• Home
  • Współpraca

Post AD

TETIISHERI

BLOG LIFESTYLE'OWY


Kontynuacja "Poza czasem" - zapierająca dech w piersiach opowieść o miłości, która nie zna granic czasu i przestrzeni.

Kiedy Philip Walker staje w progu szkoły, do której chodzi Michelle Windsor, dziewczyna nie posiada się ze szczęścia. Chłopak jest jej wielką miłością, o której myślała, że utraciła ją raz na zawsze - w czasie ostatniej podróży w miniony wiek. Okazuje się jednak, że radość Michelle była przedwczesna. Philip w ogóle jej nie pamięta. Więcej - nie pamięta niczego, co wydarzyło się kiedyś i wydaje się nie mieć pojęcia o samym sobie z 1910 roku.

Zrozpaczona Michelle natrafia na dziennik swego ojca, a w nim na opowieści o jego podróżach w czasie, tajnej organizacji i kontaktach z mściwym członkiem rodziny Windsorów...

Tytuł: Władcy czasu
Tytuł oryginalny: The Timekeeper
Seria/cykl wydawniczy: Poza czasem #2
Autor: Alexandra Monir
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 288
Data premiery: czerwiec 2014
Moja ocena: 5/6


Miłość bez granic

Podróże w czasie to motyw niewyczerpany w literaturze młodzieżowej. Jest Kerstin Gier i jej Trologia czasu, jest też Eva Voller i seria Poza czasem. Przykładów jest więcej, a autorzy dwoją się i troją, by pomysł na ich powieść okazał się wystarczająco intrygujący dla czytelnika, by porwał moli książkowych i by zajął wysokie miejsca na liście światowych bestsellerów. Niedawno nakładem wydawnictwa Jaguar na rynku książkowym ukazała się kontynuacja bardzo dobrze przyjętej w Polsce debiutanckiej powieści Alexandry Monir „Poza czasem”.  Czy kontynuacja okazała się równie intrygująca?

„Władcy czasu” to zarówno druga, jak i ostatnia część wchodząca w skład mini-serii autorstwa Alexandry Monir. Michele już wie, że posiada niezwykłą zdolność do podróżowania w czasie. Wszystko dzieje się za sprawą klucza, który dziewczyna odkryła w posiadłości swoich dziadków. Dzięki niemu otwiera drzwi do przeszłości. Podczas jednej z takich wypraw Michele poznaje i bez pamięci zakochuje się w Philipie. Chłopak odwzajemnia uczucie, a  łącząca tych dwójkę pasja do muzyki tylko utwierdza ich w przekonaniu, że są sobie przeznaczeni. Dziewczyna pisze teksty, a Philip komponuje muzykę. Dalszy przebieg zdarzeń „Poza czasem” jest niezwykle ciekawy. Michele podróżuje na spotkania z Philipiem, lecz raz za razem spotyka go jako starszego mężczyznę. Bariera wieku nie stanowi jednak dla nich żadnej przeszkody. Przecież to prawdziwa miłość, a ta nie zna granic.

Jest XXI wiek. Michele niemalże pogodzona z życiową porażką, krok po kroku odbudowuje swoje zranione serce. I choć z całych sił pragnie zrozumieć dlaczego los był w stosunku do niej tak niełaskawy, nie przychodzi jest to łatwo. Pewnego dnia zupełnie niegotowa na niespodziankę, jaką przygotowało dla niej fatum, idzie do szkoły. Ku swojemu zdziwieniu i niedowierzaniu spotyka Philipa. W najmniej oczekiwanym momencie, w zupełnie niespodziewanym otoczeniu, w XXI. Mało tego, Philip pojawia się jako osiemnastoletni chłopak. Nadzieja budzi się na nowo. Michele już wie, że Philipowi udało się znaleźć sposób na podróż w jej czasy. Cóż teraz może stanąć na drodze ich niezniszczalnej miłości?

Powieść pochłonęłam w jeden wieczór. Jest krótka - to raz, a dwa – lekka i ciekawa. Poza historią miłosną, która nabiera tu tempa znajdziemy również wiele ciekawostek na temat samych podróży w czasie oraz Stowarzyszenia, które zajmuje się podróżnikami w czasie na całym świecie. W książce znajdziemy także odpowiedź na pytanie dlaczego klucz odgrywa istotną rolę w podróżach. Co więcej, odkryjemy jego tajemnice.

Szybka i dynamiczna akcja to niewątpliwie atut „Władców czasu”. Książka absorbuje już od pierwszej strony. Podróże w czasie, miłość i muzyka to elementy nierozerwalne „Władców czasu”. To naprawdę godna kontynuacja „Poza czasem”. Fani pierwszej części na pewno się nie zawiodą, a tych którzy nie mieli jeszcze okazji poznać Michele i Philipa, zachęcam do lektury. 



By Unknown

Kiedy rodzinę Michele Windsor dotyka tragedia, dziewczyna zmuszona jest przeprowadzić się z Los Angeles do Nowego Jorku, gdzie mieszkają jej bogaci i arystokratyczni dziadkowie, których nie poznała nigdy wcześniej. W ich starym, pełnym rodzinnych sekretów domu przy Fifth Avenue, Michele odkrywa największą tajemnicę: dziennik jednej z jej przodkiń, który ma niesamowitą moc: przenosi ją w czasie do 1910 roku, kiedy to został napisany. Tam, na wytwornym balu maskowym, Michele poznaje młodego mężczyznę o intensywnie niebieskich oczach, który przez całe życie nawiedzał ją w snach. Zakochuje się w nim i rozpoczyna romans nie z tego świata.
Michele zaczyna prowadzić podwójne życie, próbując zachować równowagę pomiędzy swoim współczesnym, szkolnym życiem a ucieczkami w przeszłość. Kiedy jednak dokonuje straszliwego odkrycia, musi udać się w podróż w czasie, by uratować chłopaka, którego pokochała i zakończyć poszukiwania, które zdecydują o jej losie.


Tytuł: Poza czasem
Tytuł oryginalny: Timeless
Seria/cykl wydawniczy: Poza czasem tom 1
Autor: Alexandra Monir
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 320
Data premiery: 15 stycznia 2014
Moja ocena: 5/6

  


Miłość ponad wszystko

Podróże w czasie to motyw ostatnio dość często spotykany w literaturze. Nie ukrywam, że jest to również jeden z moich ulubionych książkowych tematów. Dlatego bez wahania sięgnęłam po debiutancką powieść Alexandry Monir zatytułowaną „Poza czasem”.

Michele Windsor jest zwyczajną nastolatką z Kalifornii. Jej dzień niczym nie różni się od dnia każdej innej przeciętnej dziewczyny. Jest szkoła, spotkania z przyjaciółmi i miłość. Choć nieszczęśliwa. Siedemnastolatce złamał serce niejaki Jason, który zakończył znajomość. To niestety nie koniec smutnych wydarzeń w tej zwykłej codzienności Michele. Nagła śmierć matki - najbliższej przyjaciółki dziewczyny – to dla niej ogromny wstrząs. Życie młodej dziewczyny zostaje wywrócone do góry nogami.

Michele wyjeżdża do Nowego Jorku, gdzie ma zamieszkać z opiekunami – rodzicami matki. Sytuacja jest o tyle trudna, że Michele nigdy wcześniej nie miała okazji się z nimi spotkać. Jej matka nie utrzymywała kontaktów ze swoimi rodzicami, gdyż Ci nie akceptowali jej związku z ojcem Michele. Nastolatka opuszcza więc swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania, zostawia przyjaciółki i znajomych, by rozpocząć zupełnie nowy rozdział w swoim życiu. Przeprowadza się do Nowego Jorku, do ogromnej posiadłości Windsorów, bo to tutaj mieszkają jej dziadkowie. Ogromna willa pełna służby to miejsce całkowicie jej obce, w którym nie czuje się komfortowo. To nie jej świat, a jednak jest coś, co sprawi, że dziewczyna odżyje. Niezwykła tajemnica. I jeszcze przystojny chłopak z sennych wizji, który – jak się okazuje –  nie jest wytworem jej wyobraźni, a istnieje naprawdę. Tyle że w innym czasie. Co więcej, bohaterów połączy niezwykłe uczucie.

