• Home
  • Współpraca

Post AD

TETIISHERI

BLOG LIFESTYLE'OWY

Mercy Hart jest córką jednego z najbogatszych i zarazem najbardziej pobożnych londyńskich kupców. Kit Turner to aktor i nieślubny syn zmarłego hrabiego Dorset.
Zrządzenie losu sprawia, że ich drogi się przecinają. Ich uczucie napotyka jednak liczne przeszkody. Dziewczyna musi zdecydować, czy pójdzie za porywem serca, czy skaże siebie i ukochanego na męki niespełnionej miłości.


Tytuł: Gra o miłość
Tytuł oryginalny:
The Rouge Princess
Seria/cykl wydawniczy: Kroniki rodu Lacey tom 3
Autor: Eve Edwards
Wydawnictwo:
Egmont
Liczba stron:
Data premiery: 19 lutego 2014
Moja ocena: 5/6




Miłość bez granic


,,Gra o miłość" jest już trzecim (po „Alchemii miłości” i „Demonach miłości”) tomem kronik rodu Lacey'ów. Eve Edwards konsekwentnie trzyma sie wytyczonego toru i ponownie zaprasza czytelnika w podróż w odległe czasy, w których tym razem głównym bohaterem jest Kit Turner, aktor i nieślubny syn zmarłego hrabiego Dorset.

Londyn i okres panowania Tudorów to świetne tło dla serii Eve Edwards. Autorka przypomina jak wyglądały relacje społeczne w tamtejszych czasach. Kit Turner - biedny aktor przypadkiem spotyka Mercy Hart, pannę z bogatego domu. W tę dwójkę trafia strzała Amora, a ich uczucie z dnia na dzień się pogłębia. Proste szczęście i harmonia rodzinna nie są im jednak pisane. Czy miłość głównych bohaterów będzie w stanie przetrwać niemałe przeszkody stające na ich drodze? Para będzie zmuszona stawić czoła poważnym wyzwaniom i pokonać wiele trudności, by wreszcie podjąć ostateczną decyzję dotyczącą wspólnej przyszłości. Jak więc potoczą się losy zakochanych?

Po „Grę o miłość” sięgnęłam bez zastanowienia. Kroniki rodu Lacey'ów zawładnęły moim sercem, bohaterów poszczególnych części polubiłam na samym starcie, sposób opisywanej przez autorkę w nieprzeciętny, skuszę się o stwierdzenie – „mało historyczny” sposób epoki przypadł do gustu, a język powieści zafascynował. Wspomnę, że powieści z tłem historycznym czytam bardzo rzadko – niestety historia się ze mną nie lubi. Pamiętam jak z wielkim wahaniem otwierałam pierwsze strony „Alchemii miłości”. Zwyczajnie bałam się spotkania z historią. Niepotrzebnie. Eve Edwards posiada pewną zdolność i tworzy opowieści, których tło jest istotne, ale jest tak delikatnie uformowane, z tak doskonałym wyczuciem przekazania ważnych historycznych faktów, że największy nawet wróg tego typu opowieści ze spokojem i łatwością przyswoi, ba – może nawet rozkocha się, jak ja w prezentowanej relacji z zamierzchłych czasów.

Interesująca fabuła przepełniona mnogością zdarzeń zachęca do lektury. Umiarkowana akcja pozwala na spokojne delektowanie się lekturą i gwarantuje mile spędzony wieczór z książką. Tempo rozwoju zdarzeń zdecydowanie sprzyja wątkowi zakazanej i nieakceptowanej przez większość społeczeństwa żyjącego w czasach Tudorów miłości. Czytelnik, bez pośpiechu, ma możliwość poznania głównych protagonistów i obserwację kwitnącego między nimi uczucia, a także stworzenie własnego rozwoju wypadków, by potem przekonać się, czy jego wizje są spójne z wyobrażeniami autorki.

Eve Edwards po raz kolejny nie zawodzi. Jej proza charakteryzuje się lekkim stylem, co z pewnością ma wpływ na przyjemność, jaką czerpiemy czytając daną książkę. Fakt, że powieść autorki z jednej strony łączy w sobie elementy lekkości, a z drugiej strony zaskakuje czytelnika wywołującymi niepokój zdarzeniami jest godny uwagi. Uważam, że autorce manewr ten udał się na piątkę.  Specyficzny, stylizowany na epokę Tudorów język, bardzo odpowiedni dla cyklu o rodzie Lacey’ów, fantastycznie dopełnia całości. Dodajmy jeszcze do tego dworskie maniery tamtejszych czasów. Połączenie tych wszystkich elementów to krótko mówiąc świetna kombinacja.

Czasy Tudorów i obraz świata skupiający się na skomplikowanych relacjach osób pochodzących z różnych warstw społecznych. Lekkość pióra, stylizowany na tamtą epokę język i dość stonowana akcja, w której nie brakuje niespodziewanych wydarzeń to kolejne części składające się na „Grę o miłość”. Nie można nie wspomnieć o ciekawych postaciach i ich sercach przepełnionych wielkim uczuciem oraz emocjom towarzyszącym Mercy i Kitowi w drodze ku prawdziwemu szczęściu. Są również trudne decyzje i życiowe wybory. „Gra o miłość” to historia, którą naprawdę warto poznać. Gorąco polecam!


By Unknown

Drugi tom „Kronik rodu Lacey” przenosi czytelników w barwne i fascynujące czasy Anglii Tudorów. Lady Jane Rievaulx, dwórka królowej Elżbiety I, oczekuje przybycia na dwór Jamesa Laceya. Uczucie tych dwojga przez lata było poddawane wielu próbom. Niegdyś James, uciekając przed demonami własnej duszy, wybrał się w niebezpieczną podróż do Ameryki. Lady Jane zaś została skazana na małżeństwo z niechcianym, znienawidzonym cudzoziemcem. Teraz niezależna i piękna Jane w walce o swoje osobiste szczęście będzie musiała stawić czoło utartym obyczajom i konwenansom. Czy James Lacey zdąży wrócić, aby wybawić ją z opresji i ocalić ich trudną miłość?

Tytuł: Demony miłości
Tytuł oryginalny: Queen's lady
Seria/cykl wydawniczy: Kroniki rodu Lacey tom 2
Autor: Eve Edwards
Wydawnictwo: Egmont Polska Sp. z o. o.
Liczba stron: 230
Data premiery: 6 listopada 2013
Moja ocena: 5/6
 
W sidłach miłości

Dynastia Tudorów. Lady Jane Rievaulx, dwórka Królowej Elżbiety I wyczekuje Jamesa Lacey’a, który właśnie wraca z wojny. Młodziutka Jane niegdyś związana z bratem Jamesa, wbrew woli ojca poślubiła starszego mężczyznę, którego teraz opłakuje. Wdowa znalazła się w trudnej sytuacji i musi stawić czoło panującym w XVI wiecznej Anglii konwenansom. Najbliżsi już znaleźli dla niej odpowiednią partię i wszelkimi siłami namawiają ją na rychły ślub. Ta jednak tak łatwo się nie podda. To młoda, aczkolwiek pełna drapieżnego charakteru i temperamentu dziewczyna, dla której miłość w związku ogrywa istotną rolę. Dwórka marzy o Jamesie i wiąże z nim duże nadzieje. Czy przeszłość pozwoli mu odwzajemnić uczucia Jane i czy sprosta jej oczekiwaniom?

Drugi tom Kronik Rodu Lacey w całości został poświęcony niełatwym relacjom pomiędzy Jane i Jamesem. Eve Edwards przedstawia losy dwóch głównych bohaterów naprzemiennie, dzięki czemu czytelnik w czasie rzeczywistym poznaje dalsze fakty z życia tej dwójki. Lady Jane to postać, którą miałam okazję poznać podczas lektury pierwszego tomu kronik „Alchemii miłości”. Nie była to moja ulubiona bohaterka, większą sympatią obdarowałam Ellie, choć niektóre postępki Jane są godne pochwały. W „Demonach miłości” spodziewałam się dalszych losów Ellie i Willa. Ku mojemu zaskoczeniu, Eve Edwards koncentruje się na zupełnie innych osobach. Pomimo pewnego rozczarowania, moją kolejną podróż na elżbietański dwór, a drugą w towarzystwie lady Jane uznaję za bardzo udaną.

