• Home
  • Współpraca

Post AD

TETIISHERI

BLOG LIFESTYLE'OWY

Kolejna, po Pułapka uczuć, część trylogii opowiadającej o miłosnych perypetiach Layken Cohen i Willa Coopera.

Layken i Willa łączy więcej niż typowe młode pary. Mają za sobą podobne doświadczenia, podobne potrzeby. Oboje stracili rodziców i muszą poradzić sobie z wychowaniem młodszego rodzeństwa, zbyt wcześnie osieroconego.
Wygląda na to, że są dla siebie stworzeni. Ich związek rozpada się jednak w momencie, gdy na drodze Willa pojawia się Vaughn, jego dawna miłość. Chłopak utrzymuje z nią kontakt, mimo że wie, iż Layken może mu nie wybaczyć kłamstw.
Czasami dwoje ludzi musi się rozstać, by zdać sobie sprawę z tego, jak bardzo siebie potrzebują. Czy Willowi uda się naprawić to, co zniszczył, zanim rozstaną się z Layken na zawsze i już nigdy więcej nie zobaczą?

Tytuł: Nieprzekraczalna granica
Tytuł oryginalny:
Point of retreat
Seria/cykl wydawniczy: Pułapka uczuć #2
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron:
304
Data premiery:
18 lutego 2015
Moja ocena: 6/6


Granica miłości


„Hopeless” i „Pułapka uczuć” to dwa tytuły, które niewątpliwie zna każda wielbicielka nurtu New Adult. Dzięki wyjątkowym bohaterom oraz ich wzruszającym historiom Colleen Hoover z pewnością zyskała sobie niemałe grono fanów na całym świecie. Wyciskające łzy opowieści dotyczące młodych bohaterów autorka z niekłamaną łatwością przelewa na papier, a zarówno jej styl pisania, jak i wątki przedstawiane przez nią w powieściach przyciągają kolejnych miłośników książek. I ja do tego zacnego grona należę. Z wielkim zniecierpliwieniem oczekiwałam na dalsze losy Willa i Layken. „Pułapka uczuć” pochłonęła mnie bez reszty, a historia dwójki bohaterów mocno wzruszyła. „Nieprzekraczalna granica” spełniła moje oczekiwania i okazała się godną kontynuacją.

Layken i Will to bohaterowie, których los nie oszczędzał. Sporo przeszli jeszcze zanim zaczęli się spotykać, a i ich związek do łatwych nie należy. Okrutności losu ich połączyły, a relacje pomiędzy najważniejszymi postaciami „Pułapki uczuć” dość szybko zaczęły nabierać kolorów. Zakazana miłość nie jest łatwa. Tragedia rodzinna Layken jest dla dziewczyny wielkim ciosem. Kiedy już wszystko zaczyna się układać, w życiu Willa pojawia się jego dawna miłość. Nietrudno odgadnąć, że sprawy ponownie się komplikują. Jak potoczy się los nauczyciela i jego uczennicy? Czy uczucie, które zrodziło się pomiędzy nimi przezwycięży wszelkie trudności, a oni znajdą u swojego boku szczęście?

Colleen Hoover ma niebywały talent do pisania. Jej pióro jest lekkie, powieści autorki czyta się jednym tchem i świetnie się przy nich relaksuje. „Nieprzekraczalna granica” tylko potwierdza tę regułę. W „Pułapce uczuć” narratorem jest Layken, tutaj historia przedstawiona jest oczami Willa. To świetny pomysł dzięki któremu autorka stworzyła pewne urozmaicenie. To również doskonały moment, by poznać świat i jego postrzeganie przez główną męską postać w powieści. I dodatkowo okazja, by wykreować portret bohatera wspierany samymi jego przemyśleniami i zawirowaniami, które mają miejsce w jego głowie.

To prawda, że fabuła „Pułapki uczuć” nie jest żadną nowością. Takich historii było już wiele na rynku na wydawniczym. Nikt jednak lepiej niż Colleen Hoover nie opisywał emocji bohaterów. Nikt nie używał słowa w sposób tak doskonały, jak autorka „Hopeless”. Jeśli planujecie lekturę „Nieprzekraczalnej granicy”, nie zapomnijcie o chusteczkach. To powieść rozdzierająca serce, podobnie jak jej poprzedniczka. Polecam gorąco!


By Unknown

Kuchnia Katie Quinn Davies, autorki cieszącego się niezwykłą popularnością bloga, jest nieskomplikowana, sezonowa, a przepisy, które prezentuje w swojej pierwszej książce idealnie się nadają na wspólne biesiadowanie z przyjaciółmi czy rodzinny obiad. Prawdziwa uczta dla zmysłów.

Tytuł: What Katie Ate. Prosta kuchnia w dobrym stylu
Tytuł oryginalny: What Katie Ate. Recipes and other Bits & Bobs
Autor:  Katie Quinn Davis
Wydawnictwo: Buchmann
Liczba stron: 298
Data premiery: 2014
Moja ocena: 6/6


Na talerzu

Macie ochotę na odrobinę szaleństwa w kuchni? A może chcecie poznać przepis na tradycyjne danie? Leży przede mną książka zawierająca ciekawe przepisy na różnorakie dania.  „What Katie ate. Prosta kuchnia w dobrym stylu” to publikacja, w której Katie Quinn Davis zebrała swoje receptury sprawdzone w kuchni. Katie Davis to autorka bardzo popularnego bloga, na którym zamieszczała swoje przepisy, a z czasem zapragnęła umieścić niektóre z nich w książce. Dodam, że nie jest to zwyczajna książka kucharska. Swoją niezwykłość zawdzięcza nie tylko fantastycznym pomysłom na posiłki, ale przede wszystkim szacie graficznej.

Bardzo lubię eksperymentować w kuchni. Mogłabym spędzać w niej większość swojego wolnego czasu. Kulinarne cudo, które mam przed sobą z pewnością pozwoli mi na zrealizowanie mojego marzenia choćby po części. Książka została podzielona na kilka rozdziałów. I tak, znajdziemy tutaj przepisy na śniadania, lunche, kanapeczki, obiady, sałatki, czy desery.

Każdy przepis opatrzony jest w niezbędne informacje, wśród których są składniki, dokładna instrukcja wykonania potrawy oraz fotografie pyszności. Przepisy są proste, co ważne, składniki ogólnie dostępne, instrukcje klarownie sformułowane. Cóż więcej wymagać od książki kucharskiej?

Korzystając z jasnych instrukcji zawartych w książce możemy spróbować swoich sił w kuchni i sporządzić wybrane dania. Wybór przepisów jest naprawdę ogromny. Począwszy od smoothie, duszonej fasolki, poprzez uszka z pieczonymi pomidorami, wietnamską sałatkę z chrupiącym boczkiem, minibabeczki z wołowiną i bekonem i paszteciki z wieprzowiną, jabłkiem i pistacjami aż po francuskie babeczki z malinami, bezowe całuski i tort czekoladowy.

Poszukujecie doskonałego przepisu na pyszne danie? W „What Katie ate. Prostej kuchni w dobrym stylu” znajdziecie wiele pysznych różności. Jeśli pragniecie skosztować czegoś bardziej wyszukanego to może skusicie się na wołowinę curry w stylu retro, pizzę z salsą verde lub cannelloni z kurczakiem, pieczarkami i orzechami włoskimi. A może marzy wam się pyszny deser? Co powiecie na tartę rabarbarową, lody z truskawkami lub florentynki migdałowo-wiśniowe? W tej książce każdy znajdzie dla siebie coś pysznego. Polecam!
By Unknown


Czasami, aby pójść naprzód, trzeba najpierw sięgnąć głęboko w przeszłość. Przekonał się o tym Dean Holder. Przez wiele lat zmagał się z poczuciem winy, że kiedyś pozwolił odejść małej dziewczynce. Od tego czasu szukał jej uparcie, ale nie spodziewał się, że gdy ponownie się spotkają, ogarną go jeszcze większe wyrzuty sumienia.

"Losing Hope" to historia trojga młodych ludzi naznaczonych przez traumatyczne doświadczenia. Każde z nich wybrało inny sposób na to, by sobie z nimi poradzić – nie każde z nich wybrało życie.

Tytuł: Losing hope
Tytuł oryginalny: Losing hope
Seria/cykl wydawniczy: Hopeless 2
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 355
Data premiery: 4 lutego 2015
Moja ocena: 6/6



„Hopeless” inaczej

Colleen Hoover posiada niewątpliwie dar przekazywania najważniejszych wartości w życiu człowieka. W powieści „Hopeless” skupia się na miłości, którą przedstawia w sposób zupełnie nowatorski, zupełnie inny, ale taki który trafia do serca czytelnika i mało tego pozostawia w nim ślad. Miłość widziana oczami Colleen Hoover jest niezwykła, maksymalnie odbiega od przesłodzonych wątków znanych nam z literatury młodzieżowej bądź dostępnej na rynku literatury New Adult. Colleen Hoover robi to inaczej i tym mnie zafascynowała. Nic więc dziwnego, że kiedy w księgarniach pojawiła się druga część serii, skakałam z radości niemalże pod sufit. „Losing hope” bardzo mnie zaskoczyło. Dlaczego?

Fabuła „Hopeless” i „Losing hope” początkowo nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych powieści młodzieżowych. Z czasem jednak zaskakuje coraz bardziej i niesamowicie wciąga. „Hopeless” czyta się jednym tchem, wydarzenia bombardują z wielką siłą. Z każdym szczegółem historii Sky byłam coraz bardziej zaskoczona, a każdy nowy element uderzał we mnie z ogromną siłą. Taka jest właśnie „Hopeless”. Inaczej jest w „Losing hope” – tutaj narratorem jest Dean, który przedstawia czytelnikowi znaną już historię, jednak ze swojego punktu widzenia. Czytając kolejne strony powieści, znamy już przebieg wydarzeń, wiemy co za chwilę nastąpi. Dlatego też niektórzy mogą powieść traktować jako nużącą. Ja odebrałam ją jako doskonałe uzupełnienie pierwszego tomu. „Hopeless” i "Losing hope" świetnie się wzajemnie uzupełniają.

