. Tym razem narratorami opowieścią są Isabel i tajemniczy Arkarian.

Isabel i Ethan, do których dołączył teraz wciąż sceptyczny wobec zadań Straży Matt, muszą udać się w podróż inną niż wszystkie. Arkarian, mistrz Ethana, został uprowadzony przez akolitów chaosu i uwięziony w koszmarnym, pełnym najbardziej nieprawdopodobnych stworzeń, świecie. Trybunał nie zgadza się na akcję ratunkową, jednak Isabel, której więź z Arkarianem jest coraz silniejsza, nie zważa na konsekwencje! Dziewczyna namawia Ethana i swego brata, by postawili wszystko na jedną kartę i zaryzykowali przyszłość swoją i całej organizacji...


Tytuł: Mrok
Tytuł oryginalny: Guardians of Time: The Dark
Seria/cykl wydawniczy: Strażnicy Veridianu tom 2
Autor: Marianne Curley
Tłumacz: Małgorzata Kaczarowska
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 
Data premiery: wrzesień 2011
ISBN: 978-83-76-86-047-3
Moja ocena: 5/6

„Straż” – powieść otwierająca trylogię „Strażnicy Veridianu” oczarowała mnie swoją intrygującą, kipiącą akcją fabułą, wyraziście nakreślonymi postaciami i fantastycznym, lekkim stylem, jakim posługuje się Marianne Curley. Historia opisana na kartach powieści wciągnęła mnie aż tak, a moja ciekawość związana z tym co zaproponuje nam autorka w kolejnej odsłonie Strażników oraz chęć poznania dalszych losów głównych bohaterów były tak silne, że bez chwili namysłu sięgnęłam po kontynuację – „Mrok”. Był to zdecydowanie dobry wybór i z czystym sumieniem mogę ogłosić, że Strażnicy Veridianu to jedna moich najukochańszych trylogii.

Z bohaterami Strażników spotykamy się w rok po ostatnich wydarzeniach. Ethan i Isobel brali już udział w licznych akcjach, ich talenty rozwijają się, a przyjaźń kwitnie. Do dwójki głównych bohaterów dołącza Matt – brat Isobel, którego wiara we własne umiejętności kwalifikujące go do zostania Strażnikiem jest bardzo niska. Zadaniem Ethana jest szkolenie Matta. Isobel ma się natomiast udać w podróż w czasie - do XVI wieku.

Sprawy w Straży komplikują się, kiedy Arkarian zostaje porwany do mrocznego podziemnego świata. To sprawka Lathenii, która pragnie zawładnąć całym światem, a nikt inny jak Strażnicy – z Arkarianem na czele -  próbują jej w tym przeszkodzić. Ethan, Isobel i Matt podejmują się misji ratunkowej i nie zamierzają wrócić z niej bez Arkariana. Czy uda im się zrealizować zamierzenia i czy wędrówka po Międzyświecie nie będzie zbyt trudnym wyzwaniem?

Podobnie jak w pierwszej części trylogii i tutaj mamy do czynienia z dwutorową narracją. Tym razem jednak, ku mojemu zaskoczeniu, narratorem zostaje sam Arkarian. Zabieg ten był dla mnie kompletnie niespodziewany (nie czytałam opisu książki), ale byłą to niespodzianka bardzo miła. To przecież Arkarian był najbardziej tajemniczą postacią w „Straży”. Autorka postanowiła tę postać przybliżyć czytelnikowi. Myślę, że zrobiła to w ciekawy sposób. Arkarian nie tylko zdradza nam kilka sekretów ze swojego życia, ale ujawnia również swoją romantyczną, uczuciową naturę.

Do grona wymienionych postaci w „Mroku” dołącza także Rochelle. Plus dla Marianne Curley za wprowadzenie nowych bohaterów - dzięki nim drugi tom trylogii zyskuje na świeżości, a czytelnik nie nudzi się z bohaterami, którzy główne skrzypce odgrywali w pierwszej części.

„Mrok” to także plastyczne, szczegółowe przedstawienie podziemnego świata, którego szlaki przecierają Ethan, Isobel i Matt. Niebezpieczeństwa czyhające na tę trójkę jawią się pod postacią nieznanych im stworów, mrożących krew w żyłach wód i wreszcie ich własnych lęków, które muszą przezwyciężać. To najmroczniejsza kraina, jaką dotąd miałam okazję poznać w literaturze.