Niewątpliwie, fantastycznie wykreowany i doskonale wykorzystany przez Eve Edwards wątek romantyczny odgrywa w odbiorze powieści szalenie istotną rolę. Miłośnicy cudownych opowieści o miłości nie mają prawa się zawieść. Autorka z gracją opisuje piękne uczucie, wokół którego aranżuje liczne intrygi na królewskim dworze i które okrasza niebezpiecznymi morskimi wyprawami. Mało tego, język jakim posługuje się pisarka znakomicie oddaje ducha tamtejszej epoki. Wszystkie te elementy są świetnie ze sobą powiązane, co sprawia że powieść czyta się niezwykle lekko i przyjemnie.

Kroniki Rodu Lacey są powieściami historycznymi. Spieszę szybko z informacją dla tych, którzy tego przedmiotu nie zaliczają do swoich ulubionych. Absolutnie nie będzie to przeszkadzało w przyjemnej lekturze książki, bowiem autorka osadzając fabułę w czasach Tudorów zdecydowała się nie wprowadzać czytelnika w polityczne meandry, a odpowiednio dobierając styl pisania idealnie odzwierciedliła klimat dworu elżbietańskiego.

„Demony miłości” to fascynująca kontynuacja „Alchemii miłości”, która porwie wielu fanów romantycznych opowieści. Wciągająca fabuła przepełniona wzlotami i upadkami podobnie jak w pierwszym tomie serii wraz z przedstawionym przez Eve Edwards światem pięknie się komponują. Skrywane tajemnice, niebezpieczne spiski i intrygujące morskie podróże dopełniają całości. Uczucia przepełniają każdą stronę tej powieści. Zdradzę jeszcze tylko, że strzała Amora trafi nie tylko w głównych protagonistów drugiej części kronik. Polecam!


By Unknown
Kiedy w 1582 roku młody Will Lacey został hrabią Dorset, czekało go trudne zadanie. Zmarły ojciec zostawił majątek w ruinie i Lacey musiał jak najszybciej ożenić się z posażną panną, aby uratować swój ród. Na dworze Elżbiety I pełno było takich dam, lecz serce Willa biło mocniej tylko dla Ellie – ślicznej, uczonej dziewczyny, która nie posiadała nic poza bezwartościowym hiszpańskim tytułem. Gdy rodzina nalegała, aby Will poślubił lady Jane, piękną i bogatą szlachciankę, której majątek mógłby podnieść ich ród z upadku, młody hrabia stanął przed odwiecznym wyborem – serce czy rozum? Książka Eve Edwards jest mądrą opowieścią o miłości w trudnych czasach, podległych wielkiej polityce. Anglia, której król Henryk VIII narzucił przejście na protestantyzm, pod władzą Elżbiety I żyje obsesją katolickich szpiegów i zagrożenia ze strony Hiszpanii. Szlachcic z dworu królowej, który zakochał się w dziewczynie z hiszpańskim tytułem, wiele ryzykował…

Tytuł: Alechemia miłości
Tytuł oryginalny:
The Other Countess
Seria/cykl wydawniczy: Kroniki rodu Lacey
Autor:
Eve Edwards
Wydawnictwo:
Egmont
Liczba stron: 384
Data premiery:
25 września 2013
Moja ocena: 4,5/6

Wiek XVI. Dwór królowej Elżbiety I. Will Lacey ma niełatwe zadanie do spełnienia. Otrzymuje w spadku po ojcu cały majątek, który chyli się ku upadłości. Hrabia bardzo szybko musi znaleźć bogatą pannę, która uratuje go z ciężkiej sytuacji. Znalezienie panny na dworze elżbietańskim nie jest trudne - jest ich mnóstwo. Problem w tym, że Will kocha już pewną kobietę. Ta niestety nie jest zamożną osobą, a jej tytuł - hiszpański - w niczym Willowi nie pomoże. Jaką decyzję podejmie hrabia?

Ellie to postać, którą polubiłam już od pierwszych stron powieści. Dziewczyna od zawsze miała pod górkę. Jej ojciec trudzi się alchemią, co nie przynosi mu pozytywnych relacji z innymi. Ellie wraz z ojcem zostają wygnani z dworu hrabiego i odtąd muszą liczyć na łut szczęścia. Eksperymenty ojca nie przynoszą zadowalających rezultatów, zła sława zaczyna otulać starszego człowieka i przy okazji również jego córkę. Zmuszeni są do ukrywania się, życia w stodołach i gospodarstwach. Ellie nie ma zbyt wielkiego wyboru i musi poddać się woli ojca, tym samym poświęcić swoje nastoletnie dni na naukę i studiowanie trudnych ksiąg. Któregoś dnia los uśmiecha się do nich, a propozycja pomocy zainteresowanemu alchemią hrabiemu raduje ich serca.

„Alchemia miłości” to romans historyczny. Kiedyś myślałam, że nigdy nie sięgnę po powieści z historią w tle. Zdanie zmieniłam podczas lektury „Odmieńca”  Philippy Gregory, a teraz ponownie przekonałam się, że taki dodatek w książce absolutnie mi nie przeszkadza. To prawda, że Eve Edwards opiera się na faktach historycznych i wykorzystując swoją wiedzę w tym temacie używa ich jako bazy do rozgrywających się w „Alchemii miłości” wydarzeń. Autorka robi to w znakomity sposób, który ani trochę mnie nie nużył, a dodam, że historia to przedmiot, który nie należał do moich ulubionych i starałam się raczej omijać wszelkie tematy z nią związane.

Oczywiście w pierwszym tomie o rodzie Lacey historia odgrywa swoją istotną rolę, aczkolwiek nie znajdziemy tutaj opisów o ówczesnej politycznej czy gospodarczej sytuacji, nie natkniemy się na daty i suche fakty, a przede wszystkim nie poczujemy się nią przytłoczeni, bo to miłosny wątek powieści wysuwa się na pierwszy plan.

Romantyczna miłość przedstawiona w powieści to uczucie bardzo dojrzałe. Mogłoby nas to zdziwić, gdyż kwitnie ono w sercach bardzo młodych bohaterów. Tym bardziej mi się podoba – to nie ckliwa opowiastka, która zwykle skierowana jest do młodzieży, a prawdziwy romans dla ceniącego sobie głębię uczucia czytelnika.

Warto wspomnieć, że język powieści jest idealnie dopasowany do czasów, w których toczy się akcja książki. Styl Eve Edwards naprawdę fantastycznie pasuje do ducha tamtejszych czasów. Do tego jest łatwy i przyjemny w odbiorze.

Podsumowując, „Alchemia miłości” to powieść o pięknym uczuciu na dworze elżbietańskim. Eve Edwards serwuje czytelnikom romantyczną ucztę ze szczyptą historii. Nie sposób odmówić sobie takiej przyjemności. 



By Unknown
Jest rok 2264. Mroczna Zima już minęła. Średnia długość życia to sto pięćdziesiąt lat. Większość prac wykonują roboty. Ludzie posługują się mózgołączem, które pozwala im na zapisywanie wspomnień w globalnej bazie danych. Zaimek osobowy „ja” wyszedł z użycia. W tym stechnokratyzowanym społeczeństwie miłość jest czymś niepożądanym. Finn Nordstrom, dwudziestosześcioletni historyk i tłumacz martwego języka niemieckiego zostaje poproszony o zbadanie tajemniczego znaleziska – dziennika dziewczyny z XXI wieku. Tymczasem w innej czasoprzestrzeni Eliana odwiedza ulubioną berlińską księgarnię. Spotka w niej przystojnego mężczyznę, który nie wie… do czego służy guma do żucia. Co połączy tych dwoje? Niezwykła opowieść o uczuciu rodzącym się wbrew rozumowi.