Akcja powieści toczy się w Nowym Jorku - tym współczesnym, z początku XXI wieku, i tym z lat 20. i 40. ubiegłego stulecia. Alexandra Monir w znakomity sposób przedstawiła klimat tego miasta na przestrzeni lat. Opisy wspaniałych budowli, wystrój wnętrz, ale także charakterystyka tamtejszego społeczeństwa świetnie się tutaj sprawdziły. To dzięki nim czytelnik może utworzyć dokładny obraz miasta i przenieść się do fascynującego Nowego Jorku podczas lektury książki.

Głównymi bohaterami „Poza czasem” są Michele i Phillip. Nastolatka to postać, którą polubiłam już od samego początku. Pomimo wielu trudności, których doświadcza w życiu, stara się z nimi walczyć i nie poddawać. Phillip to typowy dżentelmen. Uczucie pomiędzy tą dwójką rodzi się gwałtownie. Nie jest to z pewnością łatwa miłość. Czy okaże się, że uczucie to przezwycięży wszelkie bariery i pokona granice?

Książkę tę polecam miłośnikom podróży w czasie, ale także czytelnikom lubiącym historie miłosne i opowieści z tajemnicą rodzinną. „Poza czasem” czyta się niezwykle przyjemnie, a nieskomplikowany język sprawia, że powieść pochłania się w zastraszającym tempie. Zakończenie pierwszej części serii jest nie tylko niesamowicie intrygujące, ale również niezwykle zaskakujące. Na szczęście na kontynuację nie musimy czekać zbyt długo. Premiera „Władców czasu” przewidywana jest na koniec maja.
By Unknown
Empyraen, ogromny statek kosmiczny, jest jedynym światem, jaki zna Waverly. Tutaj się urodziła – w pierwszym pokoleniu tych, których noga nigdy nie postała i nie postanie na zniszczonej wojnami ojczystej planecie. Waverly wie, że jej życie zostało już zaplanowane. Poślubi charyzmatycznego Kierana, typowanego na następcę kapitana Empyraen, i wyda na świat kolejne dzieci, których potomstwo zaludni w przyszłości nową Ziemię. Tak trzeba, to obowiązek tych, którzy wyruszyli w kosmos.

Nikt na pokładzie nie podejrzewa, że Empyraen stanie się celem ataku. New Horizon, okręt bliźniak, który wyruszył w podróż na długo przed statkiem Waverly, dopuszcza się zdrady. Dochodzi do masakry. Młode kobiety i dziewczynki zostają porwane. Dorośli – wymordowani.

Kieran, który przed czasem musi objąć rolę dowódcy, staje przed trudnym zadaniem. Pozbawiony wsparcia autorytetów, sam musi zapanować nad statkiem pełnym zrozpaczonych i zbuntowanych młodych ludzi. Bez kobiet ich misja skazana jest na niepowodzenie...


Tytuł: Blask
Tytuł oryginalny: Sky Chasers: GLOW
Seria/cykl wydawniczy: Gwiezdni wędrowcy tom 1
Autor: Amy Kathleen Ryan
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 406
Data premiery: 9 stycznia 2013
Moja ocena: 5/6


„Blask” znalazł się na mojej liście MUST HAVE już tego dnia, kiedy po raz pierwszy pojawiła się wzmianka o polskim wydaniu powieści Amy Kathleen Ryan. Nietuzinkowa fabuła utrzymana w klimacie, który uwielbiam – fantasy – z góry dodała temu tytułowi punkty. Opis intrygował, niezwykle przyciągająca oprawa graficzna kusiła, a ja już wtedy czułam, że tę powieść wpiszę na listę najbardziej ulubionych przeze mnie książek. Przeczucie mnie nie zawiodło. „Blask” przeczytałam jednym tchem, a opowieść w niej zawarta skłoniła mnie do wielu przemyśleń i refleksji.

Waverly i Kieran – główni bohaterowie pierwszej części Gwiezdnych wędrowców - od lat przebywają na statku kosmicznym Empireum kierującym się na Nową Ziemię. Empireum zamieszkują również inni członkowie załogi, wśród których znajdują się zarówno dorośli, jak i dzieci. Opowieść rozwija się bardzo szybko, bo już na początkowych stronach książki dowiadujemy się o szczególnym dniu Waverly i Kierana - dniu oświadczyn. Los jednak zgotował im coś gorszego niż błogie szczęście, jakiego mieli doznać. Tego samego dnia statek-bliźniak Nowy Horyzont przybliża się do Empireum. Okazuje się, że celem Nowego Horyzontu nie jest jednak przyjacielska pogawędka, a uprowadzenie wszystkich dziewczynek z Empireum. Waverly i Kieran zostają rozdzieleni. Waverly, porwana wraz z pozostałymi dziewczętami, przebywa na Nowym Horyzoncie, a Kieran zostaje na Empireum. Czy pisane jest im wspólne życie wśród gwiazd?

Zarówno Waverly na Nowym Horyzoncie, jak i Kieran na Empireum mają swoje zadania do wypełnienia. Amy Kathleen Ryan stawia bohaterów w obliczu niebywale trudnych życiowych wyborów i opisuje emocje jakie nimi targają podczas podejmowania decyzji. To świetne stadium psychologiczne postaci. Bohaterowie nie są w żaden sposób przerysowani, przypominają tak naprawdę każdą ludzką istotę. Nie są idealni, popełniają błędy - jak każdy z nas. Przychodzi im także ponosić konsekwencje swoich czynów i co więcej borykać się z nimi, z reguły, w samotności. Poza dojrzałymi nastoletnimi postaciami, w powieści nie zabraknie beztroskich dziecięcych emocji. Autorka serwuje nam przede wszystkim obraz cierpiących maluchów, ich lęki dnia dzisiejszego i strach przed dniem jutrzejszym. W „Blasku” mamy też osoby dorosłe doświadczone przez życie. Jak się okazuje i oni muszą dokonać wielu istotnych wyborów, niekiedy heroicznych. „Blask” to społeczeństwo, które stawiając czoła niebezpieczeństwu podejmuje te najbardziej właściwe kroki, których celem jest uratowanie drugiej istoty.

Obok przełomowych, znaczących postanowień bohaterów obu statków, Amy Kathleen Ryan porusza jeszcze inne niebłahe tematy takie jak prawda, czy wiara. To motywy od lat budzące wiele kontrowersji, a do tego - moim zdaniem - są to dość trudne i delikatne kwestie. Posiadają one przecież różne oblicza, a każde z nich może w czyimś przekonaniu być tym właściwym. W jaki sposób autorka Gwiezdnych wędrowców odnosi się do tych zagadnień? Powiem tylko, że jej przedstawienie tak poważnych elementów ludzkiego życia jest bardzo ciekawe.

„Blask” to naprawdę świetna powieść, w której nie zabraknie ciężkich tematów. Wybory, prawda i wiara malują się na pierwszym planie historii pełnej miłości, nie tylko tej pomiędzy kobietą i mężczyzną, ale również tej rodzinnej i matczynej. To właśnie ta bardzo ludzka znana mi natura, te zachowania, w  których pojawiają się błędy, te niełatwe uczuciowe dylematy bohaterów „Blasku” sprawiły, że tak bardzo pokochałam tę powieść. Amy Kathleen Ryan po mistrzowsku w kosmicznej przygodzie umieściła tak ludzkie postacie. Ich dalsze losy nie są mi obojętne – z przyjemnością sięgnę po drugi tom Gwiezdnych wędrowców.


By Unknown
W TEN SPOSÓB KOŃCZY SIĘ ŚWIAT

W mgnieniu oka wszyscy znikają… Zostają najmłodsi.

Nastolatki. Uczniowie. Niemowlęta. Nie ma nikogo poza nimi. Nagle milkną telefony. Przestaje działać Internet. Nie ma telewizji. Nikt nie wie, co się stało. Pomoc nie nadchodzi. Nastolatki nieoczekiwanie zaczynają się zmieniać. Zyskują nowe zdolności – niewyobrażalne, groźne, śmiercionośne moce – które z dnia na dzień stają się silniejsze. Których nie sposób kontrolować.