Bohaterowie cyklu, a szczególnie stworzona przez autorkę postać Sky zasługują na ogromne brawa. Sky została wykreowana idealnie: bardzo ludzko - popełnia błędy, nie jest laleczką odgrywającą jakąś wyznaczoną rolę - i świadomie - autorka skupiła sie również na psychologicznym aspekcie tej postaci, co bardzo mi się podoba. Dean to facet, który w „Losing hope” jest zupełnie inny niż w „Hopeless”. Okazuje się, że jest wrażliwym i miłym chłopakiem

W „Losing hope” mamy okazję poznać lepiej wątek dotyczący Les - bliźniaczej siostry Holdera. Ponadto, przy tej sposobności pojawia się jedyny nowy aspekt w powieści - listy. Listy, które Dean pisze do siostry tuż po jej śmierci. Czytelnik ma szansę je przeczytać. Przyznam, że to bardzo ciekawy zabieg, który jako jedyny nieznany czytelnikowi element powieści może tylko wzbudzać zainteresowanie i niewątpliwie na swój sposób urozmaicić lekturę.

Amerykańska powieściopisarka stanęła na wysokości zadania i stworzyła świetną powieść, która nie tylko opisuje piękno miłości i przyjaźni. To książka, w której pojawia się bardzo trudny temat, żal, smutek i cała gama innych emocji. W „Losing hope” brak dynamiki, ale jest to powieść specyficzna stanowiąca dopełnienie pierwszej części. Polecam bez wahania.
By Unknown

Mroczna bohaterka
Dziewięć równoległych wymiarów
Dziewięć rodzajów mrocznych istot.
Dziewięć bohaterek, które mają ocalić świat.
Druga część bestsellerowej serii "Mroczna bohaterka".

Dziedziczka tytułu książęcego władającej magią rasy Mędrców, Jesienna Róża Al-Summers, ma piętnaście lat. Mieszka w nudnej nadmorskiej mieścinie w angielskim hrabstwie Devon. Po tajemniczej śmierci swej babci, arystokratki mającej dar jasnowidzenia, która ją wychowała, dziewczyna nie miała innego wyjścia niż przenieść się do nieposiadających magicznych umiejętności rodziców. Jakby nie dość było osobistej tragedii i tego, że musiała opuścić ukochany Londyn, to jeszcze polecono jej objąć stanowisko strażniczki w prowincjonalnej ludzkiej szkole. Róża ma przez dwa lata chronić jej uczniów przed złymi mocami i czarną magią. Te jednak, na szczęście lub nie, przez dłuższy czas nie dają o sobie znać. Jako strażniczka Róża nie ma więc zajęcia, za to jej niecodzienny wygląd i nietypowe umiejętności szybko sprawiają, że staje się obiektem drwin i ostracyzmu. Zdeprymowana i osamotniona popada w coraz głębszą depresję.

Wraz z końcem lata jej senne, smutne życie nabierze jednak tempa i barw. Choć nie zawsze różowych. Najpierw atak na miasteczko przypuszczą śmiertelnie niebezpieczni Extermino, a niedługo później do grona uczniów szkoły dołączy drugi strażnik ‒ obiekt westchnień setek ludzkich nastolatek, zabójczo przystojny syn samego króla Mędrców. Początki relacji jego i Róży nie będą łatwe. Z czasem jednak niechęć granicząca z wrogością ustąpi miejsca cieplejszym uczuciom. I całe szczęście, bo Róża, książę i ich sprzymierzeńcy z królewskiego dworu Atheneów będą musieli zjednoczyć siły, by stawić czoła kolejnym atakom zabójczych Extermino. Jednocześnie w tle cały czas nabrzmiewa kryzysowa sytuacja spowodowana uprowadzeniem przez Wampiry znanej czytelnikom pierwszego tomu Violet Lee.

Impas trwa, a groźba wybuchu wojny pomiędzy ludźmi a mrocznymi istotami staje się coraz realniejsza. I w tej sprawie przystojny książę i nabierająca stopniowo pewności siebie Róża będą mieć wiele do zrobienia. Nie tylko odkryją spisek tych, którym wojna jest na rękę, ale będą też musieli pomóc okiełznać wybuchowy charakter Kaspara Varna i wesprzeć podupadającą na zdrowiu Violet. Wraz z upływem czasu i po powtórnym przestudiowaniu pradawnych przepowiedni Róża odkryje też, że z uprowadzoną dziewczyną łączy ją znacznie więcej niż do niedawna sądziła...


Tytuł: Mroczna bohaterka. Jesienna róża.
Tytuł oryginalny: The Dark Heroine: Autumn Rose
Seria/cykl wydawniczy: Mroczna bohaterka (tom 2)
Autor: Abigail Anne Gibbs
Wydawnictwo: MUZA SA
Liczba stron: 288
Data premiery: 19 listopada 2014
Moja ocena: 5/6

Abigail Gibbs – autorka Mrocznej bohaterki - to 19-letnia studentka literatury na Oxfordzie, która pierwsze kroki do kariery stawiała w Internecie. Publikowała tam swoją książkę i zyskała tak duże grono wielbicieli przedstawionej historii, że młodą dziewczyną zainteresowało się wydawnictwo, które postanowiło wydać Mroczną Bohaterkę. Zainteresowanie powieścią o wampirach, często porównywaną do Zmierzchu, rosło z dnia na dzień i w bardzo szybkim tempie zdobyło rozgłos na całym świecie.

„Mroczna Bohaterka. Jesienna Róża” to kontynuacja serii o Mrocznych Bohaterkach brytyjskiej pisarki. Cykl zapoczątkowała Kolacja z wampirem, która w opiniach wielu była niedopracowana, a styl nastoletniej pisarki wymagał udoskonalenia. Autorce głównie zarzucano nierówną fabułę, jednak jako debiutantce bito brawa za świetne koncepcje. Czy Jesienna Róża zdobyła serca fanów Mrocznej Bohaterki i zyskała nowych wielbicieli cyklu? Kolacja z wampirem bardzo przypadła mi do gustu. Lekka, niezobowiązująca lektura, w której pojawia się nuta świeżości sprawiła, że niezwykle miło spędziłam kilka wieczorów. Jak było z Jesienną Różą?

Tytułowa Jesienna Róża to piętnastolatka zdecydowanie wyróżniająca się z tłumu. To nie zwyczajna dziewczyna, lecz dziedziczka tytułu książęcego, a także osoba z kręgu Mędrców władających magią. Róża jest strażniczką w swojej szkole, a jej zadaniem jest walka ze złymi mocami. Tymi posługują się Extermino. Do miasta przybywa syn króla Mędrców - książę Fallon, z którym Róża podejmuje walkę przeciwko czarnej magii. Wydawać, by się mogło, że to odrębna historia, która nie ma związku z pierwszą Mroczną Bohaterką - Violet – główną postacią występującą w  pierwszym tomie serii. Co łączy obie postacie? W pierwszym tomie roiło się od wampirów. Tutaj mamy do czynienia z rasą Mędrców, którym nie obca jest magia. Są również Extermino i coraz częstsze ataki z ich strony. Róża i Fallon łączą swoje siły i podejmują walkę ze złem. Jak się ona potoczy?

Atutem powieści jest wykreowany przez Abigail Gibbs świat, który jest bardzo ciekawy. Niezwykle interesujący pomysł związany z dziewięcioma wymiarami na pewno przykuje uwagę niejednego czytelnika. Szkoda jednak, że autorka dostarcza tak niewielu szczegółów dotyczących samego funkcjonowania stworzonego świata. Jestem przekonana, że w kolejnych tomach pojawi się więcej informacji o wymiarach. Warto również zwrócić uwagę na to, w jaki sposób autorka nawiązuje do wydarzeń, w których udział brała Violet. Początkowo powieść czyta się jakby stanowiła odrębną historię, jednak okazuje się, że wątki Violet i Róży z czasem idealnie się dopasowują tworząc jednolitą fabułę.

„Mroczna Bohaterka. Jesienna Róża” to powieść, która zdecydowanie spodoba się fanom gatunku. To typowa, lekka młodzieżówka, choć i starszym czytelnikom może przypaść do gustu. W powieści dużo się dzieje, a nowe koncepcje z pewnością przemawiają na plus książki. Ciekawi mnie to, jak autorka przedstawi i rozbuduje pomysł z dziewięcioma wymiarami, dlatego też czekam niecierpliwie na kolejną część Mrocznej bohaterki.
By Unknown

Layken skończyła niedawno osiemnaście lat. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej niespodziewanie straciła ojca. Wraz z kochającą matką i młodszym bratem postanawiają zostawić za sobą przeszłość w Teksasie, by rozpocząć nowe życie w Michigan. Sprzedają dom, pakują rodzinne pamiątki i wyruszają na północ. Każde z nich z innymi obawami i planami na dalszą przyszłość. Zarówno Lake, jak i Kel nie chcą porzucać szkoły, przyjaciół, wspomnień związanych z ulubionymi miejscami. Boją się tego, co ich czeka prawie dwa tysiące kilometrów od domu. Prawdziwego domu. Julia też się martwi. Mimo to stara się dodać otuchy swoim dzieciom i wesprzeć ich w najtrudniejszych chwilach.
Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że już pierwszy kontakt z sąsiedztwem z naprzeciwka zwiastuje poważne zmiany w rodzinnych relacjach. A to dopiero początek niezwykle emocjonalnej, momentami przezabawnej historii losów dwóch rodzin Cohen i Cooperów, w której nikt nie zdaje sobie sprawy, jak ich członkowie staną się sobie bliscy w obliczu śmiertelnej choroby i codziennych problemów.