Tytuł: Nieskończność
Tytuł oryginalny:
Infinitissimo
Seria/cykl wydawniczy: Poza czasem
Autor: Holly-Jane Rahlens
Wydawnictwo:
Literacki Egmont
Liczba stron: 456
Data premiery: 6 listopada 2013
Moja ocena: 5/6



W imię wiecznej miłości

O wizjach przyszłości snuje się wiele teorii. Autorzy prześcigają się w swoich propozycjach, przedstawiając czytelnikowi inny, jakże odmienny obraz rzeczywistości. Czasem wyidealizowany, stworzony na wzór rajskiej wyspy, na której ludziom usługują klony. Tak jest w „Becie” Rachel Cohn. Innym razem świat ten przypomina odosobniony zakątek przeznaczony jedynie do eksperymentów, w którym pomimo wszystko jest miejsce na prawdziwe uczucia, uczucia kiełkujące powoli, ale z dużym natężeniem w nieludzkiej istocie. To z kolei „Geneza” Jessici Khorny. Jest też mroczne „Angelfall”, choć świetne tytuły dystopijnych książek wymieniać można bez końca. „Nieskończoność” Amerykanki Holly-Jane Rahlens również traktuje o przyszłości. Lektura pierwszych stron powieści wydawała mi się nużąca i myślałam już, że powieść okaże się jedną z tych słabszych dystopii wydanych w Polsce. Myliłam się - autorka zaskoczyła mnie oryginalnym pomysłem i niezwykłymi zwrotami akcji.

Uwielbiam motyw „książki w książce”, forma dowolna – listy wplecione w tekst, zagadkowe notatki wyszczególnione innym drukiem, czy jak jest w przypadku „Nieskończoności" tajemniczy różowy pamiętnik nastoletniej dziewczyny, który przetrwał Mroczną Zimę i w roku 2264 trafia do rąk tłumacza - Finna Nordstroma, pracownika Biblioteki Europejskiej w Berlinie. Finn podchodzi do swojej nowej pracy bardzo sceptycznie. Zadanie wydaje mu się niewarte świeczki. Liczył na jakąś większą sprawę, dzięki której dokonałby niewiarygodnego odkrycia ważnego dla ludzkości, choć ta w 2264 roku osiągnęła już wiele. Długość życia wynosi 150 lat, a głównym celem dla każdego mieszkańca planety jest służenie ojczyźnie i zwiększenie liczebności narodzin. Emocje uznano za element szkodliwy, a społeczeństwo wychowano zgodnie z określonymi regułami, w których nie ma miejsca na jakiekolwiek uczucia. Ludzie nawet nie posługują się pierwszą osobą liczny pojedynczej. To smutny świat pozbawiony możliwości odczuwania i reagowania na sytuacje.
Finn, który tłumaczenie dziennika uznał za swoją powinność, z czasem jednak zaczyna chłonąć pamiętnik szalonej nastolatki. Opisywane przez dziewczynę zdarzenia zaczyna odczuwać jako zabawne, wspólnie z nią przeżywa rozterki i coraz bardziej się do niej przywiązuje. Niespodziewanie dwudziestosześcioleatek otrzymuje kolejną propozycję, tym razem jednak nie związaną z tłumaczeniem, a realizacją pewnego projektu. Z pewnym niepocieszeniem wyraża zgodę na udział w grze, a ta zmieni wszystko.

Język powieści początkowo nie przypadł mi do gustu. Jest bardzo specyficzny i dopiero po w dalszej części powieści wyjaśnia się dlaczego jest on tak istotny. Doceniam pracę tłumacza, gdyż przypuszczam, że zadanie nie należało do łatwych. Teraz, po lekturze „Nieskończoności” uważam, że styl powieści idealnie oddaje klimat świata w roku 2264 stworzonego przez autorkę. Niesamowicie podobała mi się przemiana głównego bohatera stopniowo wyzbywającego się charakterystycznego dla tamtejszego społeczeństwa stylu słowa mówionego i pisanego.

Świat XXIII wieku jest niezwykle intrygujący. Aż nie chce mi się wierzyć, że „Nieskończoność” to historia opowiedziana w jednym tomie. Przecież autorka tak mało miejsca poświęciła na szczegóły rzeczywistości przez nią wykreowanej. Zabrakło mi zdecydowanie opisów teraźniejszości przedstawianej przez H.J.Rahlens. Chciałabym poznać więcej detali związanych ze zwyczajami mieszkańców 2264 roku, chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o Mrocznej Zimie i jej ogromnej niszczycielskiej sile, chciałabym poznać dalszy ciąg opowieści. Niestety, muszę zadowolić się jedynie 450 stronami „Nieskończoności”.

Bohaterów powieści polubiłam nie od razu. Wczucie się w rytm książki, odczuwanie i w końcu zrozumienie postępowania bohaterów zajęło mi troszkę czasu. Teraz uważam, że to atut powieści. Takie było założenie. Taki jest świat. Tacy są osadnicy. Kiedy już poznałam jak funkcjonuje rzeczywistość XXIII wieku, jakimi prawami rządzi się ludzkość i jakie są jej priorytety, postaci stworzone przez amerykańską autorkę zaczęły idealnie wpasowywać się w całość. Finna polubiłam za otwartość, której - pomimo surowych zasad wychowania - nie zatracił. Transformacja zachodząca w tym bohaterze jest naprawdę ciekawa. Każde spotkanie Finna z pamiętnikiem Eliany wywołuje w nim nowe emocje i bodźce powodujące kolejne zmiany. Eliana to także intrygująca postać. Z jednej strony zwyczajna nastolatka borykająca się z powszechnie znanymi problemami dziewczyn w jej wieku. Niby nic nowego, a raczej nużącego. Z drugiej strony przyszłe wydarzenia są tak zaskakujące, że kształtują spojrzenie czytelnika na tę postać, a to zmienia się diametralnie.

„Nieskończoność” to kolejny udany tytuł z serii „Poza czasem” wydany przez wydawnictwo Egmont. Miłośnicy dystopii i podróży w czasie na pewno się nie zawiodą. Kiełkujące uczucie pomiędzy Finnem a Elianą niewątpliwie oczaruje fanów wątków romantycznych. „Nieskończoność” jest znakomitą powieść młodzieżową, która również spodoba się starszym czytelnikom, wszak właśnie ja do nich należę, a z książką bawiłam się wyśmienicie. Gorąco polecam!


By Unknown
Książka Moje Wypieki i desery zawiera najpopularniejsze przepisy zebrane przez ponad sześć lat blogowania, ozdobione pięknymi autorskimi zdjęciami. Wielokrotnie przetestowane receptury na boskie serniki, najlepsze ciasta drożdżowe, muffinki i babeczki, lody i mrożone desery, ciasta czekoladowe i z owocami, kruche tarty i torty, a także tradycyjne makowce, szarlotki, mazurki i wiele innych. To mała wypiekowa biblia i niezbędnik każdego miłośnika pysznych słodkości!

Tytuł: Moje wypieki i desery
Autor: Dorota Świątkowska
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 303
Data premiery: 23 października 2013
Moja ocena: 6/6


Macie ochotę na odrobinę szaleństwa w kuchni? Leży przede mną przecudna książka zawierająca multum przepisów na różnorakie pyszności.  „Moje wypieki i desery” to publikacja, w której autorka – Dorota Świątkowska zebrała same przepyszne receptury dzięki którym spędzanie czasu w kuchni stanie się jeszcze bardziej przyjemne.