Witaj w nowym, przerażającym świecie, gdzie do głosu dochodzą najgorsze instynkty, gdzie nie ma miejsca dla słabych, a najtrudniejszym zadaniem jest pozostanie sobą…

Czas ucieka.
W dniu swoich piętnastych urodzin znikniesz...

Pierwsza część sześciotomowego cyklu dla młodzieży, inteligentny, trzymający w napięciu thriller rekomendowany przez króla powieści grozy, Stephena Kinga. W niewielkim amerykańskim miasteczku, Perdido Beach, w jednej chwili znikają wszyscy, którzy ukończyli piętnaście lat – nauczyciele, rodzice, sprzedawcy, kierowcy znajdujących się w ruchu samochodów. Wszyscy. Świat bez dorosłych nie jest tak zabawny, jak mogłoby się wydawać – w rozciągającej się wokół miasta strefie zaczyna rządzić prawo pięści. Bez policjantów, opiekunów, lekarzy ci, którzy niedawno byli jeszcze dziećmi, wprowadzają własne porządki. Jednak władza deprawuje, zwłaszcza gdy sięgają po nią nieodpowiednie osoby, takie jak charyzmatyczny i pozbawiony zahamowań Caine. Główny bohater, Sam, stara się wyjaśnić zagadkę i nie dopuścić, by w miasteczku szerzyła się przemoc. Ma jednak niewiele czasu na znalezienie odpowiedzi na dręczące wszystkich pytania. Niedługo skończy piętnaście lat. A wtedy zniknie.

Tytuł: Gone: Zniknęli tom 1
Tytuł oryginału: Gone
Autor: Michael Grant
Seria/cykl wydawniczy: Gonr
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 23 września 2009
Liczba stron: 528
Moja ocena: 5/6



W jednej chwili znikają wszyscy dorośli, bez względu na wykonywany zawód czy specjalizację, bez względu na to, czy mają dzieci czy też nie. Oprócz nich w powietrzu rozpływają się wszyscy powyżej 15 roku życia. Na świecie zostają dzieci, a wśród nich noworodki, niemowlęta, i osoby, które nie ukończyły jeszcze 15 roku życia. Taką wizję świata maluje przed czytelnikami Michael Grant, autor cieszącej się ogromną popularnością serii znanej na całym świecie zatytułowanej Gone. Niebanalny pomysł, ciekawie rozwinięta akcja i lekki styl – to zdecydowane atuty powieści.

Oryginalny pomysł to coś, co zwróciło moją uwagę już po zapoznaniu się z opisem serii. Niesamowicie przerażająca wizja - dla nastolatków dotąd zależnych od rodziców, a teraz postawionych w sytuacji posiadającej w zasadzie tylko jedno rozwiązanie – przystosowanie się do nowych warunków i nauczenie życia. Nastolatkowie muszą zaopiekować się młodszymi dziećmi, również niemowlętami, opatrzyć rany, zadbać o pożywienie i dach nad głową. Pozostawieni są sami sobie - nie działają telefony, nie ma prądu, Internetu, żadnego kontaktu ze światem. Kiedy uświadamiają sobie, że mogą liczyć jedynie na siebie, zaczynają działać. Uwielbiam ten psychologiczny element, który wykorzystał w swojej powieści autor. W sytuacjach ekstremalnych człowiek zdolny jest do zrobienia rzeczy, o które sam by siebie nie podejrzewał. Wola przetrwania jest tak silna, że wielu bohaterów Gone dojrzewa w ułamku sekundy.

Powieść charakteryzuje lekki styl, ułatwiający czytanie. Powieść po prostu się pochłania, a szybko mknąca akcja absorbuje na całego. Nieprzewidywalność to kolejny walor Gone. Pogrążona w lekturze nie umiałam domyśleć się, jakie sytuacje będą miały miejsce głębiej w powieści. Nowe, zaskakujące fakty, które wychodzą na jaw pozwalają tylko na uporządkowanie zdarzeń i stworzenie obrazu tamtejszego świata z większą precyzją. Ujawnione tajemnice nie pomogły mi odgadnąć biegu wydarzeń. To wielki plus. Dzięki temu książkę czytałam z jeszcze większym zaciekawieniem.

W Gone znajdziemy wiele postaci. Obawiałam się, że podczas lektury pogubię się i pomieszam bohaterów, ale jakże wielkie było moje zaskoczenie, kiedy tak się nie stało. Nie miałam z tym najmniejszego kłopotu, a zwykle kiedy sięgam po powieść, w której występuje liczne grono bohaterów pierwszo bądź drugoplanowych dość szybko porzucam książkę, bo nie jestem w stanie określić kto jest kim. W przypadku Gone nawet nie przeszło mi przez myśl, by odłożyć lekturę na półkę. Bohaterowie dzięki swoim indywidualnym cechom są wyraziści. Niepodważalna jest też zasługa autora – dzięki zastosowanej technice przedstawienia czytelnikowi bohaterów Gone sprawił, że każdy z nich jest łatwo rozpoznawalny.

Gone. Zniknęli to początek serii, która zdobyła rzesze fanów na całym świecie. Nie dziwi mnie to. Gone to oryginalny pomysł na fabułę, galopująca akcja, nieoczekiwane zdarzenia i interesujący bohaterowie. Takie książki lubię. Polecam.



Za możliwość przeczytani książki dziękuję Wydawcy
By Unknown
Pierwsza z cyklu powieści Dana Wellsa, autora nominowanego do Hugo i Campbell Award, klasyczna wizja świata po apokalipsie, dla której inspiracją były między innymi serial „Battlestar Galactica” oraz filmy z serii „Mad Max”.

Rasa ludzka wymiera. Po wojnie z Partialsami, wyhodowanymi w laboratoriach, zmodyfikowanymi genetycznie żołnierzami, pozostała ledwie garstka ocalałych. Ale to nie krwawe walki zdziesiątkowały ludzkość. Partialsi, niewdzięczne dzieci naukowców, wypuścili śmiercionośny wirus, RM, który wybił ponad 99% ludności. Od ponad dekady na świat nie przyszło ani jedno zdrowe dziecko…
W enklawie ludzi na Long Island panuje twarde prawo – każda kobieta, która ukończyła siedemnasty rok życia musi zajść w ciążę i urodzić dziecko. Z nadzieją, że właśnie ono przetrwa. Że będzie miało gen odporności na RM. I że dzięki niemu uda się stworzyć szczepionkę… Przez ostatnie lata asystująca w szpitalu Kira widziała już dość śmierci. Gdy Rada chce po raz kolejny obniżyć wiek reprodukcyjny, dziewczyna, mając już dość rozpaczy kolejnych młodych matek, zaczyna szukać rozwiązania problemu na własną rękę. Wiadomo, że wirus działa wyłącznie na ludzi, Partialsi pozostali odporni. Już od lat nikt nie widział ich oddziałów. Kira wierzy, że to właśnie w ciałach stworzonych w laboratoriach superżołnierzy znajduje się klucz do rozwiązania zagadki RM. Chce znaleźć i pojmać jednego z nich – nawet za cenę rozpętania kolejnej wojny…

Tytuł: Partials. Częściowcy
Tytuł oryginalny:
Partials
Seria/cykl wydawniczy: Partials tom 1
Autor: Dan Wells
Tłumacz:
Paweł Ziemkiewicz
Wydawnictwo:
Jaguar
Ilość stron:
480
Data premiery:
20 marca 2013
ISBN:
9788376861685
Moja ocena: 4/6


„Partials” to powieść, na którą czekałam z niecierpliwością. O książce było już głośno przed jej premierą, a zachęcające opisy kusiły, by sięgnąć po ten tytuł. Na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej powieści o tematyce antyutopijnej. Zagłada świata i jego koniec, kataklizmy i nadprzyrodzone postaci zazwyczaj złowrogo nastawione do ludzkości to cechy, których w tego rodzaju książkach możemy się spodziewać. Zwykle też nie brakuje w nim wątku romantycznego. Im więcej takich lektur, tym bardziej wydawać by się mogło, temat zostaje wyczerpany. Nie ukrywam zatem, że moje oczekiwania wobec tej lektury były wysokie. Czekałam na świetną antyutopię, która wciągnie mnie w swój zaskakujący świat. Czy „Partialsi” stanęli na wysokości zadania? 