Tytuł: Pułapka uczuć
Tytuł oryginalny: Slammed
Seria/cykl wydawniczy: Pułapka uczuć (tom 1)
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 320
Data premiery: 23 kwietnia 2014
Moja ocena: 5/6

W sidłach miłości

Layken Cohen niedawno straciła tatę. Wraz z mamą i młodszym bratem próbują ułożyć sobie życie na nowo. Wyprowadzają się do Michigan, by tutaj rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu. Choć dla wszystkich sytuacja jest bardzo trudna – Lake i Kel zostawiają swoich przyjaciół, szkołę, nawyki i tak naprawdę całe dotychczasowe życie - pakują się i kierują na północ. Julia - ich matka - również jest pełna obaw, ale mimo wszystko bardzo stara się ułatwić dzieciom pogodzenie się ze śmiercią taty i zapewnić normalne życie. Już pierwszego dnia po przyjeździe w nowe miejsce Lake poznaje przystojnego sąsiada, który nie będzie jej obojętny. Jak Cohenowie ułożą sobie życie w Michigan? Czy uda im się zaleczyć rany po tak znaczącym wydarzeniu, jakim jest śmierć najbliższej osoby? Na te pytania znajdziecie odpowiedź w świetnej książce Colleen Hoover zatytułowanej „Pułapka uczuć”.

„Pułapka uczuć” to historia o dwóch rodzinach opisana z punktu widzenia głównej bohaterki – Layken. Zarówno Layken, jak i Will doświadczyli w życiu ogromnego smutku i oboje próbują pogodzić się z zaistniałą sytuacją na tyle, na ile jest to możliwe, by prowadzić dalsze życie i funkcjonować w otaczającym ich świecie.

Historia mnie zaskoczyła, chociaż niektóre elementy układanki udało mi się ułożyć samej. Bardzo spodobało mi się przedstawienie w powieści aspektu przyjaźni, miłości i poświęcenia dla drugiej osoby. I chociaż początkowo miałam mieszane uczucia wobec tej książki – spodziewałam się kolejnej opowieści o miłości, która nie wzbudzi we mnie zbyt wielu emocji, to dość szybko zmieniłam zdanie i wsiąknęłam w książkę na całego. Otrzymałam dość emocjonującą powieść, w której główni bohaterowie borykają się ze stratą bliskiej osoby. Dodatkowo, ujawniają się uczucia, które towarzyszą tak ogromnej stracie. Jest gniew, złość, ból, zaprzeczenie, ale też stopniowe pogodzenie się z tą ciężką sytuacją.

Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani. Zarówno Layken, jak i Willa polubiłam już od pierwszych stron powieści. Z kolejnymi coraz bardziej ich dopingowałam, być może ze względu na życiowe smutki, które im się przytrafiły. Ich relacje wydawały mi się początkowo szaleńcze, ale z czasem stwierdzam, że bardzo dopasowane. Ta dwójka świetnie się uzupełniała – połączyła ich tragedia i tylko oni umieli dodać sobie otuchy, by przetrwać kolejne, puste dni bez najbliższej osoby.

To miłość w tej powieści jest dominującym elementem. Ona właśnie pomaga w uleczeniu najgłębszych ran i zaleczeniu powstałych blizn. Życie nie jest sprawiedliwe i przekonujemy się o tym coraz częściej. Jeszcze jako nastoletni człowiek być może nie przywiązujemy do tego wielkiej wagi, ale z czasem i wraz z otaczającą nas codziennością jesteśmy coraz bardziej świadomi zbliżającego się końca, które może nadejść w najmniej oczekiwanym momencie. Zaburzy wtedy życie najbliższych, paradoksalnie wyzwoli pokłady energii i miłości, które raz na zawsze odmienią rzeczywistość.  Warto wspomnieć, że miłość wyrażona jest w powieści również poprzez poezję.

„Pułapka uczuć” jest pięknie napisaną wzruszającą historią, która niewątpliwie przypadnie do gustu miłośnikom gatunku Young Adult. Nie dajcie się zwieść pierwszym stronom książki – nie otrzymacie tutaj łzawej historii o miłości nastolatków. W zamian pojawi się dojrzałe uczucie i cała gama emocji towarzyszących stracie bliskiej osoby. Mocno polecam.

By Unknown

Żyłam w przekonaniu, że moja rodzina jest bliska ideałowi, jednak okazało się, że jest zupełnie inaczej. Moi rodzice strzegą sekretu, który może mieć związek z moją śmiercią. Jak daleko się posuną, by prawda nie wyszła na jaw? Mnie już nikt nie skrzywdzi, ale jest przecież Emma… Jeśli nie będzie ostrożna, historia może się powtórzyć.

„The Lying Game” to nowa seria Sary Shepard, autorki bestsellerowych „Pretty Little Liars”. Ekscytujące powieści o intrygach, sekretach i kłamstwach zdobyły rzesze fanów na całym świecie, a na ich podstawie nakręcono popularne seriale telewizyjne.

W serii „The Lying Game” ukazały się także: „Gra w kłamstwa”, „Nigdy, przenigdy” i „Pozory mylą”.

Tytuł oryginalny: Kłamstwo doskonałe
Seria/cykl wydawniczy: The Lying Game 4#
Autor: Sara Shepard
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 304
Data premiery: 10 września 2014
Moja ocena: 4/6


Coraz bliżej celu


Zagadki kryminalnej ciąg dalszy.  Począwszy od „Gry w kłamstwa” poprzez „Nigdy, przenigdy” i „Pozory mylą” śledzimy kroki Emmy, która ze wszystkich sił stara się znaleźć zabójcę swojej siostry. We wszystkich trzech tomach Sara Shepard stosuje podobne, dość ciekawe rozwiązania. Czy autorka bestsellerowych „Pretty Little Liars” w czwartym tomie zaskoczy czytelnika?

W kolejnym tomie serii „The Lying Game”, która zdobyła niemałą rzeszę fanów na całym świecie, a wraz z wydaniem pierwszego tomu cyklu i w Polsce, główną podejrzaną w sprawie śmierci Sutton jest jej siostra  - Laurel. Emma, bliźniacza siostra Sutton czuje się niepewnie - nie wie komu może zaufać, nie potrafi określić kto jest jej przyjacielem, a kogo powinna uważać za wroga. Na światło dzienne wychodzą kolejne informacje z życia Sutton, o których Emma dotąd nic nie wiedziała. Wciąż jednak trzyma się swojego planu i stara się odkryć tajemnice skrywane przez siostrę bliźniaczkę.

Powieść utrzymana jest na takim samym poziomie jak poprzednie tomy serii. Elementy układanki zaczynają się troszkę szybciej układać, kiedy już w połowie książki dowiadujemy się czy Laurel została prawidłowo uznana za podejrzaną numer jeden. Tutaj też pojawią się odpowiedzi na pytania, które wcześniej czytelnik mógł sobie zadać.

Zdecydowanym plusem powieści jest wartka akcja. Zdarzenia następują dość szybko po sobie, nie mamy więc czasu na większe znudzenie, a książkę dzięki płynnemu rozwojowi wydarzeń czyta się w tempie ekspresowym. Styl pisania Sary Shepard jest lekki i przyjemny. Dialogi bardzo dobrze wpasowują się w klimat powieści. Seria skierowana jest do młodzieży i napisana jest językiem używanym przez tę grupę wiekową. Bohaterowie nie są wykreowani na bezmyślne postaci, nie wszystkich jednak charakteryzuje życiowa mądrość. To postaci potrafiące wyrazić własną opinię i pragnące rozwijać się mentalnie.

Sara Shepard kontynuuje rozpoczętą w pierwszym tomie cyklu zabawę z czytelnikiem. W „Kłamstwie doskonałym” uzyskujemy co prawda odpowiedzi na pewne pytania, jednak wciąż schemat powieści pozostaje ten sam. To już czwarty tom serii. Byłby dużo bardziej udany, gdyby autorka wprowadziła nowe, zaskakujące rozwiązania. W zamian dostajemy strukturalnie podobną powieść do poprzedniczek.

Jestem przekonana, że większość młodych czytelników serię polubi i z wypiekami na policzkach będzie wyczekiwać pozostałych dwóch tomów. To typowa młodzieżowa powieść charakteryzująca się prostym stylem. Wątek kryminalny dodaje powieści uroku. Tutaj mamy okazję zagrać detektywa z prawdziwego zdarzenia. Sprawa jest dość skomplikowana, a jej finał nie przychodzi tak łatwo. Przed nami jeszcze dwa spotkania z Emmą i jej zmaganiami związanymi ze śmiercią siostry. Ciekawe czy uda jej się odnaleźć mordercę Sutton.
By Unknown

Dwa miesiące przed moim zniknięciem zaginął słuch o Thayerze – chłopaku, w którym podkochiwała się Laurel. Nie mam pojęcia, co się z nim stało, ale myślę, że to była moja wina. Niestety nie mogę cofnąć czasu. Jestem martwa, a Emma, moja siostra bliźniaczka, udaje mnie, żeby dowiedzieć się, kto mnie zabił. Powrót Thayera sprawia, że na jaw wychodzą kolejne tajemnice...

„Pozory mylą” to trzeci tom nowej serii Sary Shepard – „The Lying Game”. Te ekscytujące powieści o sekretach i kłamstwach zdobyły rzesze fanów na całym świecie. Na ich podstawie powstał serial telewizyjny pod tym samym tytułem.