Uwielbiam eksperymentować w kuchni. Mogłabym spędzać w niej większość swojego wolnego czasu. Kulinarne cudo, które mam przed sobą z pewnością pozwoli mi na zrealizowanie mojego marzenia choćby po części. Książka została podzielona na kilka rozdziałów. I tak, w książce znajdziemy przepisy na babeczki, ciasteczka, tarty, bezy, ciasta drożdżowe, serniki, torty, czy desery.

Każdy przepis opatrzony jest w niezbędne informacje, wśród których są składniki, dokładna instrukcja wykonania potrawy oraz fotografie pyszności. Od razu wspomnę, że ślinka cienkie na ich widok. A jakże chce się tych słodkości skosztować. Przepisy są proste, co ważne, składniki ogólnie dostępne, instrukcje klarownie sformułowane. Cóż więcej wymagać od książki kucharskiej?

Poszukujecie doskonałego przepisu na ciasteczka do kawy? W „Wypiekach” znajdziecie wiele pysznych różności począwszy od muffinek z colą, babeczek czekoladowych z malinami, rożków francuskich i pierniczków aż do snickersa czy bezowych serduszek. Jeśli pragniecie skosztować czegoś bardziej wyszukanego to może skusicie się na tirami su z białą czekoladą i malinami albo brownie truskawkowe z bezą. A może marzy wam się pyszny tort? Co powiecie na biały tort kokosowy z czekoladą, a może po prostu wuzetka? W „Wypiekach” każdy znajdzie coś pysznego dla siebie. 

By Unknown
Drogi Cinder i Scarlet krzyżują się w chwili, w której Ziemia zostaje zaatakowana przez Lunę… Cinder, dziewczyna cyborg zarabiająca na życie jako mechanik, próbuje wydostać się z więzienia, choć wie, że jeśli jej się uda, stanie się najbardziej poszukiwanym zbiegiem we Wspólnocie Wschodniej. Po drugiej stronie kuli ziemskiej ginie babcia Scarlet Benoit. Okazuje się, że Scarlet nie miała świadomości wielu związanych z nią spraw ani śmiertelnego zagrożenia, w którym żyła. Kiedy spotyka Wilka, mającego prawdopodobnie wiadomości o miejscu pobytu babci, czuje powstającą między nimi więź, choć nie potrafi przełamać nieufności. Wspólnie rozwiązują zagadkę, ale wówczas los zderza ich z Cinder przynoszącą nowe pytania bez odpowiedzi.

Tytuł: Saga księżycowa. Scarlet
Tytuł oryginału: Scarlet
Autor: Marissa Meyer
Seria/cykl wydawniczy: Saga księżycowa tom 2
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 8 maja 2013
Liczba stron: 496
Moja ocena: 6/6


Intrygująca opowieść nie z tego świata. Fantastycznie wciągająca historia. Wartka akcja. Niebanalne dialogi. Lekki styl pisania. I przede wszystkim nowatorski pomysł dopracowany w 100%. Taka jest „Cinder” – pierwsza część Sagi Księżycowej Marissy Meyer. I taka jest „Scarlet” – kontynuacja.

Linh Cinder poznaje swoje prawdziwe oblicze. Dotąd mechanik, cyborg, teraz Lunarka, która jako jedyna może ocalić Ziemię przed królową Levaną. Cinder nie wypadła najlepiej na przyjęciu u cesarza Kaito, jej porażkę zarejestrowały kamery i dziewczyna stała się pośmiewiskiem. Wtrącona do więzienia wspólnie z kapitanem Thornem z sąsiadującej celi planuje ucieczkę. Kiedy swój plan wdraża w życie i razem z kapitanem odlatują skradzionym samolotem stają się najbardziej poszukiwanymi zbiegami.

Scarlet Benoit to tytułowa główna bohaterka drugiej części Sagi Księżycowej szczęśliwie mieszkająca na farmie ze swoją babcią. Niestety spokojne życie dziewczyny zostaje zakłócone, kiedy niespodziewanie Michelle Benoit znika. Scarlet zmuszona jest rozpocząć własne poszukiwania babci, gdyż śledztwo na policji zostaje umorzone. Na jaw zaczynają wychodzić nowe fakty z życia babci Scarlet, które ukazują całkiem inne oblicze opiekunki dziewczyny. Scarlet kochająca babcię mimo wszystko nadal pragnie ją odnaleźć i dlatego też postanawia wyruszyć na poszukiwania, w których ma jej pomóc niedawno poznany Wilk. Drogi Scarlet i Wilka łączą się z Linh Cinder i kapitanem Thornem. Co wyniknie z tego spotkania i czy Cinder i Scarlet uda się zrealizować swój plan?

Autorka utrzymuje powieść na świetnym poziomie. Podobnie jak w pierwszej części Sagi Księżycowej w kontynuacji znajdziemy odwołanie do baśni, tym razem innej. „Cinder” to opowieść o Kopciuszku przedstawiona w zupełnie nowej wersji, dodam, że bardzo ciekawej. Scarlet to nowe wydanie bajki o Czerwonym Kapturku. Przyznam, że Marissa Meyer zaskoczyła mnie pomysłowością i wykonaniem. Do stworzenia Sagi wykorzystała baśnie znane chyba wszystkim i zaprezentowała, moim zdaniem, naprawdę wysoki poziom. Zarówno Cinder, jak i Scarlet czytało mi się błyskawicznie, z ogromnym zainteresowaniem podsycanym kolejnymi tajemniczymi faktami, które ujrzały światło dzienne.

Fascynujące jest to, że obie powieści z jednej strony sporo się między sobą różnią, a jednak autorce udało się płynnie, bez przeszkód połączyć je ze sobą. Cinder to przecież pewnego rodzaju fantazja, bajkowy świat, w którym żyje książę Kai, jego poddani, a wśród nich ona - Cinder - mechanik, Cinder - cyborg. Scarlet to już z kolei współczesność, zwyczajna dziewczyna i kryminalista. Marissa Meyer z niebywałą gracją i wyczuciem łączy te dwa niepodobne światy i pozwala im współgrać, tworząc tym samym nowy wymiar, w którym ani bohaterowie ani ich zamiary wcale się nie gryzą, a wręcz przeciwnie idealnie ze sobą harmonizują.

Bohaterowie zachwycają. Są świetnie dopracowani i przedstawieni. Każdy z nich opowiada własną, równie ciekawą historię. Każdego da się lubić, gdyż każdy z nich to intrygująca osobowość oraz interesujący portret postaci posiadającej wyraziste cechy i na swój sposób przejmującą historię swojego życia.

Akcja niebywale absorbuje. Nie ma czasu na znużenie, gdyż w „Scarlet” dzieje się dużo i szybko. Poza wartką akcją, która nadaje właściwy rytm każdej bardzo dobrej powieści, znajdziemy tutaj także nowe wątki pojawiające się w odpowiednich chwilach, a zagadkowe pytania, które prawdopodobnie pojawią się podczas lektury sprawią, że będziemy głodni dalszego czytania. Dodam, że w powieści miejsce mają tajemnicze wydarzenia, które z pewnością wzbudzą naszą ciekawość.

Scarlet, podobnie jak Cinder to stara baśń w oryginalnym wydaniu. Cechuje ją jeszcze lekkie pióro, wielowątkowość, bohaterowie z charakterem i niepowtarzalna fabuła. Marissa Meyer stworzyła coś kapitalnego. „Scarlet” wciąga już od pierwszej strony, a zaskakujące wydarzenia i nietypowe tajemnice sprawią, że nie oderwiesz się od lektury.