Pierwsze strony powieści niesamowicie mnie wciągnęły. Przedstawione wydarzenia rozbudziły moją wyobraźnię i z niekłamaną ciekawością czytałam dalej. Niestety później mój zapał do czytania zaczął blednąć. Zbyt wiele opisów zniechęcało mnie do lektury. Z jednej strony świetnie posłużyły one w prezentacji świata po apokalipsie, z drugiej jednak niezmiernie mi się dłużyły. Odniosłam wrażenie, że autor większą uwagę poświęca opisom wypraw i przygotowań do nich niż wątkowi najbardziej chyba intrygującym czytelników, mianowicie dotyczącym Częściowców. Wciąż mam mieszane uczucia co do tego tytułu. Są w nim opisy, które mnie nużyły, ale powieść ma też to coś, co sprawiało, że w jakiś sposób przyciągnęła moją uwagę i nie zniechęciła do dalszej lektury.

Zdecydowanym atutem powieści jest sam pomysł na fabułę, która jest nieprzewidywalna, oryginalna i naprawdę intrygująca.

Częściowcy to twory wykreowane przez ludzi w jednym tylko celu. Mieli oni uczestniczyć w wojnie izolacyjnej przeciwko Chinom. To podobni do ludzi osobnicy wyróżniający się dużą siłą i szybkością. Dodatkowymi cechami Częściowców są waleczność i agresywność. Amerykanie – twórcy Częściowców liczyli na ich pomoc, którą otrzymali. Później jednak Częściowcy zbuntowali się i za pomocą wirusa RM zniszczyli ogromną część ludzkości. Nie przejęli jednak władzy i tak naprawdę pozostało ich niewielu.

Akcja powieści toczy się w niedalekiej przyszłości. 99,9% ludzkości wymarło. Pozostały nikły procent ze wszystkich sił i wszelkimi możliwymi dostępnymi środkami próbuje uratować ludzkość. Niestety każde nowo narodzone dziecko umiera bardzo szybko. Dzieje się tak za sprawą wyżej wspomnianego wirusa RM. Specjaliści nie potrafią znaleźć na niego lekarstwa. Rząd decyduje się więc na powołanie Ustawy Nadziei, która nakazuje kobietom w wieku od 18 lat zachodzić w ciążę. Każdy noworodek otrzymuje natychmiastową opiekę lekarską, zostaje poddany badaniom, a lekarze w nadziei czekają na cud przetrwania, na małego człowieczka odpornego na wirus. Niestety od 11 lat szczęście im nie sprzyja.

Szesnastoletnia Kira Walker zajmuje się badaniami wirusa RM, który powoduje śmierć noworodków. Kiedy dowiaduje się, że jej najbliższa przyjaciółka spodziewa się dziecka chce przyspieszyć badania, znaleźć wreszcie odpowiedzi na nurtujące ją pytania dotyczące śmiercionośnego wirusa i ocalić maleństwo Madison. Czy jej się to uda?

Przedstawiona w powieści wizja świata po apokalipsie, którą poznajemy z perspektywy głównej bohaterki, to kolejny mocny punkt książki. To właśnie Kira wprowadza czytelnika w świat przyszłości. Dan Wells poświęcił w swojej powieści wiele miejsca na opisy. Myślę, że był to zabieg celowy - autor chciał przedstawić swoją wizję świata, uwzględniając nawet najmniejsze elementy. Doceniam to i rozumiem. Jednak dla mnie opisy były zbyt długie. Zastosowanie takiej techniki doprowadziło do tego, że czytanie zaczynało mnie nużyć.

„Partials. Częściowcy” to pierwsza część trylogii. Świetna fabuła i godna pochwały wizja świata to plusy tej powieści. Wątek romantyczny jest tutaj lekko zaznaczony. Autor umieścił go zdecydowanie na drugim planie, największy nacisk kładąc na kreację świata przyszłości. Pomimo moich uwag, czekam na kontynuację tej serii. Fabuła mocno mnie zaintrygowała i jestem ciekawa, w jakim kierunku podąży wyobraźnia autora.

Za książkę dziękuję Wydawcy
By Unknown
Drugi tom nietuzinkowej, opartej luźno na „Śnie nocy letniej” Szekspira, trylogii paranormalnej o Kelley Winslow i Sonnym Flannerym, realistycznie nastawionej do życia aktorce oraz elfim podrzutku.

Życie i kariera Kelley nareszcie zaczęły się układać! Dziewczyna ma zagrać główną rolę w wystawianym w Nowym Jorku spektaklu „Romeo i Julia”… Ale Kelley wcale nie czuje się najlepiej. Ku własnemu zdumieniu rozpaczliwie tęskni za Sonnym, który musiał wrócić do innego świata, by wypełnić ryzykowne zadanie zlecone mu przez ojca dziewczyny, Króla Oberona.

Ale nie tylko Sonny’emu grozi śmiertelnie niebezpieczeństwo. Kelley również stała się obiektem polowania. Jako córka jednego z władców Faerie, ma wielu wrogów, z których istnienia nie zdawała sobie sprawy. Dwory elfów kipią od intryg, niektórzy z mieszkańców innego świata opętani są żądzą władzy nad śmiertelnikami. Uwikłana w gry nieśmiertelnych, Kelly odkrywa, że komuś bardzo zależy na tym, by nigdy, przenigdy nie mogła być z Sonnym.

Tytuł: Mroczne światło
Tytuł oryginalny:
Darklight
Autor:
Lesley Livingston
Tłumacz:
Zuzanna Byczek
Wydawnictwo:
Jaguar
Ilość stron:
Data premiery:
październik 2011 (data przybliżona)
ISBN:
978-83-7686-073-2
Moja ocena: 4,5/6

Pierwszy tom trylogii o Kelley i Sonnym zatytułowany „Oddech nocy” autorstwa Lesley Livingston przepełniony elfami, innymi intrygującymi stworzeniami i zaczarowanym światem, w którym nie brakło domieszki magii w nieco odmiennym stylu, bo stworzonym przez samego Szekspira, bez wątpienia mnie oczarował. Dlatego nie wahając się, postanowiłam sięgnąć po kontynuację – „Mroczne światło”. Spodziewałam się sporej dawki humoru połączonej z wątkiem romantycznym oraz licznych nawiązań do dramatu Szekspira. Już teraz zdradzę, że autorka sprostała moim oczekiwaniom niemalże w stu procentach.

W fabule „Mrocznego światła” jak najbardziej spotkamy czarodziejskie istoty, które przywołują w nas raczej pozytywne emocje. Bo kto nie lubi elfów? Może troszkę inaczej jest z krasnoludami, ale przecież te nie muszą być tylko złośliwe. A w „Mrocznym świetle” spotkamy naprawdę ciekawy wachlarz postaci posiadających ponadludzkie umiejętności. Warto wspomnieć, że zagoszczą one nie tylko w bajkowym świecie stworzonym przez Lesley Livingston, ale również w prawdziwym, rzeczywistym świecie zamieszkiwanym przez główną bohaterkę powieści. Elfy wkroczą więc w dwudziesty wiek.

Druga część przygód Kelley i Sonny’ego koncentruje się głównie na poszukiwaniu ścieżek dzięki którym Kelly i Sonny dotrą do siebie, walce z wrogiem, odkrywaniem kipiących w świecie elfów intryg i pierwszych miłosnych wątpliwościach.