Tytuł: Pozory mylą
Tytuł oryginalny:
Two Truths and A Lie
Seria/cykl wydawniczy: Gra w kłamstwa #3
Autor: Sara Shepard
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 296
Data premiery: 4 czerwca 2014
Moja ocena: 4/6



Na tropie mordercy

Luksusy w willach. Drogie samochody. Spa. Wyselekcjonowani znajomi. Wybitnie wybrane grono przyjaciółek. High life. Tak w skrócie wygląda życie Sutton, a właściwie to Emmy, która zajęła miejsce swojej bliźniaczej siostry.

Emma nie miała łatwego życia, wciąż przenoszono ją z jednej rodziny zastępczej do drugiej. Nigdzie nie zagrzała swojego miejsca na dobre. Nigdzie nie czuła się komfortowo. Zawsze tęskniła za prawdziwym rodzinnym ciepłem, idealnym obiadem zjedzonym w gronie bliskich i po prostu lepszym, mniej skomplikowanym dniem. Życie osiemnastoletniej dziewczyny pewnego dnia dosłownie wywraca się do góry nogami. Na jaw wychodzą nowe fakty z jej życia. Okazuje się, że ma siostrę bliźniaczkę. Spotkanie Sutton i Emmy szybko zostaje zaaranżowane. Niestety siostry nie mają możliwości wspólnego spędzenia czasu, nie mogą poplotkować, podzielić się wrażeniami z minionego dnia. Nie mogą się poznać. Bo Sutton nie żyje. Została zamordowana. Miesiąc temu. Emma znów jest osamotniona. Ma jednak ważny cel w życiu – odnaleźć mordercę siostry. Ze swojej listy podejrzanych wykreśla kolejne nazwiska. Pojawia się jednak Thayer, z którym Sutton coś połączyło. Emma chce dowiedzieć się co było między tą dwójką, nie wie tylko w jaki sposób tego dokonać.

Przyznam, że sceptycznie podchodziłam do lektury tej serii. Efekt – bardzo pozytywnie się zdziwiłam. Sara Shepard sprawiła, że spędziłam niebywale przyjemnie popołudnie z Emmą i jej nowymi przyjaciółmi w rolach głównych. Bardzo chętnie przyglądałam się towarzyskim relacjom nastolatki. Dziewczyna dotąd stroniąca od znajomych, zamknięta i osamotniona wpada w zupełnie zwariowane, rządzące się luźnymi zasadami życie przyjaciół Sutton. Emma przechodzi natychmiastową transformację polegającą tutaj na nieszczerej grze. Wychodzi jej to znakomicie. Początkowo niby przez przypadek, niby bez wcześniejszych przygotowań. Potem, sprawy nabierają kolorów.

Jestem chyba jedyną mieszkanką Ziemi, która nie przeczytała serii PLL, serii którą zachwycają się tłumy. Wydawało mi się, że Sara Shepard stworzyła ten cykl dla młodzieży. Wydawało mi się, że tematyka mnie nie zaabsorbuje. Teraz wiem, że po PLL chcę sięgnąć. Chcę sprawdzić czy są równie dobre, jak Gra w kłamstwa. Chcę się przekonać czy historia wykreowana w PLL również wciągnie mnie tak, jak opowieść z najnowszego cyklu autorki „Gry w kłamstwa”.

Mam tylko niewielkie zastrzeżenia dotyczące schematyczności powieści. „Pozory mylą” to już trzecia część serii. I podobnie jak „Gra w kłamstwa” oraz kontynuacja zatytułowana „Nigdy przenigdy” opiera się na tym samym szkielecie. Troszkę mi zabrakło czegoś nowego. Liczę jednak na to, że kolejne tomy wynagrodzą tę niewielką niedoskonałość.

Styl pisania Sary Shepard jest lekki i przyjemny. Powieść czyta się wyśmienicie. Dialogi idealnie wpasowują się w klimat powieści. Seri skierowana jest do młodzieży i takim też językiem jest napisana. Plusem jest to, że nie pojawia się tutaj nadmierna liczba wulgaryzmów. Bohaterowie nie są wykreowani na bezmyślne postaci, nie wszystkich jednak charakteryzuje życiowa mądrość. To  postaci potrafiące wyrazić własną opinię i pragnące rozwijać się mentalnie.

„Pozory mylą” to lektura, jak się okazuje, nie tylko dla młodzieży, do której w większej mierze została skierowana. Powieść trafiła także do mnie. Ciekawi bohaterowie dali się polubić, a wyglądające na światło dzienne sekrety zaintrygowały mnie. Pewna schematyczność nieco przyćmiła świetny pomysł autorki „Gry w kłamstwa”. Mam jednak nadzieję, że kolejny tom okaże się godną kontynuacją, a Sara Shepard stanie na wysokości zadania i nowymi pomysłami zachwyci niejednego czytelnika.


By Unknown

Kontynuacja "Poza czasem" - zapierająca dech w piersiach opowieść o miłości, która nie zna granic czasu i przestrzeni.

Kiedy Philip Walker staje w progu szkoły, do której chodzi Michelle Windsor, dziewczyna nie posiada się ze szczęścia. Chłopak jest jej wielką miłością, o której myślała, że utraciła ją raz na zawsze - w czasie ostatniej podróży w miniony wiek. Okazuje się jednak, że radość Michelle była przedwczesna. Philip w ogóle jej nie pamięta. Więcej - nie pamięta niczego, co wydarzyło się kiedyś i wydaje się nie mieć pojęcia o samym sobie z 1910 roku.

Zrozpaczona Michelle natrafia na dziennik swego ojca, a w nim na opowieści o jego podróżach w czasie, tajnej organizacji i kontaktach z mściwym członkiem rodziny Windsorów...

Tytuł: Władcy czasu
Tytuł oryginalny: The Timekeeper
Seria/cykl wydawniczy: Poza czasem #2
Autor: Alexandra Monir
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 288
Data premiery: czerwiec 2014
Moja ocena: 5/6


Miłość bez granic

Podróże w czasie to motyw niewyczerpany w literaturze młodzieżowej. Jest Kerstin Gier i jej Trologia czasu, jest też Eva Voller i seria Poza czasem. Przykładów jest więcej, a autorzy dwoją się i troją, by pomysł na ich powieść okazał się wystarczająco intrygujący dla czytelnika, by porwał moli książkowych i by zajął wysokie miejsca na liście światowych bestsellerów. Niedawno nakładem wydawnictwa Jaguar na rynku książkowym ukazała się kontynuacja bardzo dobrze przyjętej w Polsce debiutanckiej powieści Alexandry Monir „Poza czasem”.  Czy kontynuacja okazała się równie intrygująca?

„Władcy czasu” to zarówno druga, jak i ostatnia część wchodząca w skład mini-serii autorstwa Alexandry Monir. Michele już wie, że posiada niezwykłą zdolność do podróżowania w czasie. Wszystko dzieje się za sprawą klucza, który dziewczyna odkryła w posiadłości swoich dziadków. Dzięki niemu otwiera drzwi do przeszłości. Podczas jednej z takich wypraw Michele poznaje i bez pamięci zakochuje się w Philipie. Chłopak odwzajemnia uczucie, a  łącząca tych dwójkę pasja do muzyki tylko utwierdza ich w przekonaniu, że są sobie przeznaczeni. Dziewczyna pisze teksty, a Philip komponuje muzykę. Dalszy przebieg zdarzeń „Poza czasem” jest niezwykle ciekawy. Michele podróżuje na spotkania z Philipiem, lecz raz za razem spotyka go jako starszego mężczyznę. Bariera wieku nie stanowi jednak dla nich żadnej przeszkody. Przecież to prawdziwa miłość, a ta nie zna granic.

Jest XXI wiek. Michele niemalże pogodzona z życiową porażką, krok po kroku odbudowuje swoje zranione serce. I choć z całych sił pragnie zrozumieć dlaczego los był w stosunku do niej tak niełaskawy, nie przychodzi jest to łatwo. Pewnego dnia zupełnie niegotowa na niespodziankę, jaką przygotowało dla niej fatum, idzie do szkoły. Ku swojemu zdziwieniu i niedowierzaniu spotyka Philipa. W najmniej oczekiwanym momencie, w zupełnie niespodziewanym otoczeniu, w XXI. Mało tego, Philip pojawia się jako osiemnastoletni chłopak. Nadzieja budzi się na nowo. Michele już wie, że Philipowi udało się znaleźć sposób na podróż w jej czasy. Cóż teraz może stanąć na drodze ich niezniszczalnej miłości?

Powieść pochłonęłam w jeden wieczór. Jest krótka - to raz, a dwa – lekka i ciekawa. Poza historią miłosną, która nabiera tu tempa znajdziemy również wiele ciekawostek na temat samych podróży w czasie oraz Stowarzyszenia, które zajmuje się podróżnikami w czasie na całym świecie. W książce znajdziemy także odpowiedź na pytanie dlaczego klucz odgrywa istotną rolę w podróżach. Co więcej, odkryjemy jego tajemnice.

Szybka i dynamiczna akcja to niewątpliwie atut „Władców czasu”. Książka absorbuje już od pierwszej strony. Podróże w czasie, miłość i muzyka to elementy nierozerwalne „Władców czasu”. To naprawdę godna kontynuacja „Poza czasem”. Fani pierwszej części na pewno się nie zawiodą, a tych którzy nie mieli jeszcze okazji poznać Michele i Philipa, zachęcam do lektury. 



By Unknown


Kontynuacja powieści przygodowej o nadziei, lojalności, odwadze i miłości syna do matki. Michael Vey rozkochał w sobie tysiące amerykańskich nastolatków oraz ich rodziców i nauczycieli.