Saga Księżycowa:
Cinder | Scarlet | Cross | Winter

 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawcy
By Unknown
Współczesna dziewczyna. Przystojny młodzieniec. Pełen przepychu Paryż. Intryga na szczytach władzy. Historia poza czasem. Odkąd Anna dołączyła do tajnego grona podróżników w czasie, przygoda goni przygodę. Jednak w samym środku egzaminów maturalnych do dziewczyny docierają straszne wieści – jej ukochany Sebastiano zaginął w Paryżu w czasach kardynała Richelieu. Anna natychmiast udaje się w pełną niebezpieczeństw podróż i rzeczywiście znajduje Sebastiana w Paryżu. Ale to nie koniec problemów, chłopak bowiem jest muszkieterem kardynała i nie ma pojęcia, kim jest Anna. Czy uda się przywrócić mu pamięć? Złoty most, kolejny po Magicznej gondoli tom przygód Anny i Sebastiana zabiera czytelników w podróż do siedemnastowiecznego Paryża. Miłość i przygoda, intrygi i romanse przykuwają uwagę i sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem.

Tytuł: Złoty most
Tytuł oryginalny: Zeitenzauber - Die goldene Brücke: Band 2
seria/cykl wydawniczy: Poza czasem tom 2
Autor: Eva Voller
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 439
Data premiery: 12 czerwca 2013
Moja ocena: 6/6



„Magiczna gondola” urzekła mnie zaczarowanym klimatem Wenecji i posiadaną przez autorkę serii Eve Voller fantastyczną umiejętnością łączenia historii z teraźniejszością. Ponadto powieść cechuje ciekawie osadzona opowieść o Annie, wyraźni bohaterowie, niezwykłe tajemnice i przyjemnie zarysowany wątek romantyczny. Nie potrzebowałam niczego ponad to. „Magiczna gondola” zdobyła moje serce.

Nie powinno więc nikogo dziwić, że z utęsknieniem czekałam na kolejną powieść tej autorki. „Złoty most”, który swoją premierę miał w czerwcu 2013 roku również mnie oczarował i sprawił, że chcę więcej. Więcej podróżowania, które po prostu kocham. Więcej wrażeń, których dostarczyły mi przygody głównych bohaterów. I więcej prawdziwych historycznych zdarzeń ukazanych w sposób, który - no cóż - jest dla mnie przystępny (wspominałam już kiedyś, że nie mam głowy do historii i że w szkole był to jeden z przedmiotów, które szczerze nie lubiłam?).

Anna jest tuż po pisemnym egzaminie dojrzałości, kiedy otrzymuje naglące wezwanie. Okazuje się, że Sebestiano – jej chłopak – zaginął w Paryżu podczas jednej ze swoich misji. Zadaniem Anny jest podróż do Paryża, do czasów Richelieu i sprowadzenie Sebastiano do współczesności. Nie jest to wcale takie proste, bowiem Sebastiano stracił pamięć, przystosował się do ówczesnych zwyczajów i do tego nie rozpoznaje Anny. Anna pragnąc za wszelką cenę uratować swojego ukochanego podejmuje się niebezpiecznej gry, którą musi wygrać. Czy jej się to uda? Czy wyzwanie nie okaże się zbyt wielkie? I czy Anna odzyska Sebastiana?

Siedemnastowieczny Paryż przedstawiony w powieści przez Eve Voller czaruje. Magiczne miejsce, a w nim muszkieterowie. Wątek historyczny, na który pokusiła się autorka pokochałam natychmiast. Podobnie jak w „Magicznej gondoli”  i tutaj autorka w nienaganny sposób wplata historię w opowieść o Annie i Sebastianie. Jestem wręcz zachwycona tym, z jaką lekkością udaje się autorce wprowadzić czytelnika w świat prawdziwych historycznych wydarzeń. Zawsze ciężko znosiłam lekcje historii – suche fakty, mnożące się daty, niełatwe do zapamiętania nazwiska i nazwy. A w serii Poza czasem wszystkie te elementy gładko przemykają przez całość, nie wyróżniają się, nie przeszkadzają i co ważne – bez trudu dają się zapamiętać.

Wątek miłosny obecny w powieści nie powinien nikogo zrazić. Nie jest przesłodzony, a wręcz przeciwnie uczucie pomiędzy Anną i Sebastianem – pomimo swojej świeżości -  jest niełatwe. Bohaterowie muszą stawić czoła piętrzącym się kłopotom, a to zdecydowanie bardziej mi się podobało niż niesamowita pełna obietnic miłość przedstawiana w innych powieściach przez różnych autorów.

„Złoty most” to Paryż w siedemnastym wieku, Ludwik XVIII i muszkieterowie, brukowane uliczki, chłodne chaty ogrzewane piecami, a także pachnące przepychem salony i cudowne stroje, a wokół tego wszystkiego zdradliwe intrygi. „Złoty most” to również niezapomniana przygoda i podróż do miejsca tętniącego nie tylko miłością, ale także zawiłymi, wyrafinowanymi spiskami, które mogą pokrzyżować plany wielu osobistości i być może zmienić bieg historii. Polecam. Z czystym sumieniem.


Magiczna gondola | Złoty most


 Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawcy
By Unknown
Rodzice Jake’a Djonesa zaginęli bez wieści i nie wiadomo, w jakim są miejscu na Ziemi i w jakim momencie historii. Jake poznaje ich zdumiewający sekret: oboje należą do Tajnych Służb Straży Historii, stowarzyszenia, którego członkowie podróżują przez stulecia, aby udaremniać poczynania złoczyńców manipulujących przy dziejach świata. W poszukiwaniu rodziców Jake przenosi się z Londynu XXI wieku do dziewiętnastowiecznej Francji, gdzie trafia do Punktu Zero, głównej siedziby strażników historii. Tam poznaje barwną grupę młodych agentów i wraz z nimi wyrusza do epoki renesansu, aby podjąć misję ratowania dziejów przed złowrogim Zeldtem, który zamierza zniszczyć świat, jaki znamy. Przeszłość jest w niebezpieczeństwie i tylko Jake Djones może ją ocalić!


tłumaczenie: Bartłomiej Ulatowski
tytuł oryginału: The Storm Begins
seria/cykl wydawniczy: Strażnicy historii tom 1
wydawnictwo: Egmont
data wydania: kwiecień 2012
ISBN: 978-83-237-5202-8
liczba stron: 328


Jake Djones jest zwyczajnym nastolatkiem. Pewnego dnia jego życie totalnie się zmienia. Podczas powrotu ze szkoły Jake zostaje porwany przez mężczyznę, który dopiero potem wyjaśnia, że pracuje dla tajnej organizacji. Okazuje się również, że rodzice chłopaka także należą do „Straży Historii”, a ich zadaniem jest chronić czas i wydarzenia, które miały miejsce w przeszłości. Rodzice Jake’a zaginęli podczas jednego z zadań, które starali się wypełnić. Jake ma pomóc w ich odnalezieniu. Podróżuje więc do przeszłości - do XIX wiecznej Francji i XVI wiecznej Wenecji. Czy uda mu się spełnić swoją misję i jak ona się potoczy? Odpowiedzi oczywiście znajdziecie w „Strażnikach Historii. Nadciąga burza”.

„Strażnicy Historii. Nadciąga burza” to pierwszy tom wciągającej serii o czternastoletnim Jake'u z niezwykłymi zdolnościami – umiejętnością przenoszenia się w czasie. Powieść została uznana za światowy bestseller, a przetłumaczono ją na dwadzieścia języków. Debiut Damiana Dibbena znalazł się na mojej liście książek, z którymi muszę się zapoznać już w dniu premiery. Jak wypadło moje spotkanie ze Strażnikami Historii?

Po pierwsze świetny warsztat autora pozwolił mu zręcznie i bez przymusu używać języka zgodnego z miejscem i czasem akcji. To niesamowite jak wspaniale Dibben poradził sobie z tym stylistycznym akcentem. Brak przydługich, niepotrzebnych opisów to kolejny element, na który warto zwrócić uwagę. Mnóstwo akcji i zaskakujących sytuacji, fantastycznie dobrane dialogi, rewelacyjny humor i splatanie się teraźniejszości z przeszłością to cechy charakterystyczne dla powieści Dibbena.