Sonny posłuszny nakazowi Oberona przebywa w krainie elfów, w której nie znalazł się bez przyczyny. Ma do wykonania pewne, niełatwe zadanie. Kelley w świecie rzeczywistym przygotowuje się do przedstawienia teatralnego. Pomimo tego, że jej marzenie się właśnie spełnia, dziewczyna nie wydaje się być szczęśliwa. Powodem rosnącego w niej smutku jest brak kontaktu z ukochanym. Kelley na wszelkie sposoby próbuje znaleźć rozwiązanie tej trudnej dla niej sytuacji i uporczywie poszukuje metody, dzięki której mogłaby ponownie zobaczyć się z Sonny’m. Podczas jednego z nocnych spacerów po Central Parku Kelley zostaje zaatakowana. Z pomocą przychodzi jej Fennir. A to dopiero początek walki. Okazuje się bowiem, że Kelley grozi niebezpieczeństwo. Mało tego - zagrożony jest także Sonny. Jest jeszcze Fennir. Jaka jest jego rola w tej układance?

„Mroczne światło” czyta się bardzo dobrze. To lekka i przyjemna fantastyka młodzieżowa. Brakowało mi tu trochę humoru, który był obecny w „Oddechu nocy”.  Mimo tego powieść pomogła mi przenieść się w bajkowy świat, który wcale nie jest tutaj taki niewinny i beztroski, jak moglibyśmy sądzić. Tajemnice i spiski wychodzące na światło dzienne coraz bardziej komplikują sprawy, a czyhające za rogiem niebezpieczeństwo prowadzi do niełatwej walki z przeciwnikiem. Jest ciekawie, przyjemnie i odprężająco. Pomimo tego, że powieść mnie aż tak bardzo nie porwała, pozwoliła mi cieszyć się lekturą i umiliła mi wolny czas. Teraz, nie pozostaje mi nic innego jak czekać na trzecią część trylogii o Kelley i Sonny'm.

Oddech nocy | Mroczne światło | Tempestuous


Za książkę dziękuję Wydawcy
By Unknown

Drugi tom niezwykłej trylogii o Straży – tajemniczej organizacji strzegącej ludzkiej historii. Tym razem narratorami opowieścią są Isabel i tajemniczy Arkarian.

Isabel i Ethan, do których dołączył teraz wciąż sceptyczny wobec zadań Straży Matt, muszą udać się w podróż inną niż wszystkie. Arkarian, mistrz Ethana, został uprowadzony przez akolitów chaosu i uwięziony w koszmarnym, pełnym najbardziej nieprawdopodobnych stworzeń, świecie. Trybunał nie zgadza się na akcję ratunkową, jednak Isabel, której więź z Arkarianem jest coraz silniejsza, nie zważa na konsekwencje! Dziewczyna namawia Ethana i swego brata, by postawili wszystko na jedną kartę i zaryzykowali przyszłość swoją i całej organizacji...


Tytuł: Mrok
Tytuł oryginalny: Guardians of Time: The Dark
Seria/cykl wydawniczy: Strażnicy Veridianu tom 2
Autor: Marianne Curley
Tłumacz: Małgorzata Kaczarowska
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 
Data premiery: wrzesień 2011
ISBN: 978-83-76-86-047-3
Moja ocena: 5/6

„Straż” – powieść otwierająca trylogię „Strażnicy Veridianu” oczarowała mnie swoją intrygującą, kipiącą akcją fabułą, wyraziście nakreślonymi postaciami i fantastycznym, lekkim stylem, jakim posługuje się Marianne Curley. Historia opisana na kartach powieści wciągnęła mnie aż tak, a moja ciekawość związana z tym co zaproponuje nam autorka w kolejnej odsłonie Strażników oraz chęć poznania dalszych losów głównych bohaterów były tak silne, że bez chwili namysłu sięgnęłam po kontynuację – „Mrok”. Był to zdecydowanie dobry wybór i z czystym sumieniem mogę ogłosić, że Strażnicy Veridianu to jedna moich najukochańszych trylogii.

Z bohaterami Strażników spotykamy się w rok po ostatnich wydarzeniach. Ethan i Isobel brali już udział w licznych akcjach, ich talenty rozwijają się, a przyjaźń kwitnie. Do dwójki głównych bohaterów dołącza Matt – brat Isobel, którego wiara we własne umiejętności kwalifikujące go do zostania Strażnikiem jest bardzo niska. Zadaniem Ethana jest szkolenie Matta. Isobel ma się natomiast udać w podróż w czasie - do XVI wieku.

Sprawy w Straży komplikują się, kiedy Arkarian zostaje porwany do mrocznego podziemnego świata. To sprawka Lathenii, która pragnie zawładnąć całym światem, a nikt inny jak Strażnicy – z Arkarianem na czele -  próbują jej w tym przeszkodzić. Ethan, Isobel i Matt podejmują się misji ratunkowej i nie zamierzają wrócić z niej bez Arkariana. Czy uda im się zrealizować zamierzenia i czy wędrówka po Międzyświecie nie będzie zbyt trudnym wyzwaniem?

Podobnie jak w pierwszej części trylogii i tutaj mamy do czynienia z dwutorową narracją. Tym razem jednak, ku mojemu zaskoczeniu, narratorem zostaje sam Arkarian. Zabieg ten był dla mnie kompletnie niespodziewany (nie czytałam opisu książki), ale byłą to niespodzianka bardzo miła. To przecież Arkarian był najbardziej tajemniczą postacią w „Straży”. Autorka postanowiła tę postać przybliżyć czytelnikowi. Myślę, że zrobiła to w ciekawy sposób. Arkarian nie tylko zdradza nam kilka sekretów ze swojego życia, ale ujawnia również swoją romantyczną, uczuciową naturę.

Do grona wymienionych postaci w „Mroku” dołącza także Rochelle. Plus dla Marianne Curley za wprowadzenie nowych bohaterów - dzięki nim drugi tom trylogii zyskuje na świeżości, a czytelnik nie nudzi się z bohaterami, którzy główne skrzypce odgrywali w pierwszej części.

„Mrok” to także plastyczne, szczegółowe przedstawienie podziemnego świata, którego szlaki przecierają Ethan, Isobel i Matt. Niebezpieczeństwa czyhające na tę trójkę jawią się pod postacią nieznanych im stworów, mrożących krew w żyłach wód i wreszcie ich własnych lęków, które muszą przezwyciężać. To najmroczniejsza kraina, jaką dotąd miałam okazję poznać w literaturze.

Autorka nadal utrzymuje zbliżony do pierwszego tomu wysoki poziom. Zdecydowanym atutem jest tutaj wątek podroży w czasie, który bardzo mi się spodobał. Wszystkie elementy, które pojawiły się w przeszłości świetnie ze sobą współgrały. W „Mroku” Marianne Curley koncentruje się raczej na jednym czołowym wydarzeniu i opisuje je dość obszernie. Nie miałam więc wrażenia, że akcja mknie w niemiłosiernie szybkim tempie, jak to było w przypadku „Straży” napompowanej zdarzeniami. Absolutnie nie jest to nic złego, gdyż „Mrok” również czyta się znakomicie – styl pisania autorki pozostaje niezmienny, nadal jest lekki i bardzo przyjemny.

„Mrok" to bardzo udana kontynuacja „Straży”. Powieść urzekła mnie emanującym mrokiem. Międzyświat mnie pochłonął, a podróżowanie po tej mrocznej, pełnej niebezpieczeństw krainie w towarzystwie Ethana, Isobel i Matta była świetną, niezapomnianą przygodą. Polecam gorąco!


Straż | Mrok | Klucz

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Jaguar
By Unknown
Ethan miał zaledwie cztery lata, kiedy została zamordowana jego starsza siostra, Sera. Teraz, dwanaście lat później, Ethan prowadzi podwójne życie. Z jednej strony jest zwyczajnym uczniem liceum w australijskim mieście Angel Falls. Z drugiej – niezwykle utalentowanym agentem organizacji nazywanej Strażą – strażnikiem czasu, którego misją jest chronienie historii. Nie wolno dopuścić, aby samolubna, nieobliczalna potęga zmieniła bieg przeszłych wydarzeń, aby w przyszłości ugruntować swoją władzę. Tymczasem jednak Ethana spotyka zaszczyt, połączony z wielką odpowiedzialnością: zadanie wyszkolenia nowej Strażniczki. Gdyby jeszcze nie była młodszą siostrą jego byłego najlepszego przyjaciela…

Isabel prawie już zapomniała o chłopaku, w którym podkochiwała się jako dziecko. Nie widziała go od czasów, kiedy pokłócił się z jej bratem. Oczywiście o dziewczynę, piękną Rochelle, która wybrała Matta zamiast Ethana! Ale to nie ma znaczenia – Ethan i tak nie zauważa istnienia Isabel… Aż do dnia, kiedy przypadkowe zdarzenie postawiło jej świat na głowie. Czy to początki choroby psychicznej, czy też jest obdarzona jakimiś dziwnymi mocami? I co ma znaczyć to, że Ethan nagle szuka jej towarzystwa?