Autorka nadal utrzymuje zbliżony do pierwszego tomu wysoki poziom. Zdecydowanym atutem jest tutaj wątek podroży w czasie, który bardzo mi się spodobał. Wszystkie elementy, które pojawiły się w przeszłości świetnie ze sobą współgrały. W „Mroku” Marianne Curley koncentruje się raczej na jednym czołowym wydarzeniu i opisuje je dość obszernie. Nie miałam więc wrażenia, że akcja mknie w niemiłosiernie szybkim tempie, jak to było w przypadku „Straży” napompowanej zdarzeniami. Absolutnie nie jest to nic złego, gdyż „Mrok” również czyta się znakomicie – styl pisania autorki pozostaje niezmienny, nadal jest lekki i bardzo przyjemny.

„Mrok" to bardzo udana kontynuacja „Straży”. Powieść urzekła mnie emanującym mrokiem. Międzyświat mnie pochłonął, a podróżowanie po tej mrocznej, pełnej niebezpieczeństw krainie w towarzystwie Ethana, Isobel i Matta była świetną, niezapomnianą przygodą. Polecam gorąco!


Straż | Mrok | Klucz

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Jaguar
By Unknown
W tajnym laboratorium, ukrytym w amazońskiej dżungli, naukowcy stworzyli nieśmiertelnego człowieka. Pia jest pierwszą istotą doskonałą, która ma dać początek nowej rasie ludzi.

W dniu swoich siedemnastych urodzin dziewczyna wymyka się spod kontroli naukowców. Na wolności spotyka Eio, chłopaka z pobliskiej wioski. Wspólnie próbują odkryć prawdę o pochodzeniu Pii. Prawdę, która zmieni ich życie.


Tytuł: Geneza
Tytuł oryginalny: Origin
Autor: Jessica Khoury
Tłumacz: Małgorzata Kafel
Wydawnictwo: Wilga
Ilość stron: 512
Data premiery: 15.11.2012
ISBN: 978-83-259-0667-2
Moja ocena: 6/6

Centrum Puszczy Amazońskiej. Otoczona siatką pod napięciem niewielka osada, w której mieści się kilka budynków mieszkalnych oraz tych przeznaczonych na laboratoria. Strzeżona brama wjazdowa, którą wjeżdża samochód z dostawą żywności i innych niezbędnych do życia lub doświadczeń rzeczy. Naukowcy pracują tu nad stworzeniem nowej rasy ludzkiej, nieśmiertelnej rasy. Ich długoletnie prace badawcze jak dotąd zakończyły się jedynym dla nich sukcesem – Pią.

Pia jest doskonała. To niezwykle szybka i zwinna istota, która ma żyć wiecznie. Pia jest pierwszą nieśmiertelną na świecie. Cechuje ją coś jeszcze – ma świetną pamięć, dzięki czemu przyswajanie nowych informacji przychodzi jej z łatwością. To naukowcy są jej nauczycielami, przekazują jej wiedzę, którą w przyszłości Pia ma wykorzystać, pomagając im w znalezieniu recepty na nieśmiertelność. Pia - wychowywana przez naukowców - zbiera te dane w zastraszającym tempie. Wychowywana przez naukowców dziewczyna nie zna jednak świata zewnętrznego. Całe swoje życie spędziła w obrębie tajnej jednostki i ani razu nie wyszła poza ogrodzenie. Mało tego, jej nauczyciele nie opowiadają jej o tym, czego może spodziewać się poza bazą, nie uczą jej geografii, nie wspominają o kulturach i religiach, nie mówiąc już o zwyczajnym życiu w mieście.

Przełomowym momentem w życiu dziewczyny są jej siedemnaste urodziny. Sprzyjające ku ucieczce okoliczności sprawiają, że Pia decyduje się opuścić bazę i z niemałym zainteresowaniem odkrywa życie poza ogrodzeniem. Podczas swojego spaceru wśród drzew wpada na Eio - chłopca z pobliskiego plemienia. Dzięki niemu dziewczyna odkrywa nieznany jej dotąd świat oraz istotne wartości w życiu. Między tą dwójką tworzy się głęboka więź i jak się niebawem okazuje Pia zmuszona będzie do dokonania wyboru, który na zawsze zmieni jej życie.