Po drugie bohaterowie. Różnorodni, ciekawi i co istotne rola każdej z przedstawionych postaci wnosi coś do powieści. Mało tego, każdy z nich posiada określone cechy charakteru, dzięki którym wyróżnia się na tle innych postaci kreowanych przez autorów powieści młodzieżowych. Należy bowiem pamiętać, że powieść zaliczono do gatunku literatury młodzieżowej.

Po trzecie akcja mknąca w zastraszającym tempie już od pierwszych stron powieści. Autor już na samym początku swojej opowieści przedstawia czytelnikowi zaskakujące fakty, wprowadza szybkie tempo, buduje napięcie i tworzy sekrety, które odsłania stopniowo, dając czytelnikowi możliwość połączenia ujawnionych faktów w zgrabną, intrygującą całość, by na koniec ponownie zaskoczyć.

„Strażnicy Historii” to wywołująca mój zachwyt fantastyczna przygoda w czasie. Niewątpliwie pierwszy tom serii przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom mocnych wrażeń oraz spragnionym potężnej dawki humoru, gdyż tego w Strażnikach nie brak. Jestem pod ogromnym wrażeniem tej opowieści i czym prędzej zabieram się za kontynuację, która szczęśliwie czeka już na mojej półce na swoją kolejkę.


Nadciąga burza | Circus Maximus 

Za książkę dziękuję Wydawnictwo Egmont 
By Unknown
Nieustraszony rzymski gladiator. Lekkomyślna dziewczyna z XXI wieku. Tajemniczy wirus, który ich połączył… A.D. 152 Sethos Leontis, nadzwyczaj zręczny wojownik, nieoczekiwanie zostaje ranny i niebezpiecznie ociera się o śmierć. A.D. 2012 Niezwykle inteligentna, ale sprawiająca kłopoty Ewa zaczyna nowe życie w szkole dla wybitnie utalentowanych, ale jedna chwila w laboratorium pociąga za sobą przerażające konsekwencje. Niezwykły związek doprowadza do połączenia Ewy i Sethosa, wspólnie pracują nad rozwikłaniem zagadki dotyczącej śmiertelnego wirusa.

Obyczajowa opowieść, antyczny dramat z romantycznym wątkiem są bogatym tłem dla współczesnej powieści obyczajowej dla nastolatków. Całość to ciekawe i rozbudowane postaci, ale również fabuła skonstruowana w bardzo logiczny i przekonujący sposób mimo swojej złożoności. Gorączka podczas lektury.


Seria „Poza czasem” obejmująca takie tytuły jak „Magiczna gondola” czy „Cienie na księżycu” jest strzałem w dziesiątkę i pomimo tego, iż z założenia skierowana jest do młodzieży, trafiła również w mój gust. „Gorączkę” Dee Shulman bez wahania uznaję za udaną powieść, po którą warto sięgnąć. Dlaczego?

Po pierwsze - intrygująca fabuła osadzona we współczesnej Anglii oraz antycznym Londinium. Autorka w swojej powieści odzwierciedla ducha danego okresu w lekki, niezniechęcający sposób. Rezygnuje z obszernych opisów, a skupia się na konkretach, które stanowią istotne tło do rozwoju akcji książki.

Po drugie – bohaterowie „Gorączki” pomimo tego, iż pochodzą z różnych, wręcz odległych od siebie przestrzeni, których kultura i otaczający ich świat totalnie się różnią znajdują wspólny język, co być może nie jest jeszcze tak dziwne, jak fakt, że w rezultacie są sobie bardzo bliscy.

Ewa, to dziewczyna z pazurkiem. Często zmienia szkoły, w żadnej nie udaje jej się zostać na długo. Nastolatki nie potrafiące zagrzać miejsca w jednej szkole kojarzą mi się raczej z typami osób, którym nie spieszno do zdobywania wiedzy i poszerzania horyzontów. Cóż za miła niespodzianka! Ewa jest inteligentną dziewczyną, wyróżniającą się wśród znajomych wszechstronnymi zainteresowaniami, oczytaniem i intelektem. Wreszcie trafia do szkoły dla wybitnie uzdolnionych. Do St. Magdalene Ewa podchodzi z rezerwą, jednak rychło okazuje się, że inni uczniowie w szkole dzielą jej zapał do pochłaniania ogromu wiadomości o świecie i Ewa odnajduje się wśród nich bez problemu. Pewnego dnia w wyniku niefortunnego wypadku w laboratorium, którego sprawczynią jest dziewczyna zaczynają się dziać dziwne rzeczy.

Sethos jest rzymskim gladiatorem charakteryzującym się typową dla gladiatorów budową ciała potrzebną do walk na arenie. Siła to jego atut. Sethos sjest sławny, jako wojownik wygrywający walki. Jednak podczas występu na arenie jedno jego spojrzenie na Livię zmienia wszystko. Gladiator zakochuje się z wzajemnością, ale na drodze tej dwójki stają poważne przeszkody, które uniemożliwiają im pielęgnowanie swojej miłości tak jak inni, w bliskości, cieple i jednym domu. Zostają rozdzieleni.

Oryginalny pomysł Dee Shulman na taką fabułę świetnie sprawdził się również w dalszej części książki. Wydarzenia, które następują po sobie, a także skutki epizodów z teraźniejszości i przeszłości idealnie wręcz łączą się ze sobą i w wyniku końcowym splatają losy Ewy i Sethosa.
Po trzecie – jest kilka elementów, dzięki którym powieść już jest sukcesem. Niebanalny pomysł na wykreowanie intrygującej historii zahaczającej o czasy starożytne i nowożytne. Akcja tocząca się raz we współczesności, raz w czasach antycznych nie pozwalająca na jakąkolwiek nudę. Wątek romantyczny występujący w „Gorączce” absolutnie nie jest przesłodzony, a bez wątpienia zdecydowanie trafnie dopasowany do sytuacji.
„Gorączka” Dee Shulman to takie science-fiction ze szczyptą namiętności. Warto zanurzyć się w tej historii. Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję 
                                                                                                      Wydawnictwu Egmont
By Unknown
Orientalny Pekin przyszłości przynosi barwny, hałaśliwy krajobraz miasta, który ciekawi niejednego Europejczyka. „Sagi księżycowe. Cinder” Marissy Meyer wywraca do góry nogami wizerunek Państwa Środka.

Wraz z Cinder główną bohaterką znajdujemy się w zdziesiątkowanym przez śmiertelną plagę mieście. Dziewczyna jest cyborgiem o tajemniczej przeszłości, jednocześnie obywatelem drugiej kategorii. Sprawę komplikuje piętno nałożone na nią przez macochę, jakoby była winna śmierci swojej przyrodniej siostry. W jej życiu niespodziewanie pojawia się książę, który nalega by wybrała się z nim na bal. To jednak jest niemożliwe, gdy okazuje się też, że ona sama jest zaginioną księżniczką śmiertelnych wrogów mieszkańców Ziemi.

Cinder to współczesna opowieść o Kopciuszku, łącząca klasyczną baśń z futurystyczną powieścią. Inteligentna, wywrotowa historia mająca swój początek dawno, dawno temu… Niebywała podróż do odległej krainy.

/opis wydawcy/

Autor: Marissa Meyer
Tytuł oryginału: Cinder
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: październik 2012 
Liczba stron: 440



Kto z nas nie lubi baśni? Dzięki nim przenosimy się w cudowne, wielobarwne światy, które podobnie jak nasz przepełnione są dobrem i złem z jedną jakże kolosalną różnicą - w baśniach zwycięża zawsze dobro. Poza tym, to baśnie przecież kojarzą nam się nieustannie z okresem naszych beztroskich lat, naszego dzieciństwa, kiedy wszelkie troski i zmartwienia tego świata były nam, a przynajmniej większości, nieznane. Baśń zgodnie z definicją posiadać powinna elementy fantastyki, czy pod postacią sił nadprzyrodzonych, czy nadnaturalnych bohaterów czy zjawisk. Baśń to magia, która poprzez swoją tajemniczość wzbudza ciekawość i działa jak magnes.