W pierwszym tomie trylogii Marianne Curley wraz z bohaterami wkraczamy do świata ukrytego wewnątrz naszego świata. Do rzeczywistości podróży w czasie i walki Porządku z Chaosem. Kto okaże się przyjacielem, a kto wrogiem? Co oznaczają słowa starożytnego proroctwa? Gdzie znajduje się starożytne miasto Veridian, kryjące sekrety dawno zaginionej cywilizacji?






Tytuł: Straż
Tytuł oryginalny: Guardians of Time: The Named
Seria/cykl wydawniczy: Strażnicy Veridianu tom 1
Autor: Marianne Curley
Tłumacz: Małgorzata Kaczarowska
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 432
Data premiery: 4.05.2011
ISBN: 978-83-76-86-047-3
Moja ocena: 5/6




Podróże w czasie to ostatnio motyw dość często spotykany przeze mnie w literaturze. Motyw, któremu mówię zdecydowane tak. Być może dla niektórych moli książkowych jest to temat, który już powoli powoduje znużenie. W moim przypadku jest zupełnie odwrotnie. Jestem bardzo ciekawa jak z tak interesującym pomysłem radzą sobie różnorodni autorzy. Jak dotąd moją sympatię zdobyła seria Poza czasem z „Magiczną gondolą” czy „Gorączką” na czele. Trylogia Marianne Curley zapowiada się niezwykle dobrze i już teraz wpisuję ją na listę moich ulubionych tytułów książkowych. „Straż” – powieść otwierająca trylogię Strażnicy Veridianu – urzekła mnie swoją intrygującą, kipiącą akcją fabułą, wyraziście nakreślonymi postaciami i fantastycznym, lekkim stylem.

Narracja w powieści jest dwutorowa prowadzona przez głównych bohaterów – Ethana i Isobel. To mój ulubiony typ narracji. Dzięki takiemu zabiegowi autor daje nam możliwość zajrzenia w psychikę dwóch nadrzędnych postaci, poznać ich spostrzeżenia i przemyślenia i tym samym ułatwia nam nakreślenie całej sylwetki bohatera  - Ethana i Isobel. Dobrze przedstawiony portret psychologiczny postaci to dla mnie dość istotny element udanej powieści. W przypadku „Straży” Marianne Curley prezentuje głównych bohaterów w sposób naprawdę wyrazisty. Bohaterowie to postacie, które poznajemy poprzez ich życiowe dramaty, wspólne spotkania oraz akcje, w których biorą udział. Narracja z punktu widzenia Ethana i Isobel zdecydowanie pomaga w kreacji tych dwóch jakże ciekawych postaci o odmiennych charakterach.

Ethan to pozornie zwyczajny nastolatek. Życie go nie oszczędziło. Niegdyś jego rodzinę dotknęła straszna tragedia – zarówno rodzice chłopaka, jak i on sam musieli stawić czoła śmierci Sery – siostry Ethana. Wydarzenie to znacząco wpłynęło na relacje rodzinne chłopaka. Rodzice Ethana wciąż przeżywają śmierć córki - matka cierpi na depresję, a ojciec stał się bardziej wycofany, zamknięty w sobie. Ethanowi również ciężko jest pogodzić się z utratą ukochanej siostry i tak naprawdę i jemu nie udało się oswoić z tragedią. Jego życie jest jednak wypełnione obowiązkami i zadaniami, które pomagają mu zapomnieć o tym traumatycznym zdarzeniu sprzed lat. Ethan jest Strażnikiem Czasu. Jego rola w Straży – organizacji chroniącej przeszłość przed zmianami - jest dość istotna, a wzrasta jeszcze bardziej w chwili, kiedy chłopak pod swoje skrzydła ma przyjąć pewną Uczennicę. Isabel to druga, główna postać „Straży”. Kolejna postać, której nie można zarzucić mdłości i nijakości. Wprost przeciwnie. Isobel nie ma pojęcia o tym, że posiada umiejętności, które charakteryzują Strażnika Czasu. Dopiero niedługo, z pomocą Ethana, odkryje je i pozna tajniki Strażników Veridianu. Dowie się na czym polega ich praca, weźmie udział w swoim pierwszym zadaniu i z pewnością pozna smak prawdziwej przygody. Jak zakończy się jej podróż w czasie, która niekoniecznie potoczy się według planu?

Skoro mowa o bohaterach „Straży” warto wspomnieć o Arkarianie – niezwykle opanowanym sześciuset letnim mężczyźnie o fiołkowych oczach i szafirowych włosach. Dodam jeszcze, że pomimo swojego wieku, Arkarian cieszy się urodą młodzieńca, co zawdzięcza swojemu talentowi. Tak, Strażnicy Czasu obdarzeni są specjalnymi umiejętnościami określanymi mianem talentu. Postać ta jest bardzo tajemnicza, a jego opanowanie i cierpliwość hipnotyzujące. To bohater, który wzbudza zainteresowanie właśnie dzięki aurze tajemniczości oplatającej jego postać.

Akcja w powieści mknie już od pierwszych stron. Obfituje w liczne przygody, a narzucone przez autorkę tempo nie sprzyja monotonii czy znużeniu. Na kolejnych stronach powieści autorka ujawnia szczegóły dotyczące funkcjonowania Straży. Dzięki zadaniom, których podejmują się główni bohaterowie przenosimy się w czasie i bierzemy udział w historycznych chwilach. Początkowo obawiałam się tych historycznych wydarzeń, jednak Marianne Curley tak lekko i ciekawie wkomponowała je w powieść, że nie przeszkadzały mi ani trochę. Chwilami miałam nawet ochotę na więcej.

Ethan i Isobel. Chłopak i dziewczyna. Przyznam, że już na początku powieści spodziewałam się, że pomiędzy tą dwójką rozwinie się coś więcej niż przyjaźń. Nic z tego. W tej powieści takiej schematyczności nie zaznacie. Wcale nie szkoda. Powiem krótko - uwielbiam miłe niespodzianki i zaskoczenia i tak było właśnie podczas lektury „Straży”.

„Straż” to świetna lektura, którą czyta się błyskawicznie. Sprzyjają temu galopująca akcja przepełniona ciekawymi zdarzeniami i podróżami w czasie, przekonujący bohaterowie, których nie sposób nie lubić oraz lekkie pióro Marianne Curley. Powieść ta to nie tylko świetna zabawa, to przede wszystkim zabawa poruszająca istotne w życiu każdego człowieka kwestie. Można do nich zaliczyć przyjaźń, odwagę oraz honor. Książka ta dostarczyła mi naprawdę pozytywnych wrażeń, czego niewątpliwym dowodem jest fakt, że natychmiast po skończeniu jej lektury sięgnęłam po kontynuację – „Mrok”

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Jaguar
By Unknown
Poruszający i niebanalny romans obyczajowy skierowany do młodych kobiet. Bestseller – prawie osiemset opinii na Amazonie, w tym ponad sześćset pięciogwiazdkowych. Książka o miłości, odwadze i poczuciu winy, które mogą zmienić całe ludzkie życie.

Kiedy Jacqueline przyjechała za swoim chłopakiem, do college’u, nie spodziewała się, że po dwóch miesiącach Brad zakończy wieloletni związek. Teraz musi odnaleźć się w zupełnie obcej rzeczywistości – jest singielką, studiuje ekonomię zamiast muzyki, a byli znajomi traktują ją jak powietrze.