Historia Pii zawarta jest w jednym tomie. Akcja powieści wciągnęła mnie od samego początku. Pomimo tego, że motyw nieśmiertelności lub przeprowadzania tajnych badań w jednostkach oddalonych od cywilizacji bądź ukrytych przed wścibskim spojrzeniem ludzi nie jest nowością, to czytając „Genezę” nie czułam przesytu tematem ani też nie zauważyłam utartych schematów. Brawa dla autorki za umiejętne połączenie nowatorskich czynników z istniejącym już od wieków motywem. Uwielbiam powieści, które już od pierwszych stron wciągają mnie w wykreowany przez autora świat. Tak było z „Genezą”. Nie przeszkadzały mi opisy tajemniczego miejsca, zwanego Little Cam, w którym naukowcy od lat badają nieśmiertelność. Siedemnaste urodziny niezniszczalnej dziewczyny, której stwórcami się stali, to moment, od którego możemy spodziewać się licznych zaskakujących zwrotów akcji oraz nieprzewidzianych wydarzeń. Dodam jeszcze, że z każdą kolejną stroną autorka ujawnia nowe fakty dotyczące Little Cam, które podsycają tylko ciekawość czytelnika.

Pierwszoosobowa narracja prowadzona przez Pię to strzał w dziesiątkę. Jestem oczarowana wnikliwą analizą tej postaci. Z szaloną ciekawością zatracałam się w jej przemyśleniach o życiu, spostrzeżeniach, jakie nasuwały jej się przy różnorakich okazjach i obserwowałam zachodzące w dziewczynie zmiany. Oczarowała mnie dobroć oraz troska o innych emanujące z nieśmiertelnej Pii. Jessica Khoury stworzyła naprawdę świetny portret psychologiczny postaci, który - według mnie – jest najmocniejszym atutem „Genezy”.

Na uwagę zasługuje również postać Eio. To on jest przewodnikiem Pii po zewnętrznym świecie. To na jego widok serce Pii zaczyna bić szybciej. Eio nigdy jednak nie wysuwa się na pierwszy plan. Pozostaje postacią drugoplanową, aczkolwiek odgrywającą w życiu Pii ogromną rolę. Eio pokazuje dziewczynie nie tylko otaczający ich świat. Przede wszystkim pokazuje jej jak ludzie śmiertelni odczuwają emocje.

W „Genezie” nie zabraknie wątku romantycznego. Nie musicie się jednak niczego obawiać. Nie odgrywa on w powieści pierwszoplanowej roli, a wręcz przeciwnie nakreślony jest z delikatnością i idealnie dopełnia całości. Dotyczy on przecież głównej bohaterki i to jej rozterki i myśli są tu najważniejsze. Pia nie zna tego uczucia, a wszelkie emocje towarzyszące zakochaniu są jej obce. Nie potrafi więc odpowiednio przyporządkować mocno bijącego serca, wypieków na twarzy czy nieustannie zaprzątającym jej myśli chłopaku do uczucia miłości. Z zadziwieniem obserwuje i analizuje swoje zachowanie, próbując znaleźć logiczne, niemalże naukowe wytłumaczenie zachodzących w niej zmian.

„Geneza” to świetny debiut Jessici Khoury. W powieści znalazłam wszystkie te elementy, które sprawiają, że czytam z zapartym tchem i nieustannym zaciekawieniem. Bardzo dobrze wykorzystany pomysł na fabułę, fantastyczna kreacja postaci, szczególnie głównej bohaterki, lekkie pióro i pierwszoosobowa narracja. Jessica Khoury powieść napisała zaledwie w jeden miesiąc i muszę przyznać, że informacja ta była dla mnie niemałym zaskoczeniem.

„Geneza” to historia, która niewątpliwie przypadnie do gustu miłośnikom fantastyki. To także powieść, która z pewnością spodoba się fanom romansu paranormalnego. Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że Jesscia Khoury zdecydowała się na przedstawienie tego gatunku z nieco innej perspektywy. Nie znajdziecie tutaj wampirów ani innych paranormalnych istot. W zamian jest tu nieśmiertelna Pia i historia jej życia.


Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal
By Unknown
Ostatni tom bestsellerowej trylogii.

Rewolucja rozlewa się na cały kraj, oddziały rządowe śledzą i brutalnie tępią grupy Odmieńców. Jako członkini ruchu oporu Lena znajduje się w samym centrum konfliktu. Rozdarta między Aleksem i Julianem walczy o swoje życie i prawo do miłości.