Element baśniowy, a dokładniej opowieść o znanym wszystkim Kopciuszku - nad którego losem najpierw smuciły się miliony, miliony obdarzyły biedną dziewczynę współczuciem, a potem te same miliony cieszyły się z jej szczęścia – wykorzystała w swojej debiutanckiej powieści Marissa Meyer. „Cinder” bo mowa o tej właśnie powieści nawet swój tytuł zawdzięcza Kopciuszkowi, wszak w języku angielskim sławny Kopciuszek to Cinderella. „Cinder” wypadła bosko! Nie ukrywam, że ta powieść przeniosła mnie w inny wymiar, a bardzo wyraźna historia Kopciuszka przedstawiona przez autorkę w odmienny i szalenie ciekawy sposób zaabsorbowała mnie maksymalnie.

Przyszłość. Nowy Pekin. Uliczki miasta przepełnione Androidami wykonującymi prace za ludzi. Targowisko to miejsce, w którym odbywa się część akcji Cinder. I tutaj spotkamy Androidy. Spotkamy także innych zwykłych pracowników, którzy pozornie przypominają gatunek ludzki. Wyróżnia ich jednak budowa ciała -  zazwyczaj pod pokrywą ubrań ich ciała mienią się metaliczną barwą. W samym centrum Targowiska swoje stanowisko pracy ma również pewna dziewczyna ukrywająca swoją prawdę pod rękawiczkami zaciągniętymi na dłonie. To Cinder Linh – Mechanik – Cyborg posiadająca wyjątkową zdolność analizowania słów drugiej osoby i określania ich prawdziwości. Cinder, jako najlepszy mechanik w mieście, większość swojego czasu spędza naprawiając różnorakie urządzenia. W jej życiu nastąpi jednak prawdziwa rewolucja, kiedy pewnego dnia do jej sklepiku zawita sam Książę Kai – Książę Wspólnoty Wschodniej.

Wyśmienita kreacja bohaterów to niewątpliwie ogromny plus powieści. Oceny tej nie burzy fakt, że z łatwością rozszyfrowujemy złe i dobre charaktery i potrafimy przewidzieć pewne wydarzenia. Na uwagę zasługuje także przedstawiony przez autorkę świat. Ziemia - zdominowana przez technologię, zamieszkiwana przez ludzi i maszyny oraz tajemniczy Księżyc zasiedlony przez Lunarów. Mamy też epidemię i wydawać by się mogło nieuchronny konflikt pomiędzy mieszkańcami Ziemi i Księżyca. Wśród wielu wątków pojawia się także zarys powoli budzącego się do życia uczucia.

Powieść wciąga – dzięki oryginalnemu wykorzystaniu znanej na całym świecie baśni, dzięki licznym intrygującym wątkom, które wzbudzają apetyt czytelnika i sprawiają, że pragnie on przeczytać jeszcze tylko jedną stronę więcej, oraz dzięki bardzo przyjaznemu językowi jakim posługuje się Marissa Meyer. Cinder to pierwsza część Sagi Księżycowej. Marissa Meyer szykuje dla czytelników prawdziwą ucztę. Kontynuacje mają być bowiem wzorowane na innych znakomitych baśniach. Ostrzę więc pazurki i z niecierpliwością wyczekuję dalszych losów Cinder.


Saga Księżycowa:
Cinder | Scarlet | Cros | Winter

 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu Egmont
By Unknown
Siedemnastoletnia Anna spędza wakacje w Wenecji. Podczas jednego ze spacerów jej uwagę przykuwa czerwona gondola. Dziwne. Czyż w Wenecji wszystkie gondole nie są czarne? Gdy niedługo potem Anna wraz z rodzicami ogląda paradę historycznych łodzi, zostaje wepchnięta do wody – a na pokład czerwonej gondoli wciąga ją niewiarygodnie przystojny młody mężczyzna. Zanim dziewczyna zejdzie z powrotem na pomost, powietrze nagle zacznie drżeć i świat rozpłynie się Annie przed oczami.
/opis wydawcy/

Tytuł: Magiczna gondola
Tytuł oryginału: Zeitenzauber: Die magische Gondel
Autor: Eva Voller
Seria/cykl wydawniczy: Poza Czasem tom 1
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: wrzesień 2012
ISBN: 978-83-237-5292-9
Liczba stron: 368


Lejące się z nieba słońce. Przyjemnie chłodzący oddech wody. I gondola. Gondola płynąca kanałami z obu stron otoczonymi niską klimatyczną zabudową. Most wyłaniający się w oddali, most pod którym niebawem przepłynie łódź. Czerwona gondola. Nie zabraknie też spaceru po głównym placu miasta, a także po jego wąskich, krętych, zaciemnionych uliczkach, którym liczne malutkie sklepiki dodają uroku. Wenecja.

W „Magicznej gondoli” nic nie jest przypadkowe. Anna – siedemnastoletnia dziewczyna spędzająca wraz z rodzicami wakacje w Wenecji podczas zwiedzania miasta zauważa czerwoną gondolę wzbudzającą w niej zainteresowanie – wszak zgodnie z regułą wszelkie gondole powinny być czarne, a ta jedyna ma odmienną barwę. Anna trafia też do osobliwego sklepiku z maskami. Tajemnicza kobieta skłania dziewczynę do kupna maski przedstawiającej kota. Niedługo później podczas parady Regata stolica Anna zostaje wepchnięta do kanału. Wyciągnięta w wody przez przystojnego chłopaka Sebastiano odnajduje się na pokładzie czerwonej gondoli. I nagle wszystko przed jej oczyma rozbłyska się, a Anna budzi się w XV-wiecznej Wenecji!

Cudnie. Muszę przyznać, że powieść mnie kompletnie oczarowała. Niewątpliwie zasługą tego jest niesamowity klimat Wenecji, ale także sposób w jaki Eva Voller przedstawia XV-wieczne miasto, tamtejszą społeczność, zauważalny podział na klasy społeczne i panujące zwyczaje. Autorka niezwykle dokładnie za pomocą słów maluje obraz Wenecji wraz z najdrobniejszymi szczegółami. Wizja XV-wiecznej Wenecji sama powstaje przed oczami czytelnika. Warto wspomnieć również o tym, że Anna podczas swojego pobytu w renesansowej Wenecji posługuje się językiem charakterystycznym dla tamtejszych czasów, a także nosi odzież odpowiednią dla tego okresu. Wszystko jest ze sobą idealnie zgrane, i chyba tylko specyficzny humor Anny przypomina nam o tym, że jest to dziewczyna z czasów współczesnych.

Główną bohaterkę „Magicznej gondoli” polubiłam od razu. Zapewne za sprawą jej poczucia humoru. Anna na wakacje do Wenecji wyjeżdża z rodzicami ojcem archeologiem i matką profesorem fizyki. Wydawać by się mogło, że mając tak wykształconych rodziców i Anna jest skora do zdobywania wiedzy. Dziewczyna jednak nie bardzo radzi sobie z matematyką, nie posiada też talentu do zapamiętywania dat, nie przywiązuje uwagi do rejestrowania nazw zabytków, które wspólnie z rodzicami ma okazję podziwiać. Ot, zwyczajna nastolatka z niesamowitym poczuciem humoru. U Anny zauważalna jest pewna przemiana. Dziewczyna po znalezieniu się w renesansowej Wenecji zaczyna żałować, że nie przykładała uwagi do zdobywania niektórych informacji. Teraz próbuje sobie przypomnieć fakty dzięki którym jej życie w 1499 roku może być prostsze.