Pewnej nocy, tuż po wyjściu z imprezy, Jacqueline zostaje zaatakowana przez Bucka, przyjaciela jej eks-chłopaka. Ocalona przez nieznajomego, który wydaje się być przypadkiem we właściwym miejscu i o właściwym czasie, dziewczyna chce tylko zapomnieć o koszmarnym wydarzeniu. Jednak Lucas, jej wybawca, nie spuszcza z niej oka. Jacqueline nie wie, czego może się spodziewać po skrytym mężczyźnie, który całe zajęcia spędza gapiąc się na jej plecy i szkicując w notatniku.

Kiedy okazuje się, że Buck nadal prześladuje Jacqueline, ta ma do wyboru: pozostać ofiarą albo nauczyć się bronić. Luke wydaje się być rycerzem na białym koniu, ale i on ma swoje tajemnice.

 
tłumaczenie: Ewa Bobocińska
tytuł oryginału: Easy
wydawnictwo: Jaguar
data wydania: 6 lutego 2013
ISBN: 9788376861654
liczba stron: 336

Tej nocy Jacqueline postanowiła wcześniej opuścić imprezę, na którą wybrała się z przyjaciółką i wrócić do domu. Nie tak dawne rozstanie z chłopakiem wciąż powodowało w niej pewną niechęć do spotkań towarzyskich. Skierowała się do swojego samochodu i chciała pojechać do akademika. Niestety została zaatakowana przez silnego napastnika, którego ciężar poczuła na swoim ciele. Była bezbronna. Przeznaczenie jednak pisało dla niej inny scenariusz. Do nieszczęścia nie doszło, gdyż zjawił się tajemniczy nieznajomy, który wybawił Jaqueline z opresji. Jak się szybko okazało Jaqueline miała okazję spotkać chłopaka, który ją uratował jeszcze nie jeden raz.

Pierwszoosobowa narracja „Tak blisko” autorstwa Tammary Webber umożliwia nam dogłębne poznanie głównej bohaterki. Przyznam, że jest to mój drugi ulubiony typ narracji. Tammara Webber świetnie wykorzystuje ten zabieg literacki, dzięki któremu czytelnik poznaje wewnętrzne przemyślenia i spostrzeżenia narratora. W „Tak blisko” narrację pierwszoosobową prowadzi Jacqueline. Opowiadana przez nią historia stanowi fragment jej życia, fragment dość burzliwy, nie tylko ze względu na trudną sytuację, w której się znalazła, ale także ze względu na targające dziewczyną emocje, które niewątpliwe są dla niej nowym doświadczeniem. 

Jacqueline to postać, która na kartach powieści się zmienia. Z zagubionej, małej dziewczynki przeradza się w silną osobowość znającą swoją wartość i walczącą o swoje racje. To dziewczyna, którą na pewno da się lubić.  Podobnie jest w przypadku przyjaciółki Jaqueline, bohaterki drugoplanowej. Przyznam, że to ją obdarzyłam swoją sympatią w pierwszej kolejności. Urzekła mnie jej postawa wobec przyjaciółki, poświęcenie, na które się zdecydowała bez zastanowienia i wsparcie udzielane koleżance nieustannie.

Warto wspomnieć, że „Tak blisko” to nie tylko opowieść o miłości. To także powieść o prawdziwej przyjaźni, której nie brakuje fundamentalnego elementu - zaufania. Relacje Jacqueline i Erin są wręcz idealne. Erin to przyjaciółka doskonała, która bez wahania podejmuje odpowiednie kroki, by pomóc Jaqueline. Niesamowite jest to, że pomimo swojej doskonałości Erin nie jest postacią przerysowaną, a jej zachowanie nie jest groteskowe. Uważam, że autorka sprostała wyzwaniu przy kreacji tej postaci i świetnie wyczuła granicę, której nie przekroczyła, tworząc pełną wsparcia i zrozumienia Erin.

Na uwagę w powieści niewątpliwie zasługują męskie charaktery. Na pierwszym planie mamy Lucasa i Landona. Jest też wciąż obecny w życiu dziewczyny jej były chłopak Kennedy. Każda z tych postaci charakteryzuje się pewną odmiennością. I bardzo dobrze. Ta różnorodność z pewnością odgrywa pozytywną rolę w odbiorze powieści. Co więcej, zapobiega monotonności i przyczynia się utworzenia obrazu ludzkich charakterów. 

„Tak blisko” to bardzo przyjemna lektura, która przepełniona jest uczuciem rozkwitającym na oczach czytelnika. To także powieść, która porusza ciężkie tematy. Wartka akcja wzbudzi ciekawość, a tajemnica Lucasa tylko ją podsyci.  Jestem przekonana, że powieść zdobędzie wielu fanów gatunku. Niezaprzeczalnie spodoba się także nastoletnim czytelniczkom, które lubią romantyczne historie.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Jaguar
By Unknown
Empyraen, ogromny statek kosmiczny, jest jedynym światem, jaki zna Waverly. Tutaj się urodziła – w pierwszym pokoleniu tych, których noga nigdy nie postała i nie postanie na zniszczonej wojnami ojczystej planecie. Waverly wie, że jej życie zostało już zaplanowane. Poślubi charyzmatycznego Kierana, typowanego na następcę kapitana Empyraen, i wyda na świat kolejne dzieci, których potomstwo zaludni w przyszłości nową Ziemię. Tak trzeba, to obowiązek tych, którzy wyruszyli w kosmos.

Nikt na pokładzie nie podejrzewa, że Empyraen stanie się celem ataku. New Horizon, okręt bliźniak, który wyruszył w podróż na długo przed statkiem Waverly, dopuszcza się zdrady. Dochodzi do masakry. Młode kobiety i dziewczynki zostają porwane. Dorośli – wymordowani.

Kieran, który przed czasem musi objąć rolę dowódcy, staje przed trudnym zadaniem. Pozbawiony wsparcia autorytetów, sam musi zapanować nad statkiem pełnym zrozpaczonych i zbuntowanych młodych ludzi. Bez kobiet ich misja skazana jest na niepowodzenie...



tłumaczenie: Grzegorz Komerski
tytuł oryginału: Sky Chasers: GLOW
seria/cykl wydawniczy: Gwiezdni wędrowcy tom 1
wydawnictwo: Jaguar
data wydania: styczeń 2013
ISBN: 9788376861371
liczba stron: 406

„Blask” znalazł się na mojej liście MUST HAVE już tego dnia, kiedy po raz pierwszy pojawiła się wzmianka o polskim wydaniu powieści Amy Kathleen Ryan. Nietuzinkowa fabuła utrzymana w klimacie, który uwielbiam – fantasy – z góry dodała temu tytułowi punkty. Opis intrygował, niezwykle przyciągająca oprawa graficzna kusiła, a ja już wtedy czułam, że tę powieść wpiszę na listę najbardziej ulubionych przeze mnie książek. Przeczucie mnie nie zawiodło. „Blask” przeczytałam jednym tchem, a opowieść w niej zawarta skłoniła mnie do wielu przemyśleń i refleksji.



Waverly i Kieran – główni bohaterowie pierwszej części Gwiezdnych wojen - od lat przebywają na statku kosmicznym Empireum kierującym się na Nową Ziemię. Empireum zamieszkują również inni członkowie załogi, wśród których znajdują się zarówno dorośli, jak i dzieci. Opowieść rozwija się bardzo szybko, bo już na początkowych stronach książki dowiadujemy się o szczególnym dniu Waverly i Kierana - dniu oświadczyn. Los jednak zgotował im coś gorszego niż błogie szczęście, jakiego mieli doznać. Tego samego dnia statek-bliźniak Nowy Horyzont przybliża się do Empireum. Okazuje się, że celem Nowego Horyzontu nie jest jednak przyjacielska pogawędka, a uprowadzenie wszystkich dziewczynek z Empireum. Waverly i Kieran zostają rozdzieleni. Waverly, porwana wraz z pozostałymi dziewczętami, przebywa na Nowym Horyzoncie, a Kieran zostaje na Empireum. Czy pisane jest im wspólne życie wśród gwiazd?