W tym samym czasie Hana prowadzi bezpieczne, pozbawione miłości życie u boku narzeczonego – nowego burmistrza Portland. Wkrótce drogi dziewczyn znów się zejdą, a ich spotkanie doprowadzi do bolesnej konfrontacji.

Czy można wybaczyć zdradę? Czy mury wreszcie runą?



tłumaczenie: Monika Bukowska
tytuł oryginału: Requiem
seria/cykl wydawniczy: Delirium tom 3
wydawnictwo: Otwarte/Moondrive
data wydania: 20 marzec 2013
ISBN: 9788375151701
liczba stron: 392


„Requiem” to ostatni tom świetnej trylogii Lauren Oliver. „Delirium” i „Pandemonium” wywarły na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Pomysł na fabułę i jej przedstawienie czytelnikowi choćby z różnych perspektyw sprawiły, że powieści stały się jednymi z moich najbardziej ulubionych. Na premierę trzeciego tomu czekałam z wielkim zniecierpliwieniem. Już teraz zdradzę, że „Requiem” spełniło moje oczekiwania.

Narracja w „Requiem” prowadzana jest z punktu widzenia Leny i Hany – niegdyś najbliższej przyjaciółki głównej bohaterki. Przyznam, że zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Podobało mi się to, że autorka przybliża odbiorcy postać Hany. Z rozdziałów, w których Hana jest narratorką dowiadujemy się nie tylko o tym, jak wygląda jej obecne życie bez Leny, ale również o tym jak przedstawia się świat dziewczyny - świat, w którym zapobiega się tworzeniu emocji i wyższych uczuć. Opowieść Leny pochłonęła mnie bez reszty. Jej perypetie i rozterki miłosne, ale także istotne w jej życiu spotkanie skłaniające do przemyśleń i weryfikacji uczuć mocno mnie zaintrygowały.

Lauren Oliver wspaniale kreuje dwa przeciwstawne sobie światy – świat w Głuszy zamieszkiwanej przez ludzi dążących do wolności i rzeczywistości, w której miłość nie będzie uznawana za chorobę oraz świat oddzielony od Głuszy wysokim murem – świat, w którym każdy poddawany jest zabiegowi, dzięki któremu zostanie wyleczony z wszelkich emocji, a przede wszystkim możliwości pokochania drugiej osoby.

Kolejnym ciekawym, aczkolwiek nie nowatorskim, motywem obecnym w „Requiem” jest trójkąt miłosny Lena - Julian i Alex. Na uwagę zasługuje również prezentacja głównej bohaterki trylogii. Wielkim plusem, według mnie, jest przemiana, jaką przechodzi Lena począwszy od jej życia w mieście, kiedy jest zagubioną, niemalże nieśmiałą dziewczyną, poprzez egzystencję w Głuszy – to między innymi tutaj charakter Leny wyostrza się - aż o ostatnie zmiany, którym towarzyszą trudne decyzje i wewnętrzne rozdarcie.

Podsumowując. Trylogia Delirium to nie tylko fascynująca przygoda w świecie, który ma być pozbawiony miłości. Walka o uczucia, prawdziwy bunt i rewolucja, ale też wewnętrzne dylematy to tematy, których w „Requiem” nie zabraknie. Polecam fanom „Delirium” oraz miłośnikom dystopijnych i antyutopijnych wizji świata. Z pewnością się nie zawiedziecie!

Delirium | Pandemonium | Requiem 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwarte/Moondrive
By Unknown
Starsze posty Strona główna

FACEBOOK

She Tetiisheri

KATEGORIE

  • Fit
  • Fit kuchnia
  • Książki
  • Oficjalne recenzje dla LC
  • Uroda
  • Zdrowie

Popularne posty

  • Prywatnie
  • Requiem (Delirium #3), Lauren Oliver
  • Dziewięć żyć Chloe King. Upadła (#1), Liz Braswell [przedpremierowo]
  • 32. Drżenie, Maggie Stiefvater
  • Tak blisko, Tammara Webber
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zdjęcia i teksty są własnością autorki bloga. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez wiedzy i zgody autorki bloga jest zabronione.

Copyright © 2016 TETIISHERI. Designed by OddThemes & Blogger Templates