„Magiczna gondola” to niesamowita przygoda obfitująca w intrygi, których rozwiązania pragniemy poznać jak najszybciej. To między innymi dlatego tak trudno jest oderwać się od książki. Akcja jest wartka, ale czasem przeplata się z bardziej stonowanymi wydarzeniami. Nie przeszkadza to jednak w lekturze, ani też nie powoduje znużenia. W „Magicznej gondoli” pojawiają się także przyjaźnie, oraz wątek romantyczny. Barwny, plastyczny język powoduje, że książkę czyta się z lekkością i ogromną przyjemnością.

„Magiczna gondola” porwała mnie już od pierwszych stron. Uwielbiam książki, które już od samego początku wciągają mnie w świat wykreowany przez autora i nie pozwalają na chwilę nudy. W powieści Evy Voller odnalazłam to co istotne dla dobrej powieści: ciekawy pomysł, dobre tempo akcji, humor i przyjazny styl pisania. Nie ukrywam, że mnie najbardziej w całej opowieści urzekło miejsce akcji. Odbyłam pasjonującą podróż po Wenecji, towarzysząc Annie w niezwykłej przygodzie, jaka jej się przytrafiła. Najsłabiej oceniłabym wątek romantyczny, który w powieści był bardzo przewidywalny, ale też według mnie wyrósł nagle z niemalże niczego i jakoś nie na miejscu. Niemniej jednak nie przeważył on na mojej wysokiej ocenie powieści.

"Magiczna gondola" to druga po „Cieniach na księżycu” powieść z serii "Poza czasem". Obie równie mocno porwały mnie w świat przedstawiony przez autorki, a historie przez nie opowiedziane mocno mnie zaabsorbowały. Polecam wszystkim spragnionym przeżycia niezapomnianej podróży w czasie. Zapraszam na pokład czerwonej gondoli.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję
Wydawnictwu Egmont
By Unknown
tytuł: Nowa ziemia / Pure
autor: Julianna Baggott
trylogia: Świat po Wybuchu, część I
liczba stron: 471
wydawnictwo: Egmont Literacki
moja ocena: 5,5/6


Nota Wydawcy:
Świat po wielkich eksplozjach.
Szesnastoletnia Pressia mieszka w gruzach z innymi zmutowanymi, którzy ocaleli po Wybuchu.
Partridge wychował się w sterylnej Kopule pośród nielicznych Czystych.
Oboje uciekają. Pressia – przed poborem do militarnej organizacji, Partridge – przed ojcem tyranem.
Ich spotkanie zmieni bieg historii Nowej Ziemi...


 

Bridget Asher i N.E. Bode to pseudonimy literackie Julianny Baggott - uznanej przez krytyków pisarki i poetki. Autorka wydała siedemnaście książek w okresie ostatnich dziesięciu lat. Już sam fakt, że Fox 2000 (producent sagi „Zmierzch”) zdobyła prawa do sfilmowania ostatniej powieści autorki zatytułowanej "Nowa Ziemia" jest niezwykłym wyróżnieniem. Pierwsza część trylogii Świat po Wybuchu zdobywa coraz więcej fanów. Przetłumaczono ją już na dwadzieścia języków. Już we wstępie zdradzę, że to intrygująca i wciągająca lektura. Dlaczego?

Po pierwsze – oryginalny pomysł. Wydawać by się mogło, że temat postapokalipsy został już w lite rurze wyczerpany. Ostatnio coraz więcej książek poruszających ten motyw pojawia się na półkach w księgarniach. Sądzić by więc można, że nic nowego, świeżego nie pojawi się w kolejnym takim tytule. Można by też snuć swoje własne przypuszczenia, że Julianna Baggott przedstawi czytelnikom dobrze już znane treści charakterystyczne dla powieści antyutopijnych, a ponieważ na rynku roi się od tytułów tego gatunku, można by również wysunąć tezę, że temat delikatnie mówiąc będzie mało ciekawy. Nic bardziej mylnego. Okazuje się bowiem, że fabuła Nowej Ziemi jest absolutnie fantastyczna, a przedstawiony przez  pisarkę świat po wybuchu nakreślony jest niezwykle precyzyjnie z uwzględnieniem wielu detali tworzących niepowtarzalny klimat powieści.

I tak, świat po wybuchu podzielony jest na dwie części - Kopułę, służącą jako schron dla wybranych oraz to co ją otacza. Świat poza Kopułą jawi się jako zniszczona, przepełniona gruzami, martwą roślinnością, wypalonymi ziemiami powierzchnia zamieszkiwana przez zwykłych śmiertelników, którzy w chwili wybuchu w wyniku stopienia się różnorakich przedmiotów z ich ciałami zostali zdeformowani. Nikogo więc nie dziwi inny człowiek stopiony z ptakami, matki stopione ze swoimi dziećmi czy dziewczyna - główna bohaterka powieści Pressia - której dłoń stopiona jest z plastikową głową lalki. Ludzie, którzy jako mutanty przeżyli wybuch prowadzą bardzo trudne życie, w ich świecie brakuje wody i pożywienia, trwa walka o przetrwanie.

Kopułę zamieszkują tak zwani Czyści, którym nie brak niczego. Mają zapewnione mieszkania, pożywienie, pracę a młodzież edukację i szkolenia. Julianna Baggott w Kopule umieściła drugą główną postać swojej powieści – Patridge’a. Chłopak już od pewnego czasu planuje rozpocząć poszukiwania swojej matki. Problem w tym, że nie zna dokładnego miejsca jej pobytu, nie wie nawet czy na pewno żyje. Istnieje jedynie szansa, że wraz z innymi przetrwała wybuch i ukrywa się gdzieś poza granicami Kopuły.

Losy tej dwójki splatają się pewnego dnia, a czytelnicy mają okazję poznać ich sylwetki bliżej. To właśnie między innymi kreacje tych postaci sprawiają, że powieść uzyskała ode mnie wysoką ocenę.

Atutem „Nowej Ziemi” jest również język i styl. Z jednej strony bardzo przyjemne w odbiorze, z drugiej świetnie dopracowane. Przedstawiona przez Jullianę Baggott historia opowiedziana jest z punktu widzenia kilku bohaterów: Pressi, Partridge'a, El Capitana i Lydy. Dzięki takiemu zabiegowi czytelnik poznaje dodatkowe szczegóły akcji co z pewnością pozwala na pobudzenie wyobraźni i stworzenie wyrazistego obrazu przykrej rzeczywistości „Nowej Ziemi”.

Sama autorka wspomina, że podczas przygotowań do pisania powieści zaczerpnęła wiele informacji z materiałów opisujących skutki związane ze zrzuceniem bomb na Hiroszimę i Nagasaki. W książce nie zabraknie więc i elementów będących jednocześnie swoistą przestrogą i obrazujących wyniki omawianej katastrofy.

“Nowa Ziemia” to absolutnie świetna antyutopijna powieść, która zachwyci wszystkich fanów tego gatunku. Z niecierpliwością czekam na kolejne odsłony, mając nadzieję, że będą one równie wspaniałe, a może nawet lepsze niż otwierająca trylogię Świata po Wybuchu „Nowa Ziemia”.




Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu EGMONT

By Unknown
Starsze posty Strona główna

FACEBOOK

She Tetiisheri

KATEGORIE

  • Fit
  • Fit kuchnia
  • Książki
  • Oficjalne recenzje dla LC
  • Uroda
  • Zdrowie

Popularne posty

  • 46. Cienie na księżycu, Zoe Marriott - recenzja przedpremierowa
  • 45. Delirium (Delirium #1), Lauren Oliver - recenzja przedpremierowa
  • 48. Zakochana w mroku, Franny Billingsley - recenzja przedpremierowa
  • 44. Ukojenie, Maggie Stiefvater - recenzja przedpremierowa
  • Requiem (Delirium #3), Lauren Oliver
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wszystkie zdjęcia i teksty są własnością autorki bloga. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez wiedzy i zgody autorki bloga jest zabronione.

Copyright © 2016 TETIISHERI. Designed by OddThemes & Blogger Templates