Michael Vey. Bunt (Michael Vey #2) - Richard Paul Evans



Kontynuacja powieści przygodowej o nadziei, lojalności, odwadze i miłości syna do matki. Michael Vey rozkochał w sobie tysiące amerykańskich nastolatków oraz ich rodziców i nauczycieli.

Prawdziwy hit w literaturze dla młodzieży.

"Niektórzy ludzie rodzą się mądrzy, inni piękni. Ja urodziłem się z elektryczną mocą.

Zostałem stworzony przez Korporację Elgen, która teraz ma zamiar mnie zniszczyć. Jednak porywając mi matkę Michaela posunęli się o krok za daleko.

Na szczęście mam przy sobie przyjaciół, którzy posiadają moce – mogą rzucać piorunami, resetować ludziom umysły, widzieć przez ściany i uśmierzać ból.

Razem stanowimy silną i nierozłączną drużynę."

Tytuł: Michael Vey. Bunt
Tytuł oryginalny:
Michael Vey 2: Rise of the Elgen
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo:
Fabryka Słów
Liczba stron:
392
Data premiery:
4 lipca 2014
Moja ocena: 5/6


Goniąc za celem


Zespół Tourette’a to wrodzone zaburzenie neurologiczne, którego charakterystyczną cechą – jak podaje między innymi wikipedia -  jest występowanie tików ruchowych. Z pojęciem tym po raz pierwszy zetknęłam się, czytając „Podarunek” Richarda Paula Evansa. W powieści zatytułowanej „Michael Vey: więzień celi nr 25.” autor również wykorzystuje motyw syndromu, który zna od podszewki, gdyż sam cierpi na tę chorobę. Pisanie o tego rodzaju przypadłościach uważam za niezwykle istotne. Niezaprzeczalnie, według mnie, jest to ogromny (choć nie odosobniony) atut w twórczości Richarda Paula Evansa. Z chorobą boryka się główny bohater powieści – Michael Vey. Stanowi ona o pewnej wyjątkowości chłopca. Ale zapewniam was, że nie jest to jedyna rzecz wyróżniająca Michaela wśród jego rówieśników. Michael to niesamowity chłopiec obdarzony paranormalnymi umiejętnościami i z pewnością przekonamy się o tym także w kontynuacji intrygującej serii.

Michael Vey, czternastoletni chłopiec, dawno już pogodził się ze swoim niesprzyjającym losem. Nie obce mu są prześladowanie w szkole, dokuczanie przez kolegów, bycie pośmiewiskiem dla innych. Do takiego stanu rzeczy przyczyniły się przede wszystkim zespół Toruette’a oraz budowa ciała chłopca. Michael, jak wspomniałam, jest wyjątkowy. Nie tylko ze względu na swoje tiki pojawiające się w stresujących sytuacjach. Michael nie boi się elektryczności. Nie musi. Sam w sobie posiada jej aż nadto. Silne emocje powodują, że chłopiec potrafi kumulującą się w nim elektrycznością nawet porazić. W pierwszej części Michael poznaje inne osoby obdarzone niespotykanymi umiejętnościami. Wśród nich jest też Taylor. Odmienność tej dwójki sprawia, że stają się sobie bliżsi. Ich przyjaźń rozkwita, a wspólne próby znalezienia odpowiedzi na nurtujące ich pytania dotyczące ich inności prowadzą do zadziwiających odkryć i nieuchronnie zbliżającego się niebezpieczeństwa. W „Buncie” Michael i inne dzieciaki z elektrycznymi zdolnościami jasno wytyczają sobie cel. Muszą uwolnić przetrzymywaną w Peru matkę Michael’a.

Richard Paul Evans po raz kolejny (to moje czwarte spotkanie z twórczością pisarza) udowadnia jak doskonale potrafi dopasować swoje pisanie do sytuacji. W Micheal'u Vey'u mamy mnóstwo młodzieżowych wtrąceń i slangu, które idealnie zostały wkomponowane w treść. Dodam, że zwroty te nie są używane z przesadną częstotliwością, a co więcej fantastycznie oddają ducha nastolatków. Frazy charakterystyczne dla tej grupy Evans używa z odpowiednim umiarkowaniem i wyczuciem. Nie spotkamy tutaj wulgarnych wyrażeń. Powinniśmy się raczej spodziewać idiomów, które bez wątpienia są smaczne i na miejscu. Akcja powieści toczy się równomiernie. Każda kolejna strona przynosi nowe rozwiązania. Autor świetnie buduje napięcie sprzyjające wartkiej akcji, a ta swoją najwyższą formę osiąga podczas całej rozgrywki w powieści. Dzieje się tu naprawdę wiele. Jedna sytuacja goni drugą i kolejną i jeszcze inną.

„Michael Vey” to z pewnością zupełnie nowe, nieznane fanom Richarda Paula Evansa, oblicze. Oblicze bardzo udane. Ta inna, fantastyczna odsłona autora dostarczy czytelnikowi niemałych wrażeń. Lektura Michael'a Vey'a nie tylko wciąga, ale pochłania bez reszty. Jeśli planujecie wieczór z omawianym tytułem, zarezerwujcie sobie kilka godzin w odosobnieniu. Przygoda z elektrycznością na pewno będzie fascynującą podróżą.

6 komentarze

  1. Hm. Nigdy nie słyszałam o tej książce, a zdaje się być bardzo dobrą. [ Aleja Recenzji ]

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam okazję poznać tę książkę z licznych opinii. Jednak nie sądzę żeby to była pozycja dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Ci fajnie, że mogłaś przeczytać tę książkę! Ja czytałam pierwszy tom i bardzo mi się spodobał, więc jak tylko znajdę tę pozycję to nie będzie trzeba mnie namawiać do lektury!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam pierwszy tom czekam aż w moje ręce wpadnie drugi :)

    Zapraszam:
    http://synonimksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. z czystej ciekawości poznałabym te inne jego oblicze;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwsza część bardzo mi się podobała, więc na tą też poluję ;)

    OdpowiedzUsuń