Zarówno Waverly na Nowym Horyzoncie, jak i Kieran na Empireum mają swoje zadania do wypełnienia. Amy Kathleen Ryan stawia bohaterów w obliczu niebywale trudnych życiowych wyborów i opisuje emocje jakie nimi targają podczas podejmowania decyzji. To świetne stadium psychologiczne postaci. Bohaterowie nie są w żaden sposób przerysowani, przypominają tak naprawdę każdą ludzką istotę. Nie są idealni, popełniają błędy - jak każdy z nas. Przychodzi im także ponosić konsekwencje swoich czynów i co więcej borykać się z nimi, z reguły, w samotności. Poza dojrzałymi nastoletnimi postaciami, w powieści nie zabraknie beztroskich dziecięcych emocji. Autorka serwuje nam przede wszystkim obraz cierpiących maluchów, ich lęki dnia dzisiejszego i strach przed dniem jutrzejszym. W „Blasku” mamy też osoby dorosłe doświadczone przez życie. Jak się okazuje i oni muszą dokonać wielu istotnych wyborów, niekiedy heroicznych. „Blask” to społeczeństwo, które stawiając czoła niebezpieczeństwu podejmuje te najbardziej właściwe kroki, których celem jest uratowanie drugiej istoty.


Obok przełomowych, znaczących postanowień bohaterów obu statków, Amy Kathleen Ryan porusza jeszcze inne niebłahe tematy takie jak prawda, czy wiara. To motywy od lat budzące wiele kontrowersji, a do tego - moim zdaniem - dość trudne i delikatne kwestie. Posiadają one przecież różne oblicza, a każde z nich może w czyimś przekonaniu być tym właściwym. W jaki sposób autorka Gwiezdnych wędrowców odnosi się do tych zagadnień? Powiem tylko, że jej przedstawienie tak poważnych elementów ludzkiego życia jest bardzo ciekawe.



„Blask” to naprawdę świetna powieść, w której nie zabraknie ciężkich tematów. Wybory, prawda i wiara malują się na pierwszym planie historii pełnej miłości, nie tylko tej pomiędzy kobietą i mężczyzną, ale również tej rodzinnej i matczynej. To właśnie ta bardzo ludzka znana mi natura, te zachowania, w  których pojawiają się błędy, te niełatwe uczuciowe dylematy bohaterów „Blasku” sprawiły, że tak bardzo pokochałam tę powieść. Amy Kathleen Ryan po mistrzowsku w kosmicznej przygodzie umieściła tak ludzkie postacie. Ich dalsze losy nie są mi obojętne - pozostaje mi jedynie czekać na drugi tom Gwiezdnych Wędrowców.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu Jaguar
 
By Unknown
Uważaj, czego pragniesz... Możesz to otrzymać.

Uporządkowane życie Isobel, kapitan szkolnej drużyny czirliderek, właśnie zaczyna się walić. Pan Swanson, nauczyciel literatury, wymyślił następny ze swoich koszmarnych projektów. W parach. I kazał Isobel pracować razem z Panem-Ciemności-Varenem, niesympatycznym, wykolczykowanym gotem, z którym nikt z klasy nie zamienił nigdy bodaj jednego słowa. Może dlatego, że z kamieniami ciężko rozmawiać?

Przy bliższym poznaniu Varen okazuje się jeszcze mniej czarujący, niż się zapowiadało. Wesoły jak cmentarzysko, ciepły jak granitowa płyta, a na dodatek potwornie zgryźliwy. Ale ma to, czego rozpaczliwie potrzebuje Isobel – wiedzę na temat twórczości Edgara Allana Poego. Co więcej, jest gotów wziąć na siebie większą część zadania. Walcząc z uczuciem, że podpisuje cyrograf, Isobel przystępuje do projektu. W końcu wspólna praca nie będzie trwała wiecznie...

Albo będzie trwała, jeśli koszmar, który nosi w sobie Varen, wyrwie się na wolność. Wystarczy kilka dni, by przyjaciele odwrócili się od Isobel, kilka dni, by zmieniło się całe jej życie i kilka nieprzyjemnych słów, by najmroczniejsze marzenia zaczęły się urzeczywistniać. Uważaj, czego pragniesz – możesz to otrzymać.

„Nevermore” to debiutancka powieść amerykańskiej pisarki Kelly Creagh, mieszkającej w Kentucky, uzależnionej od kawy pasjonatki twórczości Edgara Allana Poego. Kelly jest absolwentką Uniwersytetu Spalding i instruktorką tańca brzucha.


tytuł oryginału: Nevermore
seria/cykl wydawniczy: Nevermore tom 1
wydawnictwo: Jaguar
data wydania: listopad 2011
ISBN: 978-83-7686-065-7
liczba stron: 456

„Nevermore: Kruk” już od jakiegoś czasu zajmuje swoje miejsce w mojej domowej biblioteczce. Ale wiecie jak to jest: pierwszeństwo czasem mają inne książki. Kiedy jednak na rynku pojawiła się druga część cyklu o Isobel i Varenie, i co więcej dotarła do mnie w formie egzemplarza recenzenckiego, nie było czasu na wymówki - szybko zabrałam się za lekturę.



Główni bohaterowie „Nevermore” to cheerliderka i got - odważne połączenie. Isobel jest zwyczajną nastolatką spędzającą większość swojego czasu razem z przyjaciółmi i chłopakiem Bradem. Varen - tajemniczy got wyróżnia się na tle pozostałych uczniów specyficznym ubiorem, a także zachowaniem. Isobel i Varen mają wspólnie pracować nad projektem o twórczości Edgara Allana Poe. Oboje nie bardzo cieszą się z takiego doboru, jednak nie mogą tego zmienić. Podczas wspólnych chwil spędzonych nad projektem Isobel nie tylko poznaje świat Varena, ale także jego samego. Ich relacje zaczynają się zacieśniać, ale autorka decyduje sie nie wprowadzać w nie zbyt dużo słodkości. Wątek romantyczny rozwija się tutaj dość wolno. Wkrótce mają miejsce dziwne wydarzenia, a mroczne sny przytrafiające się dziewczynie zaczynają zacierać się z rzeczywistością.



Podczas lektury pierwszych stron powieści miałam bardzo mieszane uczucia. Zaczęłam się nawet na pewnym etapie zastanawiać, co tak ogromnie zachwyciło miliony osób czytających tę lekturę. Wszystko wyjaśniło się już niebawem. Kiedy akcja zaczęła przyspieszać, a fabuła przybierać mroczne barwy, powieść zaczęła mnie tak wciągać, że nie mogłam się od niej oderwać. Takie tytuły lubię!



Zdecydowanie muszę wspomnieć o świetnym zabiegu jaki wykorzystała w powieści Kelly Creagh. Niezwykłe utwory Edgara Allana Poe wplotła w akcję powieści tak, że nie odstawały one ani odrobinę. Wszystkie wiersze, a nawet fakty z życia Poe niesamowicie tworzą klimat „Nevermore”. Trochę mistycyzmu z magicznych opowieści i grozy zaczerpniętej z twórczości Poe stworzyło receptę na udaną książkę.


Gotyk, tajemnica, poezja a nawet magia – czyż taka mieszanka nie jest wybuchowa? Elementy te zręcznie wkomponowane w całość opowieści „Nevermore” gwarantują przyjemnie spędzony czas z książką. Już teraz jestem bardzo ciekawa kontynuacji Kruka, za którą zabieram się już jutro.


By Unknown
Starsze posty Strona główna

FACEBOOK

She Tetiisheri

KATEGORIE

  • Fit
  • Fit kuchnia
  • Książki
  • Oficjalne recenzje dla LC
  • Uroda
  • Zdrowie

Popularne posty

  • Prywatnie
  • Requiem (Delirium #3), Lauren Oliver
  • Dziewięć żyć Chloe King. Upadła (#1), Liz Braswell [przedpremierowo]
  • 32. Drżenie, Maggie Stiefvater
  • Tak blisko, Tammara Webber
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zdjęcia i teksty są własnością autorki bloga. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez wiedzy i zgody autorki bloga jest zabronione.

Copyright © 2016 TETIISHERI. Designed by OddThemes & Blogger Templates