Prawdziwy hit w literaturze dla młodzieży.

"Niektórzy ludzie rodzą się mądrzy, inni piękni. Ja urodziłem się z elektryczną mocą.

Zostałem stworzony przez Korporację Elgen, która teraz ma zamiar mnie zniszczyć. Jednak porywając mi matkę Michaela posunęli się o krok za daleko.

Na szczęście mam przy sobie przyjaciół, którzy posiadają moce – mogą rzucać piorunami, resetować ludziom umysły, widzieć przez ściany i uśmierzać ból.

Razem stanowimy silną i nierozłączną drużynę."

Tytuł: Michael Vey. Bunt
Tytuł oryginalny:
Michael Vey 2: Rise of the Elgen
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo:
Fabryka Słów
Liczba stron:
392
Data premiery:
4 lipca 2014
Moja ocena: 5/6


Goniąc za celem


Zespół Tourette’a to wrodzone zaburzenie neurologiczne, którego charakterystyczną cechą – jak podaje między innymi wikipedia -  jest występowanie tików ruchowych. Z pojęciem tym po raz pierwszy zetknęłam się, czytając „Podarunek” Richarda Paula Evansa. W powieści zatytułowanej „Michael Vey: więzień celi nr 25.” autor również wykorzystuje motyw syndromu, który zna od podszewki, gdyż sam cierpi na tę chorobę. Pisanie o tego rodzaju przypadłościach uważam za niezwykle istotne. Niezaprzeczalnie, według mnie, jest to ogromny (choć nie odosobniony) atut w twórczości Richarda Paula Evansa. Z chorobą boryka się główny bohater powieści – Michael Vey. Stanowi ona o pewnej wyjątkowości chłopca. Ale zapewniam was, że nie jest to jedyna rzecz wyróżniająca Michaela wśród jego rówieśników. Michael to niesamowity chłopiec obdarzony paranormalnymi umiejętnościami i z pewnością przekonamy się o tym także w kontynuacji intrygującej serii.

Michael Vey, czternastoletni chłopiec, dawno już pogodził się ze swoim niesprzyjającym losem. Nie obce mu są prześladowanie w szkole, dokuczanie przez kolegów, bycie pośmiewiskiem dla innych. Do takiego stanu rzeczy przyczyniły się przede wszystkim zespół Toruette’a oraz budowa ciała chłopca. Michael, jak wspomniałam, jest wyjątkowy. Nie tylko ze względu na swoje tiki pojawiające się w stresujących sytuacjach. Michael nie boi się elektryczności. Nie musi. Sam w sobie posiada jej aż nadto. Silne emocje powodują, że chłopiec potrafi kumulującą się w nim elektrycznością nawet porazić. W pierwszej części Michael poznaje inne osoby obdarzone niespotykanymi umiejętnościami. Wśród nich jest też Taylor. Odmienność tej dwójki sprawia, że stają się sobie bliżsi. Ich przyjaźń rozkwita, a wspólne próby znalezienia odpowiedzi na nurtujące ich pytania dotyczące ich inności prowadzą do zadziwiających odkryć i nieuchronnie zbliżającego się niebezpieczeństwa. W „Buncie” Michael i inne dzieciaki z elektrycznymi zdolnościami jasno wytyczają sobie cel. Muszą uwolnić przetrzymywaną w Peru matkę Michael’a.

Richard Paul Evans po raz kolejny (to moje czwarte spotkanie z twórczością pisarza) udowadnia jak doskonale potrafi dopasować swoje pisanie do sytuacji. W Micheal'u Vey'u mamy mnóstwo młodzieżowych wtrąceń i slangu, które idealnie zostały wkomponowane w treść. Dodam, że zwroty te nie są używane z przesadną częstotliwością, a co więcej fantastycznie oddają ducha nastolatków. Frazy charakterystyczne dla tej grupy Evans używa z odpowiednim umiarkowaniem i wyczuciem. Nie spotkamy tutaj wulgarnych wyrażeń. Powinniśmy się raczej spodziewać idiomów, które bez wątpienia są smaczne i na miejscu. Akcja powieści toczy się równomiernie. Każda kolejna strona przynosi nowe rozwiązania. Autor świetnie buduje napięcie sprzyjające wartkiej akcji, a ta swoją najwyższą formę osiąga podczas całej rozgrywki w powieści. Dzieje się tu naprawdę wiele. Jedna sytuacja goni drugą i kolejną i jeszcze inną.

„Michael Vey” to z pewnością zupełnie nowe, nieznane fanom Richarda Paula Evansa, oblicze. Oblicze bardzo udane. Ta inna, fantastyczna odsłona autora dostarczy czytelnikowi niemałych wrażeń. Lektura Michael'a Vey'a nie tylko wciąga, ale pochłania bez reszty. Jeśli planujecie wieczór z omawianym tytułem, zarezerwujcie sobie kilka godzin w odosobnieniu. Przygoda z elektrycznością na pewno będzie fascynującą podróżą.

By Unknown
Sebastiano i Anna w swoich podróżach między przeszłością a teraźniejszością przenoszą się do XIX-wiecznego Londynu. Misja, w której mają wziąć udział, jest najniebezpieczniejszą spośród tych, w które dotychczas byli zaangażowani. Jednemu ze Starców zależy na tym, aby zniszczyć bramy czasu, wyeliminować z gry wszystkich podróżników w czasie i zdobyć niepodzielną władzę nad światem. Czy uda się go powstrzymać?

"Ukryta brama" to już trzeci tom zapierających dech przygód Anny i Sebastiana. Młodzi podróżnicy w czasie byli już w Wenecji (Magiczna gondola) i Paryżu (Złoty most). Teraz odwiedzą Londyn.

Tytuł: Ukryta brama
Seria/cykl wydawniczy: Poza czasem #3
Autor: Eva Voller
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 448
Data premiery: 18 czerwca 2014
Moja ocena: 5/6


Misja w XIX wiecznym Londynie

„Magiczna gondola” urzekła mnie zaczarowanym klimatem Wenecji i posiadaną przez autorkę serii Eve Voller fantastyczną umiejętnością łączenia historii z teraźniejszością. Ponadto powieść cechuje ciekawie osadzona opowieść o Annie, wyraźni bohaterowie, niezwykłe tajemnice i przyjemnie zarysowany wątek romantyczny. Nie potrzebowałam niczego ponad to. „Magiczna gondola” zdobyła moje serce.

„Złoty most” to Paryż w siedemnastym wieku, Ludwik XVIII i muszkieterowie, brukowane uliczki, chłodne chaty ogrzewane piecami, a także pachnące przepychem salony i cudowne stroje, a wokół tego wszystkiego zdradliwe intrygi. „Złoty most” to również niezapomniana przygoda i podróż do miejsca tętniącego nie tylko miłością, ale także zawiłymi, wyrafinowanymi spiskami, które mogą pokrzyżować plany wielu osobistości i być może zmienić bieg historii.

Nie powinno więc nikogo dziwić, że z utęsknieniem czekałam na kolejną, trzecią część o podróżach w czasie. „Ukryta brama”, która swoją premierę miała w czerwcu 2014 roku również mnie oczarowała i sprawiła, że chcę więcej.

Anna i Sebastian przenoszą się tym razem do XIX-wiecznego Londynu. Maja kolejną misję do spełnienia, a ich zadaniem jest zdobycie zaufania osób z wyższych sfer. Ich zadanie jest jednak nieco utrudnione. Zakochani mają bowiem udawać rodzeństwo. Ponadto, nie pozostawiono im praktycznie żadnych wskazówek. Sami muszą rozwikłać sprawę, która jest niezwykle trudna. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy Jose zanika, a bramy dzięki którym bohaterowie podróżują w czasie zostają niszczone, jedna za drugą.

Wątek miłosny obecny w powieści nie powinien nikogo zrazić. Nie jest przesłodzony i nie występuje w nadmiarze. Anna i Sebastian muszą stawić czoła piętrzącym się kłopotom, a to zdecydowanie bardziej mi się podoba niż niesamowita pełna obietnic miłość przedstawiana w innych powieściach przez różnych autorów.

„Ukryta brama” porwała mnie już od pierwszych stron. Uwielbiam książki, które już od samego początku wciągają mnie w świat wykreowany przez autora i nie pozwalają na chwilę nudy. W powieści Evy Voller odnalazłam to co istotne dla dobrej powieści: ciekawy pomysł, dobre tempo akcji, humor i przyjazny styl pisania. Nie ukrywam, że mnie najbardziej w całej opowieści urzekło miejsce akcji. Odbyłam pasjonującą podróż po Londynie, towarzysząc Annie w niezwykłej przygodzie, jaka jej się przytrafiła.

„Ukryta brama” to kolejna powieść z serii Poza czasem. Wszystkie tytuły równie mocno porwały mnie w świat przedstawiony przez autorkę, a historie przez nie opowiedziane mocno mnie zaabsorbowały. „Ukryta brama” to niesamowita przygoda obfitująca w intrygi, których rozwiązania pragniemy poznać jak najszybciej. To między innymi dlatego tak trudno jest oderwać się od książki. Barwny, plastyczny język powoduje, że książkę czyta się z lekkością i ogromną przyjemnością. Polecam wszystkim spragnionym przeżycia niezapomnianej podróży w czasie. Zapraszam do magicznego Londynu.


By Unknown

Janet Evanovich jest jedną z najlepiej zarabiających pisarek Ameryki. Jej kryminały przetłumaczono na 27 języków, a każdy kolejny trafia w USA na listy bestsellerów.

Zuzanna O’Brien – Twój Styl

Książki o Stephanie Plum są śmieszne i wciągające jak kolejne odcinki serialu. Każda kolejna to inna historia oraz nowe przygody trzydziestolatki z Jersey, która pracuje jako łowczyni nagród.

Małżeństwo Stephanie Plum trwało jedynie piętnaście minut. Kolejny kwadrans pozwolił jej złożyć pozew o rozwód w nadziei, że nigdy więcej nie zobaczyć swojego ex. Okazuje się, że to tylko pobożne życzenie. W dziwnych okolicznościach Stephanie zostaje posądzona o zabójstwo byłego męża. Oto skandalistka Stephanie Plum i jej zwariowane przygody.

Przygody Stephanie Plum to gwarantowana terapia śmiechem. Nie sposób się z nią nudzić, nie sposób nie pokochać.

Aneta Jadowska
Tytuł: Złośliwa trzynastka
Tytuł oryginalny:
Lean Mean Thirteen
Seria/cykl wydawniczy: Stephanie Plum
Autor: Janet Evanovich
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 368
Data premiery: 8 sierpnia 2014
Moja ocena: 6/6



Zwariowana trzynastka, czyli humor i sensacja w jednym.


Stephanie Plum w kolejnej, już trzynastej odsłonie wciąż bawi, rozśmiesza do łez, wciąga w niesamowity wir wydarzeń nie tylko tych swoich prywatnych, ale także tych zawodowych. Śliweczka jest zwariowaną łowczynią nagród, łapie bandytów, często sięgając po zaskakujące środki, a następnie zawozi ich tam, gdzie ich miejsce - do więzienia. Steph nie byłaby sobą, gdyby nie jej wrodzony talent pakowania się w największe tarapaty. Dziewczyna ma jeszcze jeden dar: podczas swojej pracy związanej z łapaniem przestępców raz po raz samochody Steph wybuchają. Dokładnie! Krótko mówiąc, łowczyni to wybuchowa dziewczyna, z którą można świetnie spędzić czas.

W „Złośliwej trzynastce” Steph pomaga Komandosowi. Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pomoc ta ściśle wiąże się z byłym mężem łowczyni, a dokładnie mówiąc wizytą Śliwki u swojego ex. Nic w tym dziwnego, prawda? Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że po wizycie i spotkaniu byłych małżonków były mąż Steph tajemniczo zapada się pod ziemię, a główną podejrzaną jest oczywiście nasza bohaterka. Zapowiada się intrygująco, i tak też jest.

Seria o Stephanie Plum to fenomen na skalę światową. Nie chodzi tu jedynie o wspaniałą główną bohaterkę, ani o bohaterów pobocznych, bez których świat Steph nie byłby tak niesamowity. Śliweczka zachwyca pod każdym względem. Humor bijący z kart książek rozbawi każdego, lekkość stylu Janet Evanovich sprawia, że powieści o łowczyni świetnie relaksują. I po trzecie, bez względu na to, po który tom cyklu sięgniesz jako pierwszy, nie pogubisz się, a równie mocno zatracisz w historii, jak Czytelnik, który serię zna od podszewki.

Janet Evanovich dogłębnie przemyślała fabułę każdej części i nie zapomina o tym, by sprytnie podrzucić czytelnikowi najważniejsze elementy składające się na dobre zrozumienie całości. Robi to niewątpliwie doskonale - każdy szczegół jest świetnie dobrany, a istotne wydarzenia z poprzednich tomów są idealnie wplecione w rytm najnowszej części. Nic nie odstaje, nie straszy, po prostu perfekcyjnie współgra. Uważam, że jest to niewiarygodnie trudne zadanie, a dla Janet Evanovich, wydaje się być ono nad wyraz zwyczajne, a może nawet banalne.

„Złośliwa trzynastka” to nie tylko rewelacyjna sensacja wyróżniającą się mnogością wątków pobocznych. To również gwarancja mile spędzonego czasu przepełnionego sporą dawką humoru. Fani Śliweczki będą zachwyceni, a Ci którzy dopiero zamierzają poznać szaloną dziewczynę z Trenton na pewno się nie zawiodą.


By Unknown

Zdobywszy zaufanie Terra Indigena zamieszkujących Dziedziniec w Lakeside, Meg Corbyn stara się żyć według ich zasad. Jest człowiekiem, więc powinni ją traktować jak zwierzynę, ale jako cassandra sangue posiada dar wieszczenia przyszłości, który czyni ją kimś wyjątkowym.
Gdy na ulicach pojawiają się dwa nowe narkotyki, dochodzi do coraz częstszych konfliktów ludzi z Innymi. Ich rezultatem są ofiary po obu stronach, dlatego gdy Meg śni o krwi i czarnych piórach na śniegu, Simon Wilcza Straż – zmiennokształtny przywódca Dziedzińca w Lakeside – zastanawia się, czy jej sen dotyczył przeszłych ataków, czy tych, które dopiero nastąpią.
Meg zaczyna coraz częściej odczuwać potrzebę wieszczenia, a tymczasem Inni i nieliczni ludzie, którzy żyją wśród nich, muszą wspólnie pokonać człowieka usiłującego odebrać im wieszczkę krwi – a także powstrzymać niebezpieczeństwo, które grozi zagładą.

Tytuł: Morderstwo wron
Tytuł oryginalny:
Murder of Crows
Seria/cykl wydawniczy:
Autor: Anne Bishop
Wydawnictwo:
Initium
Liczba stron:
432
Data premiery:
21 maja 2014
Moja ocena: 5/6




Cassandra sangue znaczy wieszczka

Porywająca historia, świetnie wykreowani - mało tego - zróżnicowani bohaterowie, szybkie tempo wydarzeń i nieprzewidywalne zwroty akcji. Czegóż więcej chcieć od powieści? Oj tak, pewnie każdy mógłby dodać jeszcze jedną cechę charakteryzującą znakomitą powieść, czy to niepodlegający wątpliwościom styl pisarki czy też kreacja nie tylko bohaterów ale także świata, odgrywającego w powieści niemałą przecież rolę.

„Morderstwo wron” to godna kontynuacja „Pisane szakarłatem”, które pochłonęło mnie bez reszty. Oj tak, zatopiłam się w świecie Innych, w którym Meg znalazła dla siebie miejsce. Tak, Simon obezwładnił mnie swoją niedostępnością - czyż to nie ironia? - oszalałam na jego punkcie. Wciąż czekałam na pojawienie się tej postaci w książce. Meg również zyskała moją sympatię. Byłam ciekawa jej umiejętności, szczególnie tych magicznych. Nikogo nie powinien więc dziwić fakt, że kiedy na rynku wydawniczym ukazał się drugi tom serii Inni, chciałam natychmiast zostać posiadaczką „Morderstwa wron”. Moje zaczytanie – ze względów mi niezależnych - nieco się opóźniło, ale przecież nie ma tego złego..a wyszło najlepsze :)

„Morderstwo wron” zrobiło na mnie oszałamiające wrażenie. Anne Bishop to zdecydowanie jedna z najlepszych pisarek, których powieści miałam okazję czytać. Poza niewątpliwe wspaniałymi pomysłami na fabułę, autorka trzyma świetny poziom i doskonale łączy poziom językowy z pomysłami na fabułę. Dodajmy do tego bez zarzutu wykreowane sylwetki postaci i zaskakujące zwroty akcji, a całość fantastycznie się dopełni. „Morderstwo wron” spełnia te oczekiwania.

Bohaterowie Innych doświadczają pewnych zmian. Podoba mi się fakt, że się rozwijają, a wydarzenia poprzedniego dnia sprawiają, że Ci gnają do przodu i bez niemalże żadnych zahamowań decydują się na kroki, które mogą wywołać znaczne zmiany w ich charakterze. Simon, Meg, Henry i Tess to postacie na których głównie skupiam swoją uwagę. Niektórzy z nich pozostają bezimienni, a w innych zachodzi znaczna przemiana. To dość istotny, ciekawy element układanki Anne Bishop.

Wszechwiedzący narrator to strzał w dziesiątkę. Dzięki niemu Czytelnik wie, co dzieje się wokół najbardziej istotnych wydarzeń z życia bohatera. Śledzenie jego przeżyć jest niezwykle istotne, a poznawanie świata wykreowanego przez Anne Bishop to czyta przyjemność.  Nie dość, że odkrywamy samą Meg i jej obawy i bóle, to poznajemy również zwyczaje panujące na dziedzińcu. To szalenie ciekawa kontynuacja, w której nie brak najlepszych właściwości.

Fani „Innych” z pewnością się nie zwiodą. W „Morderstwie wron” znajdą to, czego szukają – interesującą fabułę, ciekawych bohaterów i zaskakujące zwroty akcji. Dodajmy do tego idealnie dopasowany do klimatu powieści język, a uzyskamy jedną perfekcyjną całość - drugą część serii „Inni”. Nie pozostaje nic innego, jak czekać niecierpliwie na kolejny tom..


By Unknown

Mikołaj w przedziwny sposób trafia ze współczesnej Warszawy w sam wir dramatycznych wydarzeń powstania warszawskiego. Jego starszy brat Wojtek decyduje się na podróż, która zakończy się kilkadziesiąt lat wcześniej, aby wydostać Mikołaja z powrotem. W walczącej Warszawie chłopcy poznają na przemian smak zwycięstwa i gorycz porażki, dowiadują się, czym jest męstwo, prawdziwa przyjaźń i wielka miłość.

Tytuł: Galop ’44
Autor: Monika Kowaleczko-Szumowska
Wydawnictwo:
Egmont
Liczba stron:
Data premiery:
30 lipca 2014
Moja ocena: 5/6






Niezwykła podróż do przeszłości

Podróże w czasie to temat dość często poruszany w powieściach młodzieżowych w ostatnim czasie. Zdecydowana większość z nich koncentruje się - poza podróżą w przeszłość bądź przyszłość - na romantycznej przygodzie i miłości, tudzież wielkiej przyjaźni lub skrywanej tajemnicy. Sam moment przenoszenia się w czasie, do odległego o kilkaset lub kilkadziesiąt lat świata odbywa się na różnorakie sposoby. Pomysły autorów zdają się ze sobą rywalizować i niestety nie każdy z nich wydaje się być nowatorski i zaskakujący. Chętnie sięgam po książki, których głównym motywem jest podróż w czasie. Świetnie się bawiłam, czytając tytuły z serii „Poza czasem”, fantastycznie spędziłam czas z bohaterami „Magicznej gondoli” i „Gorączki”. „Nieskończoność” z kolei zawiodła mnie jedynie dlatego, że opowieść okazała się jednotomową historią, a ja chciałam więcej. Wszystkie powyższe tytuły zostały wydane przez Wydawnictwo Egmont i wszystkie są równie dobre. Dlatego bez wahania sięgnęłam po kolejną propozycję Wydawnictwa z motywem podróży w czasie zatytułowaną „Galop ‘44” i zatopiłam się w lekturze.

Książka Moniki Kowaleczko-Szumowskiej bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i to nie tylko dzięki oryginalnej fabule i ciekawym postaciom. Z historią niestety się nie lubimy - tak było zawsze i nie zamierzam ukrywać tego, iż po powieści o tematyce historycznej sięgam wyjątkowo rzadko. Tym razem zrobiłam wyjątek i absolutnie nie żałuję tej decyzji. Historia, do której odwołuje się autorka to nie suche fakty i daty, ale przepełnione emocjami zdarzenia, w których biorą udział główni bohaterowie „Galopu ‘44”.

Mikołaja i Wojtka łączy tylko jedno - są braćmi. Chłopcy mają odmienne zainteresowania – młodszy Mikołaj jest pełen energii i ciekawości świata, a ponadto pragnie, by brat poświęcił mu trochę uwagi. Starszy Wojtek spędza czas z książką lub muzyką. Pewnego dnia podczas wizyty w Muzeum Powstania Warszawskiego Mikołaj doświadcza czegoś niezwykłego - przenosi się w czasie - w wir powstania warszawskiego, w którym na każdym kroku czyha na niego śmierć. Chłopak szybko przekonuje się, że to co się wokół dzieje jest prawdziwe i że zacięta walka o własne życie to jedyny dobry wybór. Szybko też pojmuje, iż walka o przetrwanie to nie wszystko, powstanie ma zdecydowanie większy wydźwięk. Wojtek decyduje się na podróż w 1944 rok, by odszukać i uratować brata. Uczestnictwo w powstaniu sprawia, że bracia zaczynają doceniać nowe wartości w życiu – przyjaźń i miłość.

Na uwagę zasługuje realizm postaci i wydarzeń. Autorka umieściła w książce fragmenty wydarzeń pochodzące z prawdziwych powstańczych zapisków. Co więcej, w dialogach bohaterów książki nie zabraknie terminologii i zwrotów typowych dla powstańców. To szalenie ważny element, dzięki któremu Monika Kowaleczko-Szumowska uzyskała pożądany efekt.

Powieść charakteryzuje wiele zwrotów akcji. To niewątpliwie zasługa następujących po sobie wydarzeń. Książkę czyta się szalenie szybko. „Galop ‘44” koncentruje się na walce podczas powstania warszawskiego, trudzie związanym z misją o przetrwanie, oraz walką o swoje miejsce na ziemi i nadzieją na lepsze jutro. A jutro to nic innego jak jedna wielka niewiadoma – to poświęcenie, niepewność, ryzyko i często śmierć.  Autorka prezentuje wszystkie te elementy w sposób niezwykle realny i trafiający do serca każdego człowieka.

„Galop ‘44” mógłby znaleźć się wśród książek stanowiących świetną propozycję lektury uzupełniającej, a być może nawet obowiązkowej w szkole średniej. Przedstawienie powstania warszawskiego z punktu widzenia współczesnego chłopca może okazać się strzałem w dziesiątkę. Przypuszczam, że niejeden nastolatek może utożsamiać się z wybranym bohaterem powieści.

„Galop ‘44” to tytuł, który powinien poznać każdy bez wyjątku – młodszy czy starszy Czytelnik z pewnością odnajdzie się w książce. Fani powieści historycznych się nie zawiodą, miłośnicy motywu podróży w czasie również nie będą rozczarowani. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem powieści i choć oscyluje ona wokół nielubianej przeze mnie historii, to motyw przyjaźni i miłości, odwagi i męstwa, poświęcenia i ryzyka przekonały mnie, iż warto się z nią zapoznać.
By Unknown

Ostatni tom bestsellerowej trylogii Beth Revis. Kontynuacja "W otchłani" oraz "Miliona słońc".

Uczestnicy misji docierają do nowej Ziemi, lecz towarzyszy im poczucie przeraźliwej grozy. Są osaczeni przez krwiożercze bestie i paraliżującą roślinność, zagrażają im nieznane technologie. Pojawiają się kolejne morderstwa. Czyżby planeta próbowała zabić swoich kolonizatorów?

Tytuł: Cienie Ziemi
Tytuł oryginalny:
 Shades of Earth
Seria/cykl wydawniczy: W otchłani
Autor: Beth Revis
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron:
392
Data premiery:
30 kwietnia 2014
Moja ocena: 5/6



 
W obliczu prawdy

„W otchłani” porwało mnie niesamowitą historią odgrywającą się w przestrzeni kosmicznej. Główni bohaterowie spodobali mi się, a intrygi powoli kształtujące się na pokładzie Błogosławionego wywołały niemałe zaciekawienie. Absolutnie więc nie ukrywam, że na kontynuację pierwszego tomu czekałam z niecierpliwieniem. Kiedy tylko miałam okazję po nią sięgnąć, z wielkimi oczekiwaniami wertowałam kolejne karty książki. Beth Revis sprostała moim czytelniczym wymaganiom. „Milion słońc” okazało się nawet lepsze od poprzedniczki. Mroczne sekrety przepełniające pokład statku wraz z toczącą się akcją zaczęły wychodzić na światło dzienne, a kolejne elementy układanki zaczęły do siebie pasować. Jednak wciąż wiele z nich nie zostało odkrytych.

Nic powinno nikogo zdziwić, że zakończenia trylogii wyczekiwałam z ogromnym zniecierpliwieniem. Istniało zagrożenie, że trzecia część trylogii będzie gorsza od poprzedniczki. Niestety dość często ta reguła sprawdza się w literaturze. Czy autorka utrzymała poziom trylogii, czy jej opowieść nadal jest fascynująca? Zdecydowanie tak. „Cienie ziemi” to godna kontynuacja opowieści o losach Błogosławionego i jego pasażerów. To wciągająca historia, której ciężko się oprzeć.

Mieszkańcy Błogosławionego nareszcie docierają do wymarzonego miejsca – Centauri-Ziemi. Niestety ich wyobrażenie o świecie, który mają zamieszkać ulega wielkiej zmianie. Pasażerowie statku będą zmuszeni stawić czoła wielu niebezpieczeństwom, będą musieli godzić się z nieprzychylnym losem i podołać trudom nowego wyzwania. Wartka akcja powieści absolutnie nie daje czytelnikowi chwili wytchnienia - nieustannie coś się dzieje, jedno wydarzenie goni kolejne, a dodam, że towarzyszą im niemałe emocje.

Dwutorowa narracja to nadal świetny pomysł. Powtórzę się, jednak moje odczucia wciąż pozostają niezmienne i dlatego też uważam, że przedstawienie sytuacji z punktu widzenia dwóch postaci to idealny zabieg. Dzięki takiej narracji nie czuję się ograniczona do jednej postaci, ale oglądam świat z dwóch różnych perspektyw. Tak też jest w przypadku ostatniej części trylogii o Błogosławionym. Zarówno Amy, jak i Starszy postrzegają życie przez swój pryzmat. Zwracają uwagę na zupełnie inne szczegóły, każde z nich ma inne priorytety, i każde - podejmując różne decyzje - na swój sposób wybiera te właściwe.

Beth Revis ponownie zachwyca świetnym pomysłem na fabułę. Podobnie jak w przypadku poprzednich tomów i teraz autorka dogłębnie przemyślała i dopracowała fabułę, dzięki czemu czytelnik nie zazna znużenia, a wręcz przeciwnie. Zaskakujących elementów w powieści nie zabraknie. Perfekcyjna fabuła, nieprzewidywalność zdarzeń, szybka akcja, ciekawe dialogi i intrygujący bohaterowie. W ostatnim tomie trylogii znajdują się odpowiedzi na nurtujące pytania pojawiające się podczas lektury „W otchłani” czy „Miliona słońc”. Tak, to tutaj właśnie autorka zdecydowała sie wszystko wyjaśnić. „Cienie ziemi” emanują więc milionem odpowiedzi i ujawniają skrywane sekrety.

„Cienie ziemi” to błyskotliwe zakończenie fascynującej mieszanki wybuchowej składającej się w dużej mierze z zadziwiającego science fiction z elementami dystopii i nutą dobrego kryminału. Powieść wciąga już od pierwszych stron. Zaskakuje w trakcie czytania. Prawdy wychodzące na jaw podczas lektury książki dopełniają całości, wszelkie niespodzianki zostają wyjaśnione, a tajemnicze i wszechobecne zagadki znajdują swoje rozwiązania. Nagle wszystkie małe detale zaczynają się spójnie łączyć w całość, tworząc idealną kompozycję. Polecam gorąco fanom Beth Revis, miłośnikom dystopii oraz entuzjastom kosmicznych odysei.

By Unknown

W trakcie kolejnego śledztwa Stephanie Plum odkrywa, że jest prześladowana przez uzbrojoną i niezrównoważoną psychicznie kobietę. W dodatku w jakiś tajemniczy sposób powiązaną z Komandosem: obrońcą, mistrzem i przyjacielem, który ukrywa co nieco przed Stephanie. Robi się niewesoło, trzeba ścigać mordercę i powstrzymać narastającą falę zbrodni. Czy Stephanie Plum zdąży tego dokonać nim zegar wybije parszywe dwanaście razy?
Tytuł: Parszywa dwunastka
Tytuł oryginalny:
Twelve Sharp
Seria/cykl wydawniczy: Stephanie Plum 12
Autor: Janet Evanovich
Wydawnictwo:
Fabryka Słów
Liczba stron: 350
Data premiery: 27 czerwca 2014
Moja ocena: 5/6



Komandos w roli głównej

Ze Stephanie Plum zdążyłam się już mocno zaprzyjaźnić. Ta szalona dziewczyna, która kocha kłopoty i nagminnie je na siebie ściąga jest główną bohaterką serii stworzonej przez Janet Evanovich. Steph pracuje jako Łowczyni nagród i ściga mniej lub bardziej niebezpiecznych typków, przy czym pościgowi zawsze towarzyszy niezwykła dawka emocji i humoru, a akcja toczy się w szalonym, wręcz zastraszającym tempie. Przyzwyczaiłam się do prozy autorki i również tym razem podczas lektury dwunastej części przygód Śliweczki liczyłam na niezłą zabawę. Nie zawiodłam się!

Stephanie Plum pracuje nad kolejną sprawą i przypadkiem odkrywa, że jest poszukiwana przez piękną i skrywającą tajemnice kobietę. Na domiar złego okazuje się, że kobietę tę coś łączy z Komandosem, który nagle zniknął. Czy Steph zdecyduje się podjąć odpowiednie kroki i rozwiązać sprawę jak należy i czy podejmie się ryzyka z tym związanego? Oczywiście, że tak. Śliweczka kocha ryzyko i kłopoty, a Ciebie, Drogi Czytelniku, wciągnie w wir wydarzeń i zapewni doborowe towarzystwo na jeden wieczór.

Janet Evanovich to amerykańska autorka cyklu o Stephanie, który obecnie liczy sobie niemalże 21 tomów. Sensacja i romans w jednym, a do tego mocna dawka humoru - tak można określić książki o Steph. Autorka w swoich powieściach trzyma się ścisłego schematu i tradycyjnie już na samym początku serii za pośrednictwem głównej bohaterki przedstawia kim jest dziewczyna i czym się zajmuje, a ponadto opisuje jej życie. To krótkie wprowadzenie sprawia, że nie ma znaczenia, który tom o Łowczyni będzie Twoim pierwszym. Każda część stanowi odrębną całość, która charakteryzuje się pierwszoosobową narracją, świetnie sprawdzającą się w przypadku cyklu.

W „Parszywej Dwunastce” następuje niemały zwrot akcji. Dotąd autorka skupiała się głównie na losach i życiu Stephanie. Tym razem postanowiła skoncentrować się na Komandosie. To dość niespotykane – jeśli chodzi o styl autorki. Poprzednie tomy zapewniały nam świetną zabawę z kryminalną zagadką na pierwszym planie. Tym razem Czytelnik skupia się na psychologicznym aspekcie poruszonym w powieści. Analiza dotyczy samego Komandosa. Ci z Was, którzy juz znają Steph mogą jedynie wyobrazić sobie, co to oznacza. Osobom, które dopiero zamierzają poznać bohaterkę tak uwielbianej serii mogę krótko powiedzieć: dzieje się tu, oj dzieje.

Akcja podobnie jak w poprzednich tomach jest dynamiczna. Nie brak tu także innych charakterystycznych dla prozy Janet Evanowich cech takich jak mnogość wątków, duża dawka humoru i zaskoczenie. Powieści Evanowich cieszą się ogromną popularnością i wcale się temu nie dziwię. Seria działa na Czytelnika jak narkotyk, wciąga, pochłania bez reszty i bardzo szybko uzależnia. Cykl o Łowczyni to nie tylko świetna propozycja na letnie wieczory, to także idealny pomysł na relaks i ucieczkę od codziennych obowiązków. Specyficzny humor dopełnia całości. To sposób na odprężenie się, to gwarancja dobrej zabawy i wreszcie to udział w intrygującej zagadce kryminalnej.



By Unknown

Stephanie Plum po ostatnich przejściach ma dość pracy jako łowczymi nagród. Nie chce już tropić zbiegów, ani uczestniczyć w strzelaninach i nie chce by jej kolejne samochody regularnie wylatywały w powietrze. Pragnie przejść na emeryturę. Tyle, że nie dorobiła się jeszcze odpowiedniego kapitału. Do tego wszystkiego tajemniczy „duch” z przeszłości podrzuca anonimy pod drzwi.

"Obróciłam się na pięcie i wyszłam z gabinetu Alizziego, zeszłam do holu, a potem na parking prosto do mojego obtłuczonego, ostrzelanego i osperjowanego samochodu. Zasadziłam kopniaka w drzwi, otworzyłam je szarpnięciem i siadłam za kierownicą. Wrzuciłam do odtwarzacza Metallikę, podkręciłam głośność tak, że wibrowały mi plomby w zębach i ruszyłam przez miasto."

Tytuł: Najlepsza jedenastka
Tytuł oryginalny:
Eleven on Top
Seria/cykl wydawniczy: Stephanie Plum
Autor: Janet Evanovich
Wydawnictwo:
Fabryka Słów
Liczba stron: 384
Data premiery: 9 maja 2014
Moja ocena: 5/6



Śliweczka i zmiany

Perypetie Stephanie Plum zawsze wzbudzają we mnie masę pozytywnych emocji. Śliweczka to postać, której nie da się nie lubić i z którą świetna zabawa jest gwarantowana. Na polskim rynku wydawniczym dotąd ukazało się aż jedenaście tytułów wchodzących w skład serii o łowczyni nagród. Wydawać by się mogło, że kolejne nie wniosą nic nowego, a może nawet będą monotonne i najzwyczajniej w świecie nudne. Nic podobnego!

To fakt - książki o Steph posiadają wspólny mianownik, ale ten tylko i wyłącznie przemawia na korzyść cyklu. Niekwestionowany humor, zabawna główna bohaterka, intrygujący trójkąt miłosny i ciekawy wątek kryminalny. To pewnego rodzaju szkielet, którego Janet Evanovich mocno się trzyma, pisząc kolejne historie o łowczyni nagród. Pozostaje on niezmienny w przypadku „Najlepszej jedenastki” i dzięki temu powieść od razu skazana jest na sukces. Element zaskoczenia pojawiający się już na początku książki dopełnia całości.

Stephanie Plum rezygnuje z dotychczas pełnionych obowiązków. Rzuca pracę. Ma dość uganiania się za złymi typami. Pragnie zmian i realizuje je w zastraszającym tempie. Marzy o zwyczajnej profesji i spokojnym życiu. Szybko znajduje zatrudnienie w fabryce guzików i jeszcze szybciej pracę tę traci. Niestety Steph jest uzależniona od kłopotów, zawsze je na siebie ściąga, choćby nawet bardzo mocno starała się im zapobiegać. Tarapaty i Stephanie to nierozłączna para. Steph nie byłaby sobą, gdyby wiodła przeciętne życie, z kłopotami jest jej po prostu do twarzy. Tym razem ktoś jej grozi, strzela do niej, a jej samochód – jak zwykle - wybucha. Oj dziej się, dzieje!

Książka oferuje to, co tak bardzo bawi czytelnika. Po pierwsze - wszechobecny humor, dzięki któremu zapominamy o całym świecie. Po drugie - wspaniali bohaterowie - kochana przez wszystkich babcia Mazurowa, przystojni mężczyźni i najlepsza przyjaciółka Steph - Lula. Po trzecie - pędząca akcja z mnóstwem różnorakich zdarzeń, dzięki którym książkę czyta się z zapartym tchem i w błyskawicznym tempie.

Choć to już jedenasty tom serii wciąż nie mam dość. Czekam niecierpliwie na kolejne przygody Steph i jestem przekonana, że się nie zawiodę. Janet Evanovich ma niezwykle lekkie pióro, a dzięki fantastycznemu poczuciu humoru przebijającemu się na kartach powieści autorka zjednuje sobie coraz więcej miłośników. Jeśli jeszcze nie sięgnęliście po tę serię, koniecznie się za nią rozejrzyjcie. Nie jest ważne, który tom wpadnie wam w ręce. Każda książka to odrębna historia, którą można czytać nie znając poprzedniej. Każda jest równie dowcipna i każda tak samo mocno wciąga. Gorąco polecam!






By Unknown
Starsze posty Strona główna

FACEBOOK

She Tetiisheri

KATEGORIE

  • Fit
  • Fit kuchnia
  • Książki
  • Oficjalne recenzje dla LC
  • Uroda
  • Zdrowie

Popularne posty

  • 46. Cienie na księżycu, Zoe Marriott - recenzja przedpremierowa
  • 45. Delirium (Delirium #1), Lauren Oliver - recenzja przedpremierowa
  • 48. Zakochana w mroku, Franny Billingsley - recenzja przedpremierowa
  • 44. Ukojenie, Maggie Stiefvater - recenzja przedpremierowa
  • Requiem (Delirium #3), Lauren Oliver
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zdjęcia i teksty są własnością autorki bloga. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez wiedzy i zgody autorki bloga jest zabronione.

Copyright © 2016 TETIISHERI. Designed by OddThemes & Blogger